Tag: Esio

Świąteczne podsumowanie by Majka

Achhhh ten świąteczny okres, gdy mamy tyle wolnego, że możemy nadrabiać zaległości z całego roku! W moim wypadku, jak zawsze gdy mocno postanowię wykorzystać wolny czas produktywnie, efekty są oszałamiające. Zanim jednak przejdę do radosnego podsumowania tego okresu czeka mnie przykry obowiązek słownego zbiczowania Dobrowolskiej.
Jak pamiętacie w swojej ostatniej notce obiecała, że powstanie kolejna część propozycji prezentowych tym razem z listą „must buy swoim girlfriendom”. Słowa nie dotrzymała. Byliśmy więc zmuszeni ukarać ją okrutnie. Narada co do rodzaju kary przebiegła burzliwie. Propozycje padały przeróżne od zmuszenia do wypici wielkiej butli coli pełnokalorycznej, do nakazania chodzenie przez miesiąc do pracy bez makijażu.
W końcu stanęło na wypiciu pół litra wódki i trzech przysiadach. Długo protestowała wierzgając nogami i turlając się po podłodze. Esio nie mógł patrzeć na cierpienia ukochanej kobiety i prawie zmiękł, ale w końcu to zrobiła. Wszystkie trzy przysiady!
Obiecała też, że przygotuje mini poradnik dla panów za biednych na Walentynki, więc zostało jej wybaczone 😉

Wracając do owocnego okresu Świat kiedy miałam tyle wolnego czasu, że aż piszczałam z uciechy myśląc o tych wszystkich sprawach, które ponadrabiam.

A więc (wiem, że zdania nie zaczyna się od „a więc”, ale chciałam podenerwować Dobrowolską, która jest grama nazi, o czym wam jeszcze nie pisałam) o to lista rzeczy niezwiązanych z przygotowaniem lub celebrowaniem Bożego Narodzenia, które dokonałam podczas dni wolnych:

(więcej…)

Share

Opowieść (przed) wigilijna

Dawno temu (według miar internetowych, bo według zwykłych miar to tylko półtora tygodnia temu) Dobrowolska i Esio zorganizowali u siebie uroczą przed świąteczną imprezę pod nazwa: „Piernisiowanie”. Całe wydarzenie polegało na wspólnym pieczeniu pierników i spożywaniu alkoholu. Z uwagi na wizytę Ksawerego na Pomorzu i splot wydarzeń z których większość polegała na tym że TIR/autobus nie podjechał pod górkę i zblokował drogę, zjawiłam się u nich wcześniej.
Skorzystałam z kosmetyków mojej mistrzyni makijażu i jej sukienki i miałam możliwość jako pierwsza podziwiać ich choinkę, która na podziw zasługiwała. Wszędzie były rozstawione świeczki, z głośnika leciała specjalna składanka świąteczna Dobrowolskiej, a na ekranie zaraz miał być odpalony najlepszy świąteczny film i jednocześnie ulubiony naszego premiera. Zapobiegliwa Ania przygotowała wcześniej ciasto, foremki do wycinania i wybór ozdób w różnych smakach i kolorach.
Niczym w uroczej wigilijnej historii zaczęli się schodzić goście i a wraz z nimi nowe ozdoby do pierniczków i czapki Mikołajów. Ania wałkowała ciasto i pozwala każdemu wycinać dowolne kształty, które później można było bardzo kreatywnie ozdobić (w tym brokatowymi lukrowymi pisakami!). Alkohol się lał, pierniczki się piekły, sielanka przeplatana przekleństwami i drinkami trwała. Esio wraz kolegą, którego na potrzeby dzisiejszego wpisu nazwiemy „Skrzatem Wredną Mendą”, stworzyli pierniczka, który był pół-nosorożcem, pół-reniferem, ja wyrzeźbiłam wypaśną choinę, znajomy właśnie wielce z szokowany zauważył, że penisy, które przyozdabia to piernikowe grzybki do góry nogami – chwilo trwaj!

Alkohol w nas buzował, pojawiły się fikuśnie drinki z dodatkami tabasco, dziwne słodkie mieszanki z polewami do pierników i wódką serwowane przez „Skrzata Wredną Mendę”, a z głośników wydobywały się wulgarne piosenki o uprawianiu miłości w dość ekstremalny sposób. Niestety ten magiczny wieczór musiał się skończyć i wszyscy zaczęli się rozchodzić do domów, obdarowywani przez uradowaną i roztańczoną gospodynię piernikami na wynos.

Rano pojechałam do domu, co jak wiecie, nie przebiegło bezproblemowo. Kiedy tam dotarłam i wygrzałam swoje zmarznięte kości i zdałam relację Pysiowi, który przez Ksawerego nie dotarła na Piernisiowanie, usiadłam do komputera aby, jak przystało na facebookowego uzależnięca,  obczaić czy w śród multum fotek z imprezy znajdzie się taka, na której wyszłam na tyle akceptowalnie żeby zaktualizować dwuletnie zdjęcie profilowe. I o to wśród pochwał i podziękowań kierowanych do Ani i Esia znalazłam dramatyczny apel gospodyni.
(więcej…)
Share

