Tag: programista

Majka kontra złodziej kont pocztowych

Jako żona programisty muszę posiadać chociaż trochę większe umiejętności obsługi komputera niż przeciętny człowiek. Nie chodzi o to, że Pyś mnie szkoli, czy że jego wiedza zgodnie z teorią Korwina-Mikke przechodzi na mnie (patrz: tutaj – fragment o przesiąkaniu poglądami mężczyzny), po prostu proszenie go o pomoc w jakiejkolwiek kwestii kończy się lekceważącym spojrzeniem. W ten sposób Pyś sugeruje, że to jest taaaakie proste. Oczywiście dla niego jest, dla mnie i reszty świata nie zawsze. W efekcie częściej korzystam z pomocy wujka Google niż Pysia.
Ostatnio zdarzyła mi się tragedia komputerowa. Ktoś przejął mi dwa konta pocztowe! Co gorsza jedno z nich było podpięte do Facebooka. Tak więc dramat pełną gębą! Jak się dowiedziałam o tym niecnym czynie? Ten bydlolec pozmieniał mi hasła!
Bydlolec to skrzyżowanie bydlaka i podolca. Z kolei podolec to słowo pochodzące z książki „Boczne drogi” Joanny Chmielewskiej i jest skrzyżowaniem podleca z padalcem.
(więcej…)
Share

Jak wyrwałam Pysia

Ponieważ jestem w całkiem poważnym związku z programistą zwanym przeze mnie, i z moją zasługą przez znajomych, Pysiem wypada na samym początku wspomnieć o nim.
Pysia poznałam w pracy gdzie siedział sobie przy biureczku i klepał kod. Ja z kolei byłam zajęta tworzeniem tekstów, które ukazywały się w programie i generalnie zarządzaniem danymi, które tam gdzieś śmigają.
W naszej firmie, jak zresztą wszędzie, dział informatyczny jest uważany za bandę dziwnych ludzi, którzy z nikim nie rozmawiają i generalnie wejdziesz do ich pokoju to rzucą w ciebie klątwą i pokasują ci pliki. W tym czasie pracowała ze mną bardzo odważna kobieta, którą możecie zresztą podziwiać tutaj.
Jej odwaga przejawiała się tym, że nie bała się bluzgać na programistów i do nich jak coś nie działało. Tak o to nawiązała się nić znajomości i o dziwo sympatii między pokojem asystentów redaktorów, a programistami. Dzięki naszemu genialnemu adminowi komputery były zaopatrzone w wewnętrzne komunikatory, które znacznie ułatwiały nawiązywanie więzi.
W końcu na jakiejś imprezie firmowej, czyli nieoficjalnej popijawie w pobliskim barze, integracja osiągnęła apogeum i skończyliśmy w kilka osób w kawalerce u Oliwki z butelką wódki. Jeden z najbardziej nieśmiałych programistów, Szymon nawalił się dość mocno i jeszcze w knajpie zarywał mnie na płonące drinki. U Oliwki zaś stało mu się całkiem obojętne czy podrywa ją czy mnie, po czym ubrał buty swojego kolegi i wszedł w nich na antresole, gdzie była sypialnia. Generalnie rozrabiał jak pijany programista. Nie wiem co jeszcze zbroił, bo pojechałam do domu. Później dowiedziałam się, że zaginął rodzinie i szukali go po kolegach i szpitalach, a jak w końcu nad ranem odebrał telefon to upierał się, że jest w domu i generalnie o co chodził. Dał się przekonać, że nie jest u siebie jak kazali mu się rozejrzeć.
(więcej…)
Share