Tag: promocja

Proste triki, które ułatwią oszczędzanie na zakupach

oszczędzanieŻeby pławić się w sushi i mleczku kokosowym trzeba mieć pieniądze. Te z niewiadomowych przyczyn nie spadają z nieba. Nie każdy też może kopiąc w ogródku trafić na złoty pociąg. Trzeba więc imać się innych sposobów, takich jak zarabianie większych pieniędzy (W sensie większej ilości, a nie o większym rozmiarze. Chociaż zarabianie tych o większym rozmiarze łączy się z tym, że ich wartość jest większa.) lub oszczędzanie. Kiedyś pisałam już, jak zmniejszyć wydatki na ubrania, dziś chcę się z Wami podzielić kilkoma radami, jak wydawać mniej pieniędzy na co dziennych zakupach.

(więcej…)

Share

Za bogate na torebki z Lidla

torebki z LidlaOd kilku dni ożywienie w Internecie wywołuje zamieszanie związane ze sprzedażą torebek Wittchen w sieci sklepów Lidl. Na pewno wielu z Was trafiło na filmiku lub artykuły o dantejskich scenach, jakie miały miejsce, gdy torebki pojawiły się w sklepie. Jeżeli nie to wyjaśniam, ze marka Wittchen po raz drugi zawitała w sklepowych koszach. Torebki kosztowały jedynie 249 złotych, a wiec znacznie taniej niż ich zwykła cena. Spowodowało to, że zainteresowanie nimi było znacznie większe niż dostępność towaru. Kolejki ustawiały się pod sklepami, ludzie walczyli miedzy sobą by dostać, choć jedną sztukę, a wielu chwytało po kilka, by potem z mniejszym lub większym zyskiem odsprzedać je na jakimś portalu aukcyjnym. Oczywiście, jak to bywa w takich wypadkach, pojawiło się wiele głosów niezadowolenia, że torebek było za mało, że nie wprowadzono limitu zakupów na jedna osobę itd.. Pojawiły się też głosy osób, które były oburzone samym faktem, że torebki te pojawiają się w takich sklepach jak Lidl. Były to głosu klientek Wittchen, które poczuły się oszukane faktem, że marka uważana przez nie za lepszą jest dostępna dla mas za “nędzne” 250 zł. (więcej…)

Share

Jak przeżyć zimowe wyprzedaże, czyli SOS dla Twojego portfela (by Dobrowolska)

27 grudnia rozpoczął się długo oczekiwany przez każdą kobietę i co trzeciego mężczyznę czas – WYPRZEDAŻE! Jako że z przyczyn opisanych już wcześniej staram się kupować ubrania etc. tylko wtedy, gdy jest okazja (okazja w rozumieniu promocji, niestety czasy, gdy wyjście po pietruszkę było okazją do kupienia sukienki, minęły), przełom grudnia i stycznia jest dla mnie czasem łowów. Zawsze zbieram całą kasę z prezentów świątecznych i ruszam do sklepów.
Nie inaczej było w tym roku. Z miejsca muszę pochwalić mojego dzielnego Esia, który nie tylko wybrał się ze mną do nowego centrum handlowego, ale w dodatku przeżył fakt, że w tę sobotę są tam na pewno WSZYSCY. Esio chodził ze mną po sklepach bez najcichszego syknięcia i wyrozumiale czekał, aż się wyszaleję. Jak widać, przemyślana i cierpliwa hodowla daje efekty!
Muszę się pochwalić, że w trakcie zakupów kupiłam płaszcz, dwie bluzki, dwa T – shirty i szalik, a za wszystko zapłaciłam ok. 200 złotych (tak, naprawdę!). Oczywiście nie ma sensu pokazywać tego wszystkiego, bo nie taki jest sens tego poradnika. Jako że to nie pierwsza moja wyprzedaż i nie pierwszy osiągnięty w jej trakcie sukces, myślę, że niezorientowanym przyda się kilka wskazówek, jak uchronić swój portfel przed ruiną i jednocześnie być zadowoloną/-ym z zakupów (żeby nie szerzyć dżenderu, a tak naprawdę z lenistwa, poniżej zostanę przy formie żeńskiej, ale rady są uniwersalne, sorki) 🙂 (więcej…)
Share

Historia pewnych zakupów (albo dwie)

Moje podejście do mody jest dość mieszane: trochę kobiece, a trochę męskie. Najłatwiej wyjaśnić to na przykładzie butów. Widzę sobie takie piękne szpilki i następuje kobieca rekcja: OMG! MUST HAVE! Podnoszę, patrzę na cenę i objawia się męskie oblicze WTF?? 5 stów za takie coś? Żeby chociaż świeciły lub miały wrotki w podwoziu!
Gustu nie mam najlepszego i na szafiarkę się nie nadaję, więc nie będę próbować promować swojego „unikalnego” stylu. Raczej skupię się na tym jak szukać ciuchów nie wywołujących tornada na koncie. Dziś jeden z nich:
Osobiście jestem wielką fanką wieszaków z przecenionymi ciuchami w Orsay. Ich kolekcje nie zawsze mi pasują, ale na wieszakach z przeceną, które zresztą są wystawione w sklepie cały rok, zawsze coś upatrzę. Przechodząc obok Orsay po prostu nie mogę nie wejść.
Kiedyś wracając z pracy, jeszcze jako młoda, powabna studentka, wstąpiłam do sklepu z mocnym postanowieniem, że nic nie kupię, bo i tak nie mam pieniędzy na koncie. Zaszłam tam, bo do autobusy miałam trochę czasu, a na dworze było zimno. Zobaczyłam fantastyczną zieloną tunikę za 20 zł! Oczywiście kupiłam ją za ostatnie pieniądze (autentycznie miałam na koncie tylko 20 parę złotych, a w portfelu pustki). Dobrze, że miałam bilet miesięczny, bo nie wiem za co bym jeździła na uczelnię i do pracy. Moja mama, jak zobaczyła mój zakup, to powiedziała, że odda mi te 20 złotych, bo bym była głupia jakbym jej nie kupiła. Noszę tę tunikę od kilku lat i nie jestem w stanie zliczyć ile słyszałam komplementów na jej temat.
Inna historia z Orsay jest z zeszłej zimy. Szłam z Pysiem na zakupy spożywcze i przechodziliśmy obok, więc natychmiast zagadnęłam „skocze tylko na wieszaki z przeceną w Orsay”. Pyś nawet się nie buntował, bo wie, że nie marudzę długo na zakupach, tylko wpadam, patrzę i wypadam, a na moją miłość do wieszaków w Orsay nie ma siły. Szybko wyszukałam dwie sukienki i poszłam mierzyć. Jedna  była niebieska, wąska,  za całe 20 zł, a druga w srebrne cekiny z długim rękawem za 30 zł.
Poniżej zdjęcia poglądowe: (więcej…)
Share