Tag: Pyś

Dlaczego jesteście skazani na zerwanie? – subiektywna lista przyczyn by Majka

Na pewno każdy z was wie dlaczego różne pary ze sobą zrywają. Ba, na pewno wiecie dlaczego znajome pary też w najbliższej przyszłości się rozstaną, chociaż oni sami są tego nieświadomi i planują wspólne życie.
Tak, oni jeszcze nie wiedzą, że nie mają prawa być razem szczęśliwi, ale my już wiemy!
Ostatnio siedziałam sobie kulturalnie u Ani D. i Esia, czekając, aż Pyś mnie odbierze po Zumbie (TAK! możecie być dumni, w końcu udało mi się kilka razy iść i nie zgubić się w Mc po drodze!). Chociaż może nie do końca kulturalnie, bo Esio właśnie kłócił się z Anią, czy może przy mnie zdjąć skarpetki, bo zawsze tak robi jak siedzi przy kompie, a ja to prawie rodzina. Kłótnie przerwał gwałtownie, gdy usłyszał mój komentarz do jakiej fotki opublikowanej na fejsie dotyczącej odwiecznej wojny o kołdrę między kobietą, a mężczyzną. Stwierdziłam tylko, że ja zawsze też zabieram Pysiowi kołdrę. Esia wmurowało w fotel. Kazał Ani zamilknąć (a on rzadko każe coś zrobić Ani) i pełen niedowierzania zapytał:
Esio: – Śpicie pod jedna kołdrą?!
Majka: – No, tak…
Esio: – ROZWÓD! 
Ania D.(gdy wyszła już z szoku, że kazał jej zamilknąć): – Esio, co jest?
Esio: – Czy ty słyszałaś? Oni.. oni spią pod jedną kołdrą. Rozwód! Będzie rozwód!
Ania D. (spojrzała na mnie z politowaniem): – Przykro mi kochanie, ale Esio ma rację będzie rozwód. My też byśmy się rozwiedli, gdybyśmy nie zainwestowali w drugą kołdrę.
Pomyślałam, że opary ze skarpetek wepchniętych pod biurko przez Esia im zaszkodziły, ale potem sobie zdałam sprawę, że takich absurdalnych teorii na zerwanie jest pełno.  Przykładowo:
(więcej…)
Share

Dlaczego warto oglądać komedie romantyczne?

Jako godna przedstawicielka swojej płci uwielbiam oglądać komedie romantyczne. Gatunek ten do ambitnych nie należy, chociaż zdarzają się perełki. Komedii romantycznych nie ogląda się by osiągnąć katharsis, a by dać odpocząć szarym komórkom po całym dniu wytężonej pracy.
Taki film nadaje się do oglądania w trzech wypadkach:
1. Na początku związku, gdy chodzi się „do kina”, a nie „na film” (if you know what i mean 🙂 a if don’t to zaraz wyjaśnię)
2. Na babskim spotkaniu, gdy przez zbytnie skupienie na wielkości tyłka Jolki, z którą teraz chodzi były Twojej przyjaciółki, możesz zgubić fabułę.
3. W stałych związkach, jako tło do leżenie na kanapie, ładowania sobie do buzi zakazanych przekąsek i oczywiście przytulania prowadzącego do niechcianego zaśnięcia przed telewizorem albo bardziej chcianego figlowania w sypialni.
Jeżeli chodzi o chodzenie „do kina” to różni się ono od chodzenia „na film” tym, że jak para idzie „do kina” to po to żeby się poobmacywać po ciemku w większości ignorując film. Natomiast jak idzie „na film” to idzie śledzić go z zapartym tchem w większości ignorując partnera. Po co więc wydawać na bilet do kina skoro można poobmacywać się w domu. A co brzmi lepiej:
(więcej…)
Share

Sztuka robienia zakupów we dwoje

Dziś będę operować stereotypami, więc z góry proszę o wybaczenie, ale wypisywanie przy każdym zdaniu, że nie wszyscy i nie zawsze jest bezsensu.
Z niewiadomych przyczyn większość mężczyzn nie lubi robić zakupów. Ot, takie ich dziwactwo. Oczywiście zasada ta nie dotyczy wszelkich gadżetów komputerowych, samochodów i często narzędzi.
Większość kobiet lubi ciągać na siłę swoich partnerów po sklepach. Ot, ich dziwactwo.
W efekcie zakupy zmieniają się w mękę dla obojga. Można złagodzić traumatyczny charakter tych przeżyć stosując kilka prostych sztuczek.
Przede wszystkim sposób w jaki wyciągamy swojego lubego ma podstawowe znaczenie. Nie możemy propozycji wspólnych zakupów przedstawiać jako wyjścia po buty, okazji do pobuszowania itd. O nie! Trzeba ją tak zaprezentować, żeby była dla mężczyzny prawdziwą okazją.
Poniżej przykład złej propozycji wspólnych zakupów:
(więcej…)
Share

