Tag: Dobrowolska

Dlaczego jesteście skazani na zerwanie? – subiektywna lista przyczyn by Majka

Na pewno każdy z was wie dlaczego różne pary ze sobą zrywają. Ba, na pewno wiecie dlaczego znajome pary też w najbliższej przyszłości się rozstaną, chociaż oni sami są tego nieświadomi i planują wspólne życie.
Tak, oni jeszcze nie wiedzą, że nie mają prawa być razem szczęśliwi, ale my już wiemy!
Ostatnio siedziałam sobie kulturalnie u Ani D. i Esia, czekając, aż Pyś mnie odbierze po Zumbie (TAK! możecie być dumni, w końcu udało mi się kilka razy iść i nie zgubić się w Mc po drodze!). Chociaż może nie do końca kulturalnie, bo Esio właśnie kłócił się z Anią, czy może przy mnie zdjąć skarpetki, bo zawsze tak robi jak siedzi przy kompie, a ja to prawie rodzina. Kłótnie przerwał gwałtownie, gdy usłyszał mój komentarz do jakiej fotki opublikowanej na fejsie dotyczącej odwiecznej wojny o kołdrę między kobietą, a mężczyzną. Stwierdziłam tylko, że ja zawsze też zabieram Pysiowi kołdrę. Esia wmurowało w fotel. Kazał Ani zamilknąć (a on rzadko każe coś zrobić Ani) i pełen niedowierzania zapytał:
Esio: – Śpicie pod jedna kołdrą?!
Majka: – No, tak…
Esio: – ROZWÓD! 
Ania D.(gdy wyszła już z szoku, że kazał jej zamilknąć): – Esio, co jest?
Esio: – Czy ty słyszałaś? Oni.. oni spią pod jedną kołdrą. Rozwód! Będzie rozwód!
Ania D. (spojrzała na mnie z politowaniem): – Przykro mi kochanie, ale Esio ma rację będzie rozwód. My też byśmy się rozwiedli, gdybyśmy nie zainwestowali w drugą kołdrę.
Pomyślałam, że opary ze skarpetek wepchniętych pod biurko przez Esia im zaszkodziły, ale potem sobie zdałam sprawę, że takich absurdalnych teorii na zerwanie jest pełno.  Przykładowo:
(więcej…)
Share

Relacja z Imprezy V.I.P. (Very Indecent Party)

Styczeń powinien być nazwany miesiącem picia i niepohamowanego imprezowania. Zaczyna się od Nowego Roku, ciągnie się przez karnawał, czasem zahacza o ferie i koniec sesji. Jest jednak jeszcze jedna okazja do której czytelnicy Za biednych na sushi powinni pamiętać: Urodziny Esia.

Prototyp koszulki z linii „esio style”
Dzień ten co roku obfituje w niezwykłe wydarzenia. Krążą legendy, że gdy Esio się rodził krowy dawały wódkę zamiast mleka, drzewa zieleniły się z radości pomimo siarczystego mrozu, a ludzie z niewiadomych przyczyn odczuwali przemożną chęć wznoszenia toastów.
W tym roku zapowiadała się delikatna najebka w doborowym gronie, ogłoszona za pomocą Facebooka. Na stronie wydarzenia znalazła się taka oto zapowiedź:

“Esio jest niczym wino, im starszy, tym lepszy – opowiada jeszcze gorsze suchary i jeszcze krócej się zastanawia, zanim coś powie 🙂

W związku z powyższym jest co świętować, ale że Esio już się w życiu wybansił na parkietach Trójmiasta, proponujemy stateczne dziadowanie u nas na na chacie, w menu oczywiście symboliczny szocik, dobre miażdzycogenne żarełko i planszówki 😀 Jeśli namówicie Esisława, możemy się potem wybrać do Cafe Szaffe, ewentualnie do Bunkra, jeśli Marek nadal jest takim fanem 😀

Jeśli komuś nie pasuje termin, to szybko dajcie znać, dostosujemy się, nie został ustalony na sztywno 🙂

Buziaczki!

Pozdrawia jednoosobowy komitet organizacyjny w osobie Ani :)”

Nie zabrakło też regulaminu imprezy stworzonego przez Esia:

(więcej…)

Share

Jak przeżyć zimowe wyprzedaże, czyli SOS dla Twojego portfela (by Dobrowolska)

27 grudnia rozpoczął się długo oczekiwany przez każdą kobietę i co trzeciego mężczyznę czas – WYPRZEDAŻE! Jako że z przyczyn opisanych już wcześniej staram się kupować ubrania etc. tylko wtedy, gdy jest okazja (okazja w rozumieniu promocji, niestety czasy, gdy wyjście po pietruszkę było okazją do kupienia sukienki, minęły), przełom grudnia i stycznia jest dla mnie czasem łowów. Zawsze zbieram całą kasę z prezentów świątecznych i ruszam do sklepów.
Nie inaczej było w tym roku. Z miejsca muszę pochwalić mojego dzielnego Esia, który nie tylko wybrał się ze mną do nowego centrum handlowego, ale w dodatku przeżył fakt, że w tę sobotę są tam na pewno WSZYSCY. Esio chodził ze mną po sklepach bez najcichszego syknięcia i wyrozumiale czekał, aż się wyszaleję. Jak widać, przemyślana i cierpliwa hodowla daje efekty!
Muszę się pochwalić, że w trakcie zakupów kupiłam płaszcz, dwie bluzki, dwa T – shirty i szalik, a za wszystko zapłaciłam ok. 200 złotych (tak, naprawdę!). Oczywiście nie ma sensu pokazywać tego wszystkiego, bo nie taki jest sens tego poradnika. Jako że to nie pierwsza moja wyprzedaż i nie pierwszy osiągnięty w jej trakcie sukces, myślę, że niezorientowanym przyda się kilka wskazówek, jak uchronić swój portfel przed ruiną i jednocześnie być zadowoloną/-ym z zakupów (żeby nie szerzyć dżenderu, a tak naprawdę z lenistwa, poniżej zostanę przy formie żeńskiej, ale rady są uniwersalne, sorki) 🙂 (więcej…)
Share

