Tag: związek

M(i)ęskożercy!

Mężczyźni są stworzeniami z natury mięsożernymi. Wielu z nich wychodzi z założenia, że bez kawałka mięsa to obiad się nie liczy. Pyś też raczej zalicza się do tej grupy, chociaż dla kilku dań robi wyjątki i pomimo braku mięsiwa uznaje je z obiad. Nazwijmy takich warzywnych szowinistów m(i)ęskożercami, czyli mężczyznami żrącymi tylko mięso i gardzącymi sałatą.
Z Pysiem, gdy wstąpi w niego m(i)ęskożerca, mamy ciekawe rozmowy na temat warzyw na obiad.
Czasem podejrzewa mnie o zamach:
Ja: – Pyś, jaką chcesz sałatkę na obiad?
Pyś: – Sałatkę?! Chcesz mnie zabić???
Innym razem odpowiada mi jak mistrz ciętej riposty:
            Ja: – Pyś! Jedz warzywa, a nie tylko mięso!
            Pyś: – Bebu, bebu!
Ostatnio przyatakował mnie na Facebooku:
(więcej…)
Share

Nowe buty – Jak sprawić by mąż cieszył się z nich razem z Tobą?

Wojny damsko-męskie to temat prawie tak stary jak świat. Prawie – bo najpierw był świat, a potem stworzono mężczyznę i kobietę. Spory, walki, konflikty międzypłciowe mają największe znaczenie w małżeństwie. Są takie związki, w których przybierają one otwarty charakter, ja jednak preferuję, i z powodzeniem stosuję, wojnę partyzancką oraz wysoko rozwiniętą manipulację. Największą sztuką w małżeństwie wcale nie jest to by mąż przyznał ci rację, to jest rozwiązanie dla amatorek bez polotu i wyobraźni! Profesjonalistka potrafi tak pokierować sporem, aby mąż sam zaproponował pożądane przez nią rozwiązanie.

(więcej…)

Share

Jak wyrwałam Pysia

Ponieważ jestem w całkiem poważnym związku z programistą zwanym przeze mnie, i z moją zasługą przez znajomych, Pysiem wypada na samym początku wspomnieć o nim.
Pysia poznałam w pracy gdzie siedział sobie przy biureczku i klepał kod. Ja z kolei byłam zajęta tworzeniem tekstów, które ukazywały się w programie i generalnie zarządzaniem danymi, które tam gdzieś śmigają.
W naszej firmie, jak zresztą wszędzie, dział informatyczny jest uważany za bandę dziwnych ludzi, którzy z nikim nie rozmawiają i generalnie wejdziesz do ich pokoju to rzucą w ciebie klątwą i pokasują ci pliki. W tym czasie pracowała ze mną bardzo odważna kobieta, którą możecie zresztą podziwiać tutaj.
Jej odwaga przejawiała się tym, że nie bała się bluzgać na programistów i do nich jak coś nie działało. Tak o to nawiązała się nić znajomości i o dziwo sympatii między pokojem asystentów redaktorów, a programistami. Dzięki naszemu genialnemu adminowi komputery były zaopatrzone w wewnętrzne komunikatory, które znacznie ułatwiały nawiązywanie więzi.
W końcu na jakiejś imprezie firmowej, czyli nieoficjalnej popijawie w pobliskim barze, integracja osiągnęła apogeum i skończyliśmy w kilka osób w kawalerce u Oliwki z butelką wódki. Jeden z najbardziej nieśmiałych programistów, Szymon nawalił się dość mocno i jeszcze w knajpie zarywał mnie na płonące drinki. U Oliwki zaś stało mu się całkiem obojętne czy podrywa ją czy mnie, po czym ubrał buty swojego kolegi i wszedł w nich na antresole, gdzie była sypialnia. Generalnie rozrabiał jak pijany programista. Nie wiem co jeszcze zbroił, bo pojechałam do domu. Później dowiedziałam się, że zaginął rodzinie i szukali go po kolegach i szpitalach, a jak w końcu nad ranem odebrał telefon to upierał się, że jest w domu i generalnie o co chodził. Dał się przekonać, że nie jest u siebie jak kazali mu się rozejrzeć.
(więcej…)
Share