sowaPowszechnie znane są dwa typy ludzi: skowronki i sowy. Skowronki to ci dziwni ludzie, którzy zrywają się rano z łóżka już na pierwszy dźwięk budzika, lub nawet przed budzikiem, i od początku dnia tryskają energią – pierdolone ranne ptaszki. Sowy z kolei, to ludzie dla których “jeszcze pięć minutek i wstaje” jest mottem życiowym. Gdy uda im się zwlec z pieleszy przypominają zombie i śpią w koszulkach z tekstem “nie mów do mnie z rana”, a szczytową aktywność osiągają, gdy skowronki dawno są już w fazie REM snu. Zdarzają się też odmiany pośrednie, które nie wykazują przesadnego optymizmu przy porannym wstawaniu, ani i nie chodzą w nocy jak pokrywka na garnku z popcornem.

Wszystkie gatunki występują w przyrodzie i nie byłoby  w tym nic złego gdyby nie wypadki, gdy musza razem koegzystować, np. pod jednym dachem, w jednym pokoju, a szczególnie łóżku. Wtedy zaczynają się schody i wzajemna agresja, która momentami przybiera kuriozalny obrót.

Na moje nieszczęście praca wymaga ode mnie porannego wstawania. Na nieszczęście Pysia jestem sową. Co rano więc przechodzi przez gimnastykę pod tytułem budzenie Majki. Zrobił się przy tym coraz bardziej kreatywny i, ku mojemu zdziwieniu, poirytowany.

Nasze ranki w dni pracujące przebiegają dość schematycznie;
Dzwoni budzik. Pyś idzie ogarnąć się w łazience, po czym wraca i przytulając się do mnie mówi żebym wstała. Wcześniej zapala światło w pokoju, co skutkuje tym, że naciągam kołdrę na głowę. Po krótki przekomarzaniu i obietnicach, że jak da mi 5 minutek to wstanę bez marudzenia zaczyna się akcja właściwa, kiedy to zdziwiony tym, że znów minęłam się z prawdą i po 5 minutkach nie wstałam, zaczyna zabierać mi kołdrę. W efekcie ja trzymam się jej kurczowo jednocześnie próbując go unieszkodliwić chwytami podpatrzonymi na ostatniej Gali KSW, co z racji braku wprawy i siły kończy się pozbawieniem mnie kołdry. Nie oznacza to jeszcze przegranej, o nie! Nakrywam się jego poduszką, która szybko zostaje mi zabrana i zaczyna się próba wyturlania, wypchnięcia, tudzież wyciągnięcia mnie z łóżka. W końcu wstaję i wychodzę z pokoju w kierunku łazienki. Jeżeli myślicie, że w tym miejscu już nastąpiła moja kapitulacja, to się srogo mylicie. Kiedy Pyś uda się w kierunku szafy z ubraniami zakradam się do pokoju i chowam z powrotem pod kołdrą. Niestety on się tego często spodziewa i czai za drzwi tylko udając, że poszedł wybierać strój. Jeżeli uda mu się mnie przechwycić zanim padnę na łóżko przegrywam i idę się ogarnąć, jeżeli nie – zaczynamy walkę od nowa. Ostatnio zamiast zakradać się do łóżka schowałam się i tylko ułożyłam kołdrę i poduszkę tak żeby wyglądało, że to ja tam się chowam i z ukrycia patrzyłam jak wściekły próbuje wyciągnąć z łóżka poduszkę udającą mnie 😀 Kiedy indziej wstałam po tym jak poszedł do łazienki zaczaiłam się za jej drzwiami i kiedy wyszedł krzyknęłam “BU!”. Nie widziałam, że umie skakać tak wysoko 😀

Niestety Pyś nie umie się bawić i ostatnio zamiast uczestniczyć w porannych rozrywkach, które z takim poświeceniem mu zapewniam wstał, zapalił światło, zdarł ze mnie kołdrę, chwycił za nogę i wyciągając z łóżka krzyknął: “Nowy rok, nowe zasady”. Po dość krótkiej walce musiałam ustąpić. Teraz stosuję nowe metody, w ramach których mówię mu, że jak powie mi jak bardzo mnie kocha to grzecznie wstanę. I wiecie co? Pewnie bym wstała, gdy Pyś nie wyciągnął mnie znów za nogę twierdząc, że z terrorystami nie negocjuje.

