Jak się popieści to się zmieści?

Dziś pobawimy się naszym pięknym językiem. Nie będzie to jednak wpis w stylu grama-nazi, bo choć staram się jak mogę to zdarzają mi się pewne potknięcia. Dziś więc, pobawię się w tłumacza polsko-polskiego. Są bowiem w naszym języku pewne zwroty, których używamy, ale nadajemy im inne znaczenie niż powinniśmy

Skupimy się na popularnym zwrocie “mieścić się”.  Gdy kobieta mówi: “Wciąż mieszczę się w te spodnie”, to często nie rozumie, że “mieścić się” nie jest synonimem “dobrze leżeć”. Wręcz przeciwnie, gdy używamy zwrotu “mieścić się” w stosunku do ubrań stanowi on antonim do zwrotu “dobrze leżeć”, o czym dobitnie świadczą te fragmenty ciała, które się nie zmieściły i wylały się: bokami, górą lub dołem. Kiedyś już o tym pisałam.  O prawdziwości tych słów przypomniały mi ostatnio moje ulubione jeansy, po ubraniu których wylałam się w sposób okrężny. Sezon bikini w pełni, a tu taki psikus! (więcej…)

Share

Przerwa na lunch – Czyli co jeść w pracy, żeby nie zostać zabitym

fork-207410Przeszliśmy sporą ewolucję, która ostatnimi laty rozpędziła się do rewolucji, jeżeli chodzi o spożywanie posiłków w pracy. Kiedyś były to kanapki zawinięte w papier i herbatka ,ewentualnie kawa. Obecnie na porządku dziennym jest przynoszenie własnych, zdrowych posiłków, czy zamawianie czegoś z dowozem do biurka. W związku ze zmianami w naszych zwyczajach dietetycznych dochodzi do zgrzytów pomiędzy współpracownikami i wypracowywania zwyczajów tego co wolno, a co nie.

W miejscu w którym pracuje jest kuchnia z malutką lodóweczką i mikrofala. Kiedyś, gdy kuchnia mieściła się w innym miejscu, mieliśmy jeszcze dostęp do kuchenki. Możliwość korzystania z takich cudów techniki sprzyja ciekawym sytuacjom. Kilka z nich urosło już do biurowych legend.

W pracy jem kilka posiłków w myśl zasady: lepiej kilka mniejszych i częściej, niż jeden duży (tak naprawdę to kłamię: jem często i dużo). Moje wybory są często dość nietypowe, ale staram się nie utrudniać życia współpracownikom. Potrafię np. zjeść opakowanie śledzi, albo pizze z sosem czosnkowym. Oczywiście takie mono zapachowe rzeczy staram się jeść grzecznie w kuchni żeby zapach nie roznosiły się po pokoju, w którym pracujemy. Chociaż i to nie zawsze, bo bywało i tak, że kupowaliśmy wspólnie takie rarytasy i razem je z pełną premedytacją konsumowaliśmy przy biurkach. Pomimo jednak, że zdarzało mi się zjeść pól bochenka chleba z własnej roboty smalcem (nie poszło w cycki 🙁 ) , to i tak nie załapałam się na podium najdziwniejszych pomysłów kulinarnych w biurze.

Na pierwszym miejscu jest chłopak, którego nigdy nie poznałam, bo pracował kilka lat przede mną, jednak pozostawił po sobie trwały ślad w pamieć współpracowników. Wpadł on mianowicie na genialny pomysł podgrzania ryby w mikrofali. I nie było by w tym nic złego gdyby ryba ta nie była… (więcej…)

Share

Litrogodzina – nowa jednostka czasu

W ten weekend odkryliśmy z Pysiem nową jednostkę miary czasu: litrogodzinę.

Jak można mierzyć czas w objętości? Bardzo prosto i jestem pewna, że nie raz tak robiliście.

Letni czas wolny spędzamy z Pysiem na obrabianiu pańszczyzny w domu (ewentualnie na spokojnych spotkaniach ze znajomymi połączonych z partyjką krykieta – tej wersji będziemy się trzymać). Tak było i tym razem. Pod koniec niedzieli zostało jeszcze kilka rzeczy do zrobienia, ale trzeba przecież też odpocząć i tak oto, siedząc na tarasie, zdefiniowaliśmy litrogodzinę: (więcej…)

Share