I znów rusza cudowna akcja promująca pluszowe leśne zwierzęta jednego z dwóch ulubionych dyskontów Polaków. Tak moi drodzy, do Biedronki nadciągają Słodziaki.

Po raz kolejny inne sklepy pójdą w odstawkę i cała rodzina kilka pokoleń wstecz i kilka linii w bok, będzie musiała się zmobilizować, żeby uzbierać naklejki dla waszych kochanych bombelków.

slodziaki

Jak zawsze na łamach bardzo poważnych mediów pojawiają się skrupulatne wyliczenia ile będzie trzeba wydać, aby zdobyć jednego futrzaka. Dla niewtajemniczonych  trzeba zebrać 60 naklejek na dużego i 40 na małego pluszaka. Naklejkę dostaje się za wydanie 40 złotych na zakupy. Ponieważ część czytelników może pochodzić z pokolenia, które nie musiała zdawać matematyki na maturze, wyjaśniam, że teoretycznie trzeba wydać w sklepie 2400 lub 1600 zł na jednego Słodziaka. Ale tylko teoretycznie. 

Dodatkowe naklejki dostaje się za zakupy z kartą Biedronki. Gdy się takowej nie ma,  można, za zgodą posiadacza karty, podać jego numer telefonu i skorzysta się z jego przywilejów. Kolejne naklejki przysługują za zakup warzywa lub owocu. Co przy codziennych zakupach nie jest szczególnie trudne. Chyba, że się jest moim kolegą Krzysiem, który nie rozumie dlaczego, jego konkubina upiera się, żeby przynajmniej do jednego posiłku dziennie było jakieś warzywo, albo chociaż raz na trzy dni. Krzysztof to jest taki typowy przedstawiciel #teammięso, ale nie musi się martwić, bo jest też inna opcja, żeby dostać więcej naklejek, wystarczy kupić, któryś z produktów ze specjalnej oferty zmieniającej się cykliczne. Tu jednak trzeba uważać żeby nie dać się złapać w zgubną pułapkę promocji i nie kupować rzeczy, których nie potrzebujemy. Przy poprzedniej turze polowania na Słodziaki nakupowałam tyle szamponu, że Pyś pół roku go używał. Na swoją obronę dodam, że szampon był w okazyjnej cenie, więc niczego nie żałuje!

Podsumowując: maksymalnie można dostać 4 naklejki za każde wydane 40 zł. Niestety do tych 40 złotych nie wlicza się alkoholu :/ Przy odpowiedniej strategii żeby upolować jednego Słodziaka wystarczy zrobić zakupy odpowiednio za: 600 i 400 zł. Co biorąc pod uwagę, że naklejki można zbierać przez 12 tygodni nie jest nieosiągalne i nie wymaga rezygnacji z zakupów w innych sklepach. 

Sprawy jednak się komplikują, gdy uświadomimy sobie, że do zebrania są 4 duże i 6 małych. Co nawet przy najbardziej ekonomicznym wariancie wymaga 480 naklejek czyli wydania 4800 zł 😀 Kto ma dzieci, ten wie, że trzeba zebrać wszystkie, bo inaczej bomelek się wkurwi, a nie ma bardziej niszczycielskiej siły niż wkurwiony bomelek.

Możecie wybierać z trzech wariantów:

Aby uniknąć armagedonu w postaci ulic pełnych bardzo mocno zdenerwowanych bąbelków siejących spustoszenie, nie gorsze niż to w słynnej poznańskiej restauracji, postanowiłam pomóc wam zaplanować zakupy, tak aby odbyły się one z pożytkiem dla waszego portfela i rozpieszczonych kapitalizmem pociech.

Wariant pierwszy – klasyczna zaściankowa walka:

  1. namów wszystkich znajomych, powinowatych i pokątnych żeby oddawali ci swoje naklejki;
  2. zdobądź kartę do biedronki.;
  3. zawsze pamiętaj o warzywie lub owocu (ale nie kupuj pietruszki – nie jesteśmy burżujstwem);
  4. sprawdź czy w aktualnej ofercie produktów ekstra promowanych jest coś, co ci się przyda, ale nie kupuj na siłę pasty do zębów, której i tak nie używasz;
  5. poluj w kolejce do kasy na tych, którzy nie zbierają naklejek i zgarniaj je dla swoich bombelków.

