Od kilku lat mężatka, od niedawna matka, od dawna powierniczka problemów w związkach – z tej perspektywy piszę ten tekst. Obserwuję rodziny moich rówieśników: te związane formalnie papierem w urzędzie, czy przysięgą w kościele i te zawiązane na słowo honoru, często bardziej trwałe niż akt małżeństwa. Obserwuję i coraz bardziej razi mnie twierdzenie, że mężczyzna ma pomagać kobiecie w obowiązkach domowych, ma jej pomagać w opiece nad dziećmi. Cała się buntuje na ten zwrot “ma pomagać”.  No właśnie k@#$a, że ma, ale nie “pomagać”, a “robić”!

Bo czysty dom, ciepły posiłek, zdrowe dziecko to nie jest obowiązek kobiety. Kuchenki nawet te z dotykowym panelem nie mają czujników badających DNA czy na pewno obsługuje je kobieta. Mężczyzna w domu ma takie same obowiązki jak kobieta. Zanim jednak drogie panie zaczniecie bić mi brawo chochlami do zupy, pamiętajcie, że to działa w dwie strony. Kobiety nie powinny być hipokrytkami: wymagać od partnera pomocy w tzw. obowiązkach domowych, nie wymagając od siebie udziału w czynnościach powszechnie uważanych za męskie jak wbijanie gwoździ czy koszenie.

Daleka jednak jestem od równego podziału obowiązków. Jesteśmy różni i na tych różnicach powinniśmy się opierać. Oboje z Pysiem gotujemy, częściej ja niż on, ale kiedyś było inaczej, bo moje umiejętności w tym zakresie były marne, o ile nie żadne. Teraz współpracujemy w kuchni. On zawsze kroi cebule, bo ja po kilku sekundach zalewam się łzami, spod jego łyżki wychodzą wszelkie zupy w domu z wyjątkiem kremów, które robię tylko ja. Kotlety schabowe to zawsze wspólne dzieło. Tu przydaje się jego siła: gdy ja bym machała tłuczkiem w nieskończoność dla odpowiedniego efektu, on uderzy ze dwa razy i gotowe. Smażenie to już moja domena (schabowe tylko na smalcu!). Można stwierdzić, że on “mi pomaga” w robieniu obiadu, ale to jest dalekie od prawdy. Przygotowujemy go razem. Niedawno ktoś stwierdził, obserwując nas w kuchni, że gdy przygotowujemy coś razem to wygląda jak taniec. Mijamy się, wymieniamy składnikami, przyprawami w pełnej harmonii. Bardzo podoba mi się to porównanie, bo tak powinien wyglądać podział obowiązków: wspólny taniec, ale towarzyski, a nie solowy pokaz odkurzania, obserwowany sprzed telewizora z piwem w ręku.

Ja ze swej strony staram się uczestniczyć w tym co według niektórych kobiecie nie przystoi: bejcowanie drewna, szpachlowanie ścian i moje ukochane kładzenie paneli (jak ja kocham bawić się wyrzynarką <3). Ale i tu ten podział nie jest równy. Nie ze wszystkim bym sobie poradziła i nie chodzi tu tylko o siłę fizyczną, ale o rozeznanie w tych tematach jakie Pyś ma, czy po prostu cechy charakteru. Takie podlewanie kwiatów. Ku jego irytacji prawie nigdy tego nie robię.  Zawsze zapominam, więc jeżeli on nie przypilnuje to roślinki zakończą swój żywot. A to niby takie “babskie zajęcie”. Wymienione przeze mnie bejcowanie wszelkich drewnianych elementów, przygotowanie do bejcowania, szlifowanie itd. najczęściej spoczywa na mnie. Chyba że trzeba zeszlifować wielkie powierzchnie, bo szlifierka jest za ciężka żebym mogła nią dłużej operować.

Niestety za utrwalanie schematów w myśl, których kobieta sama zmaga się z domową codziennością, a mężczyzna zamiast grillować w majówkę skręca meble do sypialni, ludzie sami są sobie winni. Z góry zakładamy, że kobieta ugotuje, a mężczyzna wyremontuje. A co by się stało, gdybyście po powrocie z pracy weszli razem do kuchni, jedno kroi, drugie smaży? Może obiad byłby na stole 20 minut szybciej. 20 minut, które moglibyście poświęcić bezczynnemu leżeniu na kanapie. A gdyby zamiast kląć gdzie są te cholerne śrubki skręcili razem tę nową szafę, łóżko i komodę? Do skręcenia mebli nie potrzebny jest penis – wystarczy śrubokręt albo częściej nimbus. To naprawdę jest proste. (Ma litość Anoii, sama ostatnio skręciłam kanapę ). Razem może udałoby się zaoszczędzić cały dzień weekendu, albo chociaż kilka godzin wieczoru na kino. Możecie też kultywować podejście “nie przewijaj dziecka, bo nie umiesz tego zrobić dobrze”, :”nie ruszaj moich narzędzi” bo pogubisz części.

“Pomaganie” razi mnie szczególnie w kwestii opieki nad dziećmi. Kobiety często nie pozwalają wykonywać wielu czynności ojcom, zwłaszcza przy niemowlętach, bo oni nie wiedza jak. Jako, że to matki spędzają z maleństwem większość czasu mają wypracowane schematy, które pozwalają zaoszczędzić kilka minut snu, tak bezcennych w pierwszych miesiącach. Naruszenie rutyny jawi się jako katastrofa w postaci kilkudziesięciominutowego wycia. I nagle wpada on, cały na jakkolwiek, i mówi że on uśpi dziś maleństwo. Ale jak to on? Przecież on nie wie jak ułożyć, kiedy zabrać lub dać smoka, gdzie położyć misia, która piosenkę włączyć, żeby się udało odłożyć. A nie wie, bo mu nie pozwalasz, nie pozwalasz, bo nie wie… Daj mu szansę. Może cię zaskoczyć. Może jego metoda będzie skuteczniejsza? Nie rób z ojca pomocnika mamy. Pozwól mu być równoprawnym rodzicem!

I wracamy do tematów ogólnych: Nie rób z kobiety kury domowej, bądźcie współlokatorami. Nie rób z mężczyzny osobistego ciecia, bądźcie ekipą budowlaną. Tańczcie!

Majka

Źródło grafiki: 1

Share