Tag: książka

Książki, które mnie wypaczyły (ukształtowały?)

książkiNietransparentna Evanrinya nominowała mnie do wzięcia udziału w łańcuszku pod tytułem “Lista 10 książek, które w jakiś sposób wpłynęły na moje życie”. Promowanie czytania popieram wszystkimi półkami w mojej biblioteczce, więc chętnie się przyłączę. Resztą wiecie: lans na yntelygenta czytającego książki itd.

Sporządzenie takiej listy było trudniejsze niż myślałam, bo jak tu wybrać książki, które zmieniły moje życie. Kilka było oczywistymi faworytami, ale na dalszych miejscach walczyły książki z worka moich ulubionych z takimi, które z jakichś przyczyn nie są ulubionymi, ale miały na mnie niezaprzeczalny wpływ.  I zgodnie z nazwą zabawy, postanowiłam umieścić te ostatnie, te które czytałam już kilka razy, a jeszcze wiele wspólnych przewróconych stron przed nami. Nie chcąc stopniować ich wpływu na moje życie, zdecydowałam się przedstawić je w porządku chronologicznym, czyli pierwszego czytania. Trochę długo wyszło, ale swoim zwyczajem nie mogłam pominąć historii związanych z niektórymi tytułami, jak chociażby ta z ananasem.

(więcej…)

Share

BANGARANG! – Nie zrozumiesz, bo to slang

Ostatnio przeczytałam książkę. Nie pierwszą, nie ostatnią w życiu. Właściwie to dwie w 4 dni. Też nic nadzwyczajnego, bo jestem uzależniona od słowa drukowanego i pochłaniam go rocznie sporo: od dzieł epokowych, po całkowity chłam, głownie oscylując gdzieś wokół fantastyki. Ot, takie zboczenie.

Tym razem jednka było inaczej. Nie dość, że książka mnie wciągnęła, jak pralka pojedyncze skarpetki, to jeszcze całkowicie i bezapelacyjnie zdetronizowała moją, dotychczas, ulubioną książkę: Grę Endera.

Fabuła, która gdzieniegdzie się przedpłata pomiędzy, z pozoru, oderwanymi od siebie historiami wciąga, a same jej założenia urywają łeb sprawiając, że człowiek nie może się skupić na świątecznym obiedzie u mamy (bo w takich właśnie okolicznościach dowiedziałam się o książce od mojego starszego brata, któremu zawdzięczam pociąg do fantastyki).

A więc (Dobrowolska spadaj z tym swoim grama-nazizmem, jak będę miała ochotę zacząć akapit od “a więc”. to zacznę!) fabuła: (więcej…)

Share

Świąteczne podsumowanie by Majka

Achhhh ten świąteczny okres, gdy mamy tyle wolnego, że możemy nadrabiać zaległości z całego roku! W moim wypadku, jak zawsze gdy mocno postanowię wykorzystać wolny czas produktywnie, efekty są oszałamiające. Zanim jednak przejdę do radosnego podsumowania tego okresu czeka mnie przykry obowiązek słownego zbiczowania Dobrowolskiej.
Jak pamiętacie w swojej ostatniej notce obiecała, że powstanie kolejna część propozycji prezentowych tym razem z listą „must buy swoim girlfriendom”. Słowa nie dotrzymała. Byliśmy więc zmuszeni ukarać ją okrutnie. Narada co do rodzaju kary przebiegła burzliwie. Propozycje padały przeróżne od zmuszenia do wypici wielkiej butli coli pełnokalorycznej, do nakazania chodzenie przez miesiąc do pracy bez makijażu.
W końcu stanęło na wypiciu pół litra wódki i trzech przysiadach. Długo protestowała wierzgając nogami i turlając się po podłodze. Esio nie mógł patrzeć na cierpienia ukochanej kobiety i prawie zmiękł, ale w końcu to zrobiła. Wszystkie trzy przysiady!
Obiecała też, że przygotuje mini poradnik dla panów za biednych na Walentynki, więc zostało jej wybaczone 😉

Wracając do owocnego okresu Świat kiedy miałam tyle wolnego czasu, że aż piszczałam z uciechy myśląc o tych wszystkich sprawach, które ponadrabiam.

A więc (wiem, że zdania nie zaczyna się od „a więc”, ale chciałam podenerwować Dobrowolską, która jest grama nazi, o czym wam jeszcze nie pisałam) o to lista rzeczy niezwiązanych z przygotowaniem lub celebrowaniem Bożego Narodzenia, które dokonałam podczas dni wolnych:

(więcej…)

Share

Film, którego się boję

Gdy katole (to taki odpowiednik katolickich kiboli) obawiali się nadejścia pogańskiego święta zwanego Halloween ja obawiałam się premiery filmu Gra Endera.
Film został nakręcony na podstawie mojej ulubionej książki, o tym samym tytule. Przeczytałam ja pierwszy jeszcze w liceum, a potem wracałam kilka razy. Przeczytałam całą serię o Enderze, chociaż nie udało mi się do tej pory dorwać do bocznej serii cienia. Już jej nie wydają, w antykwariatach nie ma, a na allegro osiąga ceny nie do przyjęcia przez mój portfel. Niestety wydawnictwo Prószyński i S-ka nie myśli o wznowieniu, pomimo tego  że do nich pisałam w tej sprawie, podsuwając ceny z Internetu. Może teraz zmieni zdanie, jeżeli film okaże się sukcesem.
Wracając jednak do moich lęków. Czytając ta książkę pierwszy raz modliłam się żeby nigdy nie powstał film na jej podstawie.  Nie wierze, że tę historie można przedstawić chociaż w połowie tak dobrze jak w książce. Dlatego boję się iść do kina. Przeglądam recenzje, które niby są dobre, ale nie wiem czy pisały je osoby, które czytały książkę.
Z mojego doświadczenia wynika, że ekranizacje czy adaptacje zawsze są kilka poziomów gorsze niż ich książkowe pierwowzory. Wyjątków ze świecą szukać: Harry Potter, Szkoła uwodzenia i podobno Gra o tron (jeszcze nie czytałam, ale Esio obiecał, że mi pożyczy jak oddam mu  jego trylogie Millenium).
Pewnie w końcu się przemogę i obejrzę Grę Endera, ale nie w kinie. Wolę zaszyć się w domu żeby w razie czego nakryć głowę kocem albo wyłączyć program, jeżeli poczuję się urażona poziomem filmu albo różnicami z oryginałem.
Majka
Share