A Ty narzekasz, że w piątek wracałeś 2 godziny do domu…

Ostatni piątek miałam cały zaplanowany. Z rana badania pracownicze, potem wykłady na uczelni (takie dobrowolne), później planowałam w końcu wypożyczyć książki do mgr, której połowę muszę oddać do końca grudnia, wpaść na chwilkę do domu i wyruszyć z Pysiem na wielkie świąteczne wydarzenie do Dobrowolskiej i Esia.
Ponieważ jednak mój harmonogram kolidował z tym co dla mieszkańców Trójmiasta (i okolic) zaplanował niejaki Ksawery ostatecznie musiałam mocno zweryfikować plany na cały weekend.
Zaczęło się dość niewinnie, bo od kilku minutowego opóźnienia autobusu. Nawet się zbytnio nie przejęłam. Ot, nic nadzwyczajnego przy takiej pogodzie. Odrobinę zmartwiło mnie, że na docelowy przystanek autobus dotarł już z prawie godzinnym opóźnieniem. Ledwo zdążyłam załatwić badania, ale dalej miałam dobry humor, bo przecież mogłam się nie wyrobić.

Spokojnie przeniosłam się na uczelnie. Do wykładu miałam jeszcze jakieś 40 minut, więc postanowiłam odebrać książki z biblioteki (i pomalować paznokcie ukrywając się w toalecie). Niestety akurat w piątki biblioteka jest otwarta od 16. No nic, postanowiłam po wykładzie poczekać tę godzinkę, bo w weekend planowałam mocno nadrobić zaległości w pisaniu pracy magisterskiej, a bez pomocy naukowej nie da rady.

Wykłady się odbyły z małym zgrzytem, bo nie doleciał z Warszawy jeden prelegent, ale na jego miejsce wskoczył inny, więc dalej nie odczuwał zbytniej niechęci do Ksawerego.
(więcej…)
Share

Historia Straszliwa Wielce Bez Happy Endu (by Esio)

Cofnijmy się do nocy 30 listopada 27 roku ery Esia. Niby wszystko ok, mimo ogromnej klęski w Monopoly [JA WYGRAŁAM! przyp. Majka]. Jednak nie, zawsze musi pójść coś nie tak. Pierwszy symptom – nie działa fejs w telefonie, olałem to jednak i położyłem się spać.
Ranek dnia następnego, 1 grudnia, uruchamiam komputer oraz wchodzę na fejsa. Konieczność logowania tłumaczę wygaśnięciem sesji. Nic jeszcze nie zwiastuje najgorszego.
5 minut później stałem się innym człowiekiem…
(więcej…)
Share

W poszukiwaniu prezentu dla Niego – część I – prezenty „tradycyjne” (by Dobrowolska)

Wigilia dokładnie za miesiąc, więc rozpoczynamy serię wpisów z garścią świątecznych inspiracji. Dla niektórych (czytaj: dla mnie!) kupowanie prezentów to rytuał, wyczekiwany przez cały rok, dyscyplina sportu, w której wygrana w postaci uśmiechu drugiej osoby daje zapas satysfakcji na długi czas. Rozumiem jednak, że okres zwiastowany reklamą Coca – Coli budzi strach w części narodu, bo znalezienie tego CZEGOŚ wśród tony badziewia graniczy z cudem. Od lat prowadzę przedświąteczną poradnię prezentową, a poniżej jej kolejna odsłona.
Na początek kilka pomysłów na prezent dla chłopaka/kochanka/męża. Pierwsza część oparta jest na banalnych skojarzeniach, ale osobiście nie widzę nic złego w kupowaniu komuś co roku np. książki, o ile za każdym razem jej wybór jest przemyślany i wiemy, że sprawimy tym komuś radość.
1. Z księgarni – „Gra o tron” Opowieść graficzna, G. R. R. Martin, tom 1/ tom 2

„Gra o tron” jest fenomenem, który nie do końca jest dla mnie zrozumiały. Oglądam serial razem z Esiem, który jest wielkim fanem zarówno sagi książkowej, jak i ekranizacji, ale nie czerpię z tego takiej przyjemności jak reszta świata. Mimo to jestem pewna, że każdy facet, który czeka z niecierpliwością na kolejny sezon „Gry o tron”, ucieszy się z jednego z tych komiksów (lub z  dwupaku). Niezorientowanym zwracam uwagę na konieczność kupowania w kolejności 😉 Chociaż kupienie dwójeczki komuś, kto nie czytał pierwszego tomu , brzmi jak ciekawa Wiglia!
Ceny: tom  1 ok. 50,00 złotych, tom 2 ok. 60,00 złotych. W zeszłym roku, krótko przed świętami, tom 1 w Matrasie (kupowałam na miejscu, nie online) kosztował 12,90 złotych, co pozwoliło mi załatwić prezent dla trzech osób za jednym zamachem  Liczę na to, że w tym roku Matras też zrobi mi taką niespodziankę, ale z tomem 2. Polujcie więc na okazję!
Z innych pozycji książkowych polecam: „Dziewczyny z Danbury. Orange is the new black” Piper Kerman – niech nie zrazi Was tytuł, to nie jest babska książka, na jej podstawie powstał rewelacyjny serial Netflixa, który z powodu kilku scen lesbijskich z pewnością podoba się zdecydowanej większości męskiej widowni, podobinie zresztą jak książka); „Ciotka Julia i skryba” M. V. Llosa (pozycja obowiązkowa!).
(więcej…)
Share