Relacja z Imprezy V.I.P. (Very Indecent Party)

Styczeń powinien być nazwany miesiącem picia i niepohamowanego imprezowania. Zaczyna się od Nowego Roku, ciągnie się przez karnawał, czasem zahacza o ferie i koniec sesji. Jest jednak jeszcze jedna okazja do której czytelnicy Za biednych na sushi powinni pamiętać: Urodziny Esia.

Prototyp koszulki z linii „esio style”
Dzień ten co roku obfituje w niezwykłe wydarzenia. Krążą legendy, że gdy Esio się rodził krowy dawały wódkę zamiast mleka, drzewa zieleniły się z radości pomimo siarczystego mrozu, a ludzie z niewiadomych przyczyn odczuwali przemożną chęć wznoszenia toastów.
W tym roku zapowiadała się delikatna najebka w doborowym gronie, ogłoszona za pomocą Facebooka. Na stronie wydarzenia znalazła się taka oto zapowiedź:

“Esio jest niczym wino, im starszy, tym lepszy – opowiada jeszcze gorsze suchary i jeszcze krócej się zastanawia, zanim coś powie 🙂

W związku z powyższym jest co świętować, ale że Esio już się w życiu wybansił na parkietach Trójmiasta, proponujemy stateczne dziadowanie u nas na na chacie, w menu oczywiście symboliczny szocik, dobre miażdzycogenne żarełko i planszówki 😀 Jeśli namówicie Esisława, możemy się potem wybrać do Cafe Szaffe, ewentualnie do Bunkra, jeśli Marek nadal jest takim fanem 😀

Jeśli komuś nie pasuje termin, to szybko dajcie znać, dostosujemy się, nie został ustalony na sztywno 🙂

Buziaczki!

Pozdrawia jednoosobowy komitet organizacyjny w osobie Ani :)”

Nie zabrakło też regulaminu imprezy stworzonego przez Esia:

(więcej…)

Share

A Ty narzekasz, że w piątek wracałeś 2 godziny do domu…

Ostatni piątek miałam cały zaplanowany. Z rana badania pracownicze, potem wykłady na uczelni (takie dobrowolne), później planowałam w końcu wypożyczyć książki do mgr, której połowę muszę oddać do końca grudnia, wpaść na chwilkę do domu i wyruszyć z Pysiem na wielkie świąteczne wydarzenie do Dobrowolskiej i Esia.
Ponieważ jednak mój harmonogram kolidował z tym co dla mieszkańców Trójmiasta (i okolic) zaplanował niejaki Ksawery ostatecznie musiałam mocno zweryfikować plany na cały weekend.
Zaczęło się dość niewinnie, bo od kilku minutowego opóźnienia autobusu. Nawet się zbytnio nie przejęłam. Ot, nic nadzwyczajnego przy takiej pogodzie. Odrobinę zmartwiło mnie, że na docelowy przystanek autobus dotarł już z prawie godzinnym opóźnieniem. Ledwo zdążyłam załatwić badania, ale dalej miałam dobry humor, bo przecież mogłam się nie wyrobić.

Spokojnie przeniosłam się na uczelnie. Do wykładu miałam jeszcze jakieś 40 minut, więc postanowiłam odebrać książki z biblioteki (i pomalować paznokcie ukrywając się w toalecie). Niestety akurat w piątki biblioteka jest otwarta od 16. No nic, postanowiłam po wykładzie poczekać tę godzinkę, bo w weekend planowałam mocno nadrobić zaległości w pisaniu pracy magisterskiej, a bez pomocy naukowej nie da rady.

Wykłady się odbyły z małym zgrzytem, bo nie doleciał z Warszawy jeden prelegent, ale na jego miejsce wskoczył inny, więc dalej nie odczuwał zbytniej niechęci do Ksawerego.
(więcej…)
Share