Podobno stałe związki, są gorsze od nowych, dopiero co powstałych. Niby rutyna zabija miłość. Nie prawda. Jeżeli coś zabija miłość w stałym związku to będzie to raczej zmywanie naczyń niż rutyna. Jak komuś się nie będzie chciało dbać o związek to nieważne czy popadnie w rutynę, czy nie – związek skiśnie.

O ile nie mam nic przeciw naszej rutynie, bo spędzenie wieczoru z Pysiem na kanapie obżerając się bezkarnie ulubionymi daniami to dla mnie kwintesencja szczęścia, to lubię też chodzić na randki. Oczywiście rozrywka ta kiedyś była przez nas praktykowana częściej. Obecnie hipergrawitacja, która swe źródło bierze z kanapy wygrywa z randkami. Lubimy jednak czasem wypuścić się z naszej wioski na miasto do jakiejś restauracji lub w inne miejsca zwykle kojarzące się z randkowaniem. Częściej powodem opuszczenia kanapy jest nasza miłość do dobrego jedzenia niż jakikolwiek inny powód. Mną dodatkowo kieruje chęć wystrojenia się i wyprowadzenia nowych butów pubowych na spacer.

Wiem, że wiele kobiet boryka się z problemem zasiedzenia i braku randek. Postanowiław więc podzielić się kilkoma sposobami, jak skłonić partnera by gdzieś zabrał swą lubą.

randkę

Wabik

W Pizza Hut trwa festiwal pizzy/w tej knajpie mają sushi za pół ceny/mam kupony zniżkowe do restauracji” itd. – Wabik należy dobrać do preferencji jedzeniowych partnera. Wabik rzucamy od niechcenia i zostawiamy sprawę. Czekamy, aż partner sam wpadnie na pomysł wykorzystania kuponów i zniżek. Nie chcemy przecież, żeby czuł się osaczony. Korzystanie z kuponów i innych okazji odbiera trochę romantyzmu wyjściu, ale chrzanić to! Idziemy na randkę!

Lenistwo partnera

Jutro Twoja kolej gotowania, co zrobisz na obiad?” – Działa tylko gdy partner nie umie lub nie lubi gotować. Przepełniony strachem delikwent zaczyna kombinować, jak tu wymigać się od niechcianego obowiązku i wyjść z sytuacji z twarzą. Niestety stosując tę metodę ryzykujemy, że zamiast zaproponować nam randkę partner wpadnie na pomysł z kategorii: zamówmy kebab lub wpadnijmy do mojej mamusi na obiad. Ale jak to mawiają: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. W tym wypadku powiedzenie ma bardzo dosłowny wydźwięk.

Marudzenie

Nigdzie mnie nie zabierasz” – Nie polecam, odradzam. Nawet jak coś się w ten sposób osiągnie to fakt, że randka została wymuszona psuje całą radość z niej. Po za tym działa jedynie na mięczaków, a nawet jak spotykasz się z takim, to lepiej o tym nie wiedzieć.

Prostota

Pójdziemy w tym tygodniu na randkę”: – Proste, prawie zawsze działa, ale strasznie nudne. A gdzie miejsce na emocje i starą dobą manipulacją? Czymże byłby związek bez odrobiny forteli i gierek? W takim nudnym związku to ja mogę być co najwyżej z moja pidżamą (uwielbiam słowo „pidżama”. Piiiidżaaaamaaaa. PIDŻAMA! Pi-dża-ma.). Chociaż nawet z nią nie jest nudno, bo lubi się chować. Najczęściej dość podstępnie, bo w miejscu, w którym ją zostawiłam rano. Wracając do tematu: prosty sposób namówienia partnera na randkę jest nieciekawy. A nie chcemy, żeby w naszym związku było nudniej niż, gdybyśmy spotykali się z pidżamą (piiiidżaaamą).

Zakamuflowana groźba

Mamy na jutro/w czwartek wieczorem jakieś plany, bo : (tu podajemy zdarzenie, którego będzie chciał uniknąć np. Twoja ciotka, której nie znosisz będzie w okolicy i chciała się wprosić na kawę/będziemy mieli kolędę/sąsiad spod siódemki chce wpaść z komputerem żebyś naprawił)” – Ciekawe jak szybko partner przypomni sobie, że akurat na ten wieczór zarezerwował stolik w restauracji, bo chciał Ci zrobić niespodziankę. W jakiej? – zapytasz. Przecież to niespodzianka! Sposób ten zadziała tylko, jeżeli partner bardzo będzie chciał uniknąć opisanego zdarzenia.

Majka

Źródła zdjęć: 1

Share