Tag: film

Książki, które mnie wypaczyły (ukształtowały?)

książkiNietransparentna Evanrinya nominowała mnie do wzięcia udziału w łańcuszku pod tytułem “Lista 10 książek, które w jakiś sposób wpłynęły na moje życie”. Promowanie czytania popieram wszystkimi półkami w mojej biblioteczce, więc chętnie się przyłączę. Resztą wiecie: lans na yntelygenta czytającego książki itd.

Sporządzenie takiej listy było trudniejsze niż myślałam, bo jak tu wybrać książki, które zmieniły moje życie. Kilka było oczywistymi faworytami, ale na dalszych miejscach walczyły książki z worka moich ulubionych z takimi, które z jakichś przyczyn nie są ulubionymi, ale miały na mnie niezaprzeczalny wpływ.  I zgodnie z nazwą zabawy, postanowiłam umieścić te ostatnie, te które czytałam już kilka razy, a jeszcze wiele wspólnych przewróconych stron przed nami. Nie chcąc stopniować ich wpływu na moje życie, zdecydowałam się przedstawić je w porządku chronologicznym, czyli pierwszego czytania. Trochę długo wyszło, ale swoim zwyczajem nie mogłam pominąć historii związanych z niektórymi tytułami, jak chociażby ta z ananasem.

(więcej…)

Share

Problemy małżeńskie

Opery mydlane pokazują jak powinny wyglądać problemy małżeńskie: kochanki, nieślubne dzieci, romansy ze złymi braćmi bliźniakami, którego mercedesa wybrać. Co będę Wam tłumaczyła, wszyscy to znacie z autopsji.

Nie będzie to opowieść o niepozmywanych naczyniach, ani o tym, że ktoś zapomniał znów wyrzucić śmieci, albo odebrać potomstwo z przedszkola. To nie są najważniejsze problemy z jakimi borykają się małżeństwa. Nawet decyzja o tym czy zapożyczyć się na całe życie i kupić mieszkanie, czy lepiej powynajmować i odłożyć na wkład własny. Decyzja czy mieć dzieci, czy samochód to też pikuś. Najważniejszym problemem małżeńskim jest:

(więcej…)

Share

Dlaczego warto oglądać komedie romantyczne?

Jako godna przedstawicielka swojej płci uwielbiam oglądać komedie romantyczne. Gatunek ten do ambitnych nie należy, chociaż zdarzają się perełki. Komedii romantycznych nie ogląda się by osiągnąć katharsis, a by dać odpocząć szarym komórkom po całym dniu wytężonej pracy.
Taki film nadaje się do oglądania w trzech wypadkach:
1. Na początku związku, gdy chodzi się „do kina”, a nie „na film” (if you know what i mean 🙂 a if don’t to zaraz wyjaśnię)
2. Na babskim spotkaniu, gdy przez zbytnie skupienie na wielkości tyłka Jolki, z którą teraz chodzi były Twojej przyjaciółki, możesz zgubić fabułę.
3. W stałych związkach, jako tło do leżenie na kanapie, ładowania sobie do buzi zakazanych przekąsek i oczywiście przytulania prowadzącego do niechcianego zaśnięcia przed telewizorem albo bardziej chcianego figlowania w sypialni.
Jeżeli chodzi o chodzenie „do kina” to różni się ono od chodzenia „na film” tym, że jak para idzie „do kina” to po to żeby się poobmacywać po ciemku w większości ignorując film. Natomiast jak idzie „na film” to idzie śledzić go z zapartym tchem w większości ignorując partnera. Po co więc wydawać na bilet do kina skoro można poobmacywać się w domu. A co brzmi lepiej:
(więcej…)
Share

Bojówka Jezusa w akcji!

Ostatnio postawiłam sobie za cel rozpowszechnienie genialnego dzieła kinematografii, jakim jest film „Wszyscy Święci!” (oryginalny tytuł: Saved!). Film ten widziałam kiedyś we fragmentach w telewizorni, a ostatnio namówiłam Pysia na wspólne oglądanie.
Fabuła jest tak genialna, że każda osoba, której o niej opowiadam, pragnie go obejrzeć. Gdy opowiadałam o nim „Mojej Gosi” (o Mojej Gosi jeszcze nie raz usłyszycie, zwłaszcza o tym, jak ostatnio piekłyśmy ciastka:) ) to jeszcze nie skończyłam, a już krzyczała do swojego konkubenta, że ma jej załatwić ten film.
A teraz skupcie się, bo zostaniecie olśnieni zajebistością fabuły. (Nie bójcie się, nie grzeszę spojlerowatością.)
Film opowiada o lasce, która działa w czymś w rodzaju „bojówki Jezusa”, czyli takiej jakby oazie (tak, bojówka Jezusa!). Bohaterka ma chłopaka, też bardzo Jezusopozytywnego. Oboje chodzą do katolickiej szkoły. Pewnego razu bawią się w opowiadanie sobie tajemnic pod wodą w basenie i on jej mówi, że jest gejem. Biedaczką tak to wstrząsa, że zaczyna się topić. Ratuje ją basenowy z długimi włosami, jej się jednak wydaje, że to Jezus, który każe jej uratować nieszczęsnego chłopaka od gejostwa!
Share

Film, którego się boję

Gdy katole (to taki odpowiednik katolickich kiboli) obawiali się nadejścia pogańskiego święta zwanego Halloween ja obawiałam się premiery filmu Gra Endera.
Film został nakręcony na podstawie mojej ulubionej książki, o tym samym tytule. Przeczytałam ja pierwszy jeszcze w liceum, a potem wracałam kilka razy. Przeczytałam całą serię o Enderze, chociaż nie udało mi się do tej pory dorwać do bocznej serii cienia. Już jej nie wydają, w antykwariatach nie ma, a na allegro osiąga ceny nie do przyjęcia przez mój portfel. Niestety wydawnictwo Prószyński i S-ka nie myśli o wznowieniu, pomimo tego  że do nich pisałam w tej sprawie, podsuwając ceny z Internetu. Może teraz zmieni zdanie, jeżeli film okaże się sukcesem.
Wracając jednak do moich lęków. Czytając ta książkę pierwszy raz modliłam się żeby nigdy nie powstał film na jej podstawie.  Nie wierze, że tę historie można przedstawić chociaż w połowie tak dobrze jak w książce. Dlatego boję się iść do kina. Przeglądam recenzje, które niby są dobre, ale nie wiem czy pisały je osoby, które czytały książkę.
Z mojego doświadczenia wynika, że ekranizacje czy adaptacje zawsze są kilka poziomów gorsze niż ich książkowe pierwowzory. Wyjątków ze świecą szukać: Harry Potter, Szkoła uwodzenia i podobno Gra o tron (jeszcze nie czytałam, ale Esio obiecał, że mi pożyczy jak oddam mu  jego trylogie Millenium).
Pewnie w końcu się przemogę i obejrzę Grę Endera, ale nie w kinie. Wolę zaszyć się w domu żeby w razie czego nakryć głowę kocem albo wyłączyć program, jeżeli poczuję się urażona poziomem filmu albo różnicami z oryginałem.
Majka
Share