Wariant drugi – na majfrenda

  1. poczekaj aż majfrendy z aliexpress zwęszą biznes;
  2. zamów;
  3. czekaj do kilka miesięcy na przesyłkę.

Tego wariantu nie pochwalam, bo jednak nieładnie kupować, podróbki, czegoś nad czym ktoś się napracował, ale z blogerskiej (lol) rzetelności wspominam tu o nim.

Wariant trzeci – na prawdziwego fana ZBNS

  1. Nakupuj odpowiednią ilość sushi albo paprykarza szczecińskiego za odpowiednią kwotę.

Żeby zdobyć jednego małego słodziaka trzeba kupić około 110 zestawów sushi albo 1610 puszek paprykarza (w wersji najmniej ekonomicznej wg. cen z dnia 09.2019)

Pamiętajcie jednak, że o ile paprykarz szczeciński ma datę przydatności do spożycia kilka lat, to z sushi nie mamy już tego luksusu. Tu po raz kolejny objawia się wyższość paprykarza szczecińskiego. Po za tym przysmak ze szczecina  jest sprzedawany w eleganckich puszkach, które można wykorzystać w kreatywny sposób np. jako popielniczkę. i nie można zapominać, że zawsze będzie trafionym prezentem, bo przecież wszyscy kochają paprykarz szczeciński. Pyś doskonale zna moje umiłowanie do tego frykasu, dlatego podarował mi w tym roku pluszową wersje puszki i moje zadowolenie z prezentu nie mogłoby być większe (no, może gdyby nie dorzucił do tego naklejki z napisem „Rok świni”, byłabym bardziej wzruszona).

Nieważne jednak, czy zdecydujecie się na ambrozje ze Szczecina, czy pospolity ryż z rybą, pamiętajcie żeby przy każdym zakupie wrzucić do koszyka jakieś warzywo np. ogórka, któryś z produktów specjalnych, jak  środek do czyszczenia toalet i wykorzystać kartę. Swoją drogą wyjdzie nam piękny zestaw dla bezdzietnej lambadziary, która zbiera naklejki tylko po to żeby zabrakło ich dla słodkich bomelków.

Na koniec, kiedy odpowiedziałam już na pytanie „jak?”, warto zastanowić się „po co?”. 

Odpowiedź jest trywialna: „bo tak”. Dokładnie taką otrzymacie od swoich złaknionych nowych świeżaków kaszojadów. Jeżeli uważacie, że ma ona jeszcze mniej sensu, niż kupowanie ponad 1,5 tys. puszek paprykarza szczecińskiego, 67 butelek płynu do protez, chociaż macie własne zęby i 8 kilo cebuli, to chyba nie zbieraliście nigdy karteczek, ani nie wydawaliście kieszonkowego na chipsy, żeby zgromadzić wszystkie krążki z pokemonami. (Tu mogłaby się pojawić kolejna dygresja ze smutna historia Esia i jego kolekcji, ale pozwolę mu ją opowiedzieć samodzielnie w komentarzach).

Kolekcjonowanie z pozoru bezsensownych przedmiotów to element dzieciństwa, czasem kłopotliwy, a czasem uroczy. Większość z nas z niego wyrośnie,i po eksponatach zostanie tylko wspomnienie, gdy cała kolekcja trafi do młodszego kuzyna lub do śmieci, Trafią się też tacy co wyrosną na patologicznych zbieraczy, ale cóż, o kimś trzeba robić programy telewizyjne. Zanim więc zaczniecie pomstować na te dzisiejsze pazerne gówniaki, które chcą mieć wszystkie pluszowe zwierzaki, przypomnicie sobie swoją kolekcję: kapsli, żetonów, czy figurek krokodyli z jajek niespodzianki.

Majka

Share