Kupujecie ustrojstwo ułatwiające kuchenne czynności, które zajmuje pół szafki. Jesteście zachwyceni, że o to w końcu nie będziecie się męczyć z siekaniem/wyciskaniem/bulbotaniem, czy co tam ma robić ten cholerny siekacz /wyciskacz/bulbulator. Wracacie do domu i natychmiast musicie wypróbować, cali w euforii, jak to teraz wasze życie się zmieni i nigdy już nie będziecie musieli nic ręcznie bulbotać.

bulbulatorNastępuje efekt WOW. Ustrojstwo działa i to nadspodziewanie dobrze, a potem przychodzi ten moment, gdy trzeba je umyć. Wsadzacie je więc do zmywarki i wyjmujecie niedomyte ze śladami zaschniętego bulbotania i wnerwieni sprawdzacie o co chodzi, bo przecież na opakowaniu wyraźnie było zaznaczone, że można myć w zmywarce (inaczej byście tego nie kupili). Okazuje się owszem można, ale najpierw trzeba odkręcić trzy wajchy, a do tego potrzeba 4 różnych śrubokrętów. Domywacie to w końcu ręcznie, wydłubując resztki za pomocą wykałaczki, zamykacie w szafce i nigdy więcej nie używacie, bo na samą myśl o myciu tego ustrojstwa dostajecie białej gorączki.

Czasem wydaje mi się, że projektowanie takich ustrojstw to symbol całego postępu technologicznego:

  1. pojawia się problem, który trzeba rozwiązań;
  2. mądre głowy wymyślają jakiś odpowiednik bulbulatora (urządzenia/procedury/technologii);
  3. ktoś to konstruuje – testuje – działa;
  4. ludzie zaczynają kupować;
  5. zachwyt, jak sprawnie to, to bulbota!;
  6. ludzie zaczynają zauważać, jak bardzo utrudnia to czynności uboczne (czyszczenie itp.),
  7. genialny wynalazek zostaje zamknięty w dosłownej lub metaforycznej szafie.

I tu kończy się jego historia. Miliony z inwestycji lub dotacji poszły się je… kurzyć. Szukamy winnych, obrażamy się na nowe technologie, bo same z tym problemy. Wolimy wszystko ręcznie bulbotać. A wystarczyłoby ułatwić rozkładanie i składanie bulbulatora, tak żeby łatwo się go myło…

Teraz pomyślcie o programach komputerowych lub procedurach wdrażanych u was lub u znajomych w korpo albo w urzędach. Mało to razy słyszeliście jak ludzie przeklinali takowe? Dlaczego tak się dzieje, że coś co ma ułatwiać życie, pracę potrafi je tak utrudnić?

A no, dlatego, że ten kto zajmuje się konstruowaniem ustrojstwa nie musi go potem myć:) Ktoś kto opracowuje procedury, czy programy dla urzędów i korpo nie musi zmagać się na pierwszej linii ze skutkami ubocznymi, a ludzie, którzy muszą, nie są pytani o zdanie lub nie umieją go przekazać. I dopóki to się nie zmieni będziemy mieć szafki pełne świetnie działających niedomytych bulbularów.

W tym miejscu kończę i lecę upchnąć krajalnicę do frytek obok sokownika i noża to siekania ziół 🙂

Majka

Źródło grafiki: 1

Share