torebki z LidlaOd kilku dni ożywienie w Internecie wywołuje zamieszanie związane ze sprzedażą torebek Wittchen w sieci sklepów Lidl. Na pewno wielu z Was trafiło na filmiku lub artykuły o dantejskich scenach, jakie miały miejsce, gdy torebki pojawiły się w sklepie. Jeżeli nie to wyjaśniam, ze marka Wittchen po raz drugi zawitała w sklepowych koszach. Torebki kosztowały jedynie 249 złotych, a wiec znacznie taniej niż ich zwykła cena. Spowodowało to, że zainteresowanie nimi było znacznie większe niż dostępność towaru. Kolejki ustawiały się pod sklepami, ludzie walczyli miedzy sobą by dostać, choć jedną sztukę, a wielu chwytało po kilka, by potem z mniejszym lub większym zyskiem odsprzedać je na jakimś portalu aukcyjnym. Oczywiście, jak to bywa w takich wypadkach, pojawiło się wiele głosów niezadowolenia, że torebek było za mało, że nie wprowadzono limitu zakupów na jedna osobę itd.. Pojawiły się też głosy osób, które były oburzone samym faktem, że torebki te pojawiają się w takich sklepach jak Lidl. Były to głosu klientek Wittchen, które poczuły się oszukane faktem, że marka uważana przez nie za lepszą jest dostępna dla mas za “nędzne” 250 zł.

Jedna ze stałych klientek, blogerka napisała tekst, w którym wyraziła swoje niezadowolenie tym faktem. W jej świadomości marka wiele straciła, a dotychczas lubiane torebki zaczęła traktować jak te gorsze, posuwając się nawet do tego, że nosiła w jednej ziemniaki rzucone luzem. W tekście, który od wczoraj atakuje mnie wszędzie, oprócz wypowiedzi Disy, pojawiają się też opinie innych klientek marki Wittchen. Jedna z cytowanych pań stwierdziła, że to jest upokarzające (niestety z cytatu nie wynika, czy dotyczy on ceny toreb, czy zachowania osób walczących o nie).Toczą się dyskusje na temat tego czy klientki, które płaciły znacznie większe pieniądze za torebki Wittchen, niż cena w Lidlu, mają prawo czuć się oszukane, czy przesadzają, i kto stracił, a kto zyskał na tej promocji.

Co do marki Wittchen do wydaje mi się, że całe to zamieszanie nie służy jej. Awantury o torebki, niezadowolenie dotychczasowych klientek, w połączeniu z ceną odbiegającą od zwykłej, to nie są zdarzenia, które powinny kojarzyć się z marką tej półki. Powinna ona się wiązać z elitarnością i wysoką ceną. W przypadku marek luksusowych znacznie więcej płacimy za tzw. znaczek na produkcie i związany z nim prestiż, niż za rzeczywistą jakość. I właśnie tego prestiżu żal zawiedzionym klientkom Wittchen. Z jednej strony rozumiem, że czują się oszukane, bo wyobraźcie sobie, ze idziecie na koncert ulubionego zespołu i płacicie kilka razy więcej za bilet, z możliwością poznania muzyków, a potem dowiadujecie się, że organizator postanowił za ułamek kwoty jaką zapłaciliście umożliwić poznanie zespołu innym. Człowiek ma prawo się ze złościć.

Z drugiej strony, płacąc więcej za torebkę niż jej obiektywna wartość, kupując coś dla marki, powinniśmy sobie zdawać sprawę, że realnie to nie jest tyle warte. A teraz inny przykład; kupujemy sweterek z nowej kolekcji jesienno-zimowej i pod koniec sezonu widzimy ten