Jeżeli myślicie, że prościej byłoby wstawać z budzikiem, a zaoszczędzony na walkach czas poświecić na spanie to nic nie wiecie. Wy Jony Snowy!

Oczywiście w tym układzie skowronek kontra sowa, nie tylko Pyś jest poszkodowany. O stałej walce o pilota już kiedy pisałam. Walka ta trwa dalej pomimo, że Pyś jak tylko wywalczy “swój” program zaśnie. Nawet jak osiągniemy konsensus i oglądamy nowe odcinki ulubionych seriali to on zaśnie i następnego dnia oglądam powtórkę. Wyobrażacie sobie oglądać serial w systemie: powtórka odcinka, który dzień wcześniej przespał Pyś, nowy odcinek, następnego dnia: powtórka odcinka, który dzień wcześniej przespał Pyś, nowy odcinek, kolejnego dnia: powtórka odcinka, który dzień wcześniej przespał Pyś, nowy odcinek itd. ?

Kiedyś namawiałam go żeby poszedł ze mną na nocny maraton filmowy do kina, ale stwierdzi, że wyspać się może w domu. Będzie wygodnie i taniej.

sowa
Niestety takie jest życie z osobnikiem innego gatunku. Gdy mój mózg pracuje na najwyższych obrotach, jego właśnie przewraca się na drugą półkulę. Gdy mój jest spowity senną mgłą tak gęstą, że nie przebijesz jej łopatą do śniegu, jego właśnie zaczyna wskakiwać na drugi bieg.

Np. w taki weekend, gdy wreszcie mam szanse wstać o porze, którą moja sowia natura jest w stanie zaakceptować, Pyś dyskretnie zaczyna hałasować po 10, nasilając poziom hałasu, aż do 11 (jak ma dzień dobroci dla lubiących pospać żon), gdy przychodzi zapytać się co jemy na śniadanie. Nie zrozumcie tego źle. Pyś ma dwie bardzo sprawne rączki i śniadanie potrafi zrobić sam. Ba! Nawet nie raz takowe do łóżka dostałam. W tym raz prawie mnie o zawał przyprawił, gdy stawiał na łóżku tacę i na wpół spiąć zobaczyłam przed sobą obcy obiekt w postaci kubka z kawą. Pyś czeka na mnie ze śniadaniem, bo to taki nasz mały rytuał, że śniadania w weekendy jemy wspólnie i wspólnie je szykujemy. W weekendy, gdy Pyś nadrobi zaległości w odcineczkach, które przespał dzień wcześniej (od jednego do trzech) drepcze do sypialni i nieśmiało stara się mi zasugerować, że zjedzenie śniadania o tej porze jest świetnym pomysłem. W weekendy nie walczy, bo wie, że codzienne zabawa w wyciąganie z łóżka skończyłaby się najwyżej tym, że dowiedziałby się gdzie może sobie wsadzić siadanie i wstawanie o tej porze.

Podsumowując koegzystencja skowronka z sowa nie jest łatwa i może skończyć się na zadziobaniu jednego przez drugie.

Do marud: darujcie sobie teksty, że mam za dobrze z Pysiem, a inny dawno by nie za włosy wyciągnął z pieleszy, bo wiem to od dawna 😉

Majka

Źródła zdjęć: 1, 2

Share
  • Masz za dobrze z Pysiem, inny by Cię już dawno wyciągnął za włosy z pieleszy.

    • Strasznie słaby trolling, jak na Ciebie :/

      • drwaleczki

        Trzeba było napisać „za mordę”.

  • eV

    Rozumiem Twój ból. Mnie nigdy nikt nie budził, bo zawsze miałam na najwcześniej i jak ten zombiak wstawałam, patrząc jak świat wokół mnie jeszcze śpi. Ale przedtem rozbrzmiewało od półtora godziny multum copięciominutowych budzików. Coś za coś.

    • Są budziki dla takich ludzi jak my, np. takie:

      • eV

        Jak przeczytałam odpowiedź w powiadomieniu na mailu, to spodziewałam się obrazka przedstawiającego ten budzik, co na start robi kawę. A tu mi takie drastyczne obrazki, pełne przemocy, wrzucasz! 😀

  • Opisałaś tutaj moje życie jak żywo tyle, że na szczęście ja póki co nie muszę tak wcześnie wstawać 😉