Świąteczne podsumowanie by Majka

Achhhh ten świąteczny okres, gdy mamy tyle wolnego, że możemy nadrabiać zaległości z całego roku! W moim wypadku, jak zawsze gdy mocno postanowię wykorzystać wolny czas produktywnie, efekty są oszałamiające. Zanim jednak przejdę do radosnego podsumowania tego okresu czeka mnie przykry obowiązek słownego zbiczowania Dobrowolskiej.
Jak pamiętacie w swojej ostatniej notce obiecała, że powstanie kolejna część propozycji prezentowych tym razem z listą „must buy swoim girlfriendom”. Słowa nie dotrzymała. Byliśmy więc zmuszeni ukarać ją okrutnie. Narada co do rodzaju kary przebiegła burzliwie. Propozycje padały przeróżne od zmuszenia do wypici wielkiej butli coli pełnokalorycznej, do nakazania chodzenie przez miesiąc do pracy bez makijażu.
W końcu stanęło na wypiciu pół litra wódki i trzech przysiadach. Długo protestowała wierzgając nogami i turlając się po podłodze. Esio nie mógł patrzeć na cierpienia ukochanej kobiety i prawie zmiękł, ale w końcu to zrobiła. Wszystkie trzy przysiady!
Obiecała też, że przygotuje mini poradnik dla panów za biednych na Walentynki, więc zostało jej wybaczone 😉

Wracając do owocnego okresu Świat kiedy miałam tyle wolnego czasu, że aż piszczałam z uciechy myśląc o tych wszystkich sprawach, które ponadrabiam.

A więc (wiem, że zdania nie zaczyna się od „a więc”, ale chciałam podenerwować Dobrowolską, która jest grama nazi, o czym wam jeszcze nie pisałam) o to lista rzeczy niezwiązanych z przygotowaniem lub celebrowaniem Bożego Narodzenia, które dokonałam podczas dni wolnych:

(więcej…)

Share

Opowieść (przed) wigilijna

Dawno temu (według miar internetowych, bo według zwykłych miar to tylko półtora tygodnia temu) Dobrowolska i Esio zorganizowali u siebie uroczą przed świąteczną imprezę pod nazwa: „Piernisiowanie”. Całe wydarzenie polegało na wspólnym pieczeniu pierników i spożywaniu alkoholu. Z uwagi na wizytę Ksawerego na Pomorzu i splot wydarzeń z których większość polegała na tym że TIR/autobus nie podjechał pod górkę i zblokował drogę, zjawiłam się u nich wcześniej.
Skorzystałam z kosmetyków mojej mistrzyni makijażu i jej sukienki i miałam możliwość jako pierwsza podziwiać ich choinkę, która na podziw zasługiwała. Wszędzie były rozstawione świeczki, z głośnika leciała specjalna składanka świąteczna Dobrowolskiej, a na ekranie zaraz miał być odpalony najlepszy świąteczny film i jednocześnie ulubiony naszego premiera. Zapobiegliwa Ania przygotowała wcześniej ciasto, foremki do wycinania i wybór ozdób w różnych smakach i kolorach.
Niczym w uroczej wigilijnej historii zaczęli się schodzić goście i a wraz z nimi nowe ozdoby do pierniczków i czapki Mikołajów. Ania wałkowała ciasto i pozwala każdemu wycinać dowolne kształty, które później można było bardzo kreatywnie ozdobić (w tym brokatowymi lukrowymi pisakami!). Alkohol się lał, pierniczki się piekły, sielanka przeplatana przekleństwami i drinkami trwała. Esio wraz kolegą, którego na potrzeby dzisiejszego wpisu nazwiemy „Skrzatem Wredną Mendą”, stworzyli pierniczka, który był pół-nosorożcem, pół-reniferem, ja wyrzeźbiłam wypaśną choinę, znajomy właśnie wielce z szokowany zauważył, że penisy, które przyozdabia to piernikowe grzybki do góry nogami – chwilo trwaj!

Alkohol w nas buzował, pojawiły się fikuśnie drinki z dodatkami tabasco, dziwne słodkie mieszanki z polewami do pierników i wódką serwowane przez „Skrzata Wredną Mendę”, a z głośników wydobywały się wulgarne piosenki o uprawianiu miłości w dość ekstremalny sposób. Niestety ten magiczny wieczór musiał się skończyć i wszyscy zaczęli się rozchodzić do domów, obdarowywani przez uradowaną i roztańczoną gospodynię piernikami na wynos.

Rano pojechałam do domu, co jak wiecie, nie przebiegło bezproblemowo. Kiedy tam dotarłam i wygrzałam swoje zmarznięte kości i zdałam relację Pysiowi, który przez Ksawerego nie dotarła na Piernisiowanie, usiadłam do komputera aby, jak przystało na facebookowego uzależnięca,  obczaić czy w śród multum fotek z imprezy znajdzie się taka, na której wyszłam na tyle akceptowalnie żeby zaktualizować dwuletnie zdjęcie profilowe. I o to wśród pochwał i podziękowań kierowanych do Ani i Esia znalazłam dramatyczny apel gospodyni.
(więcej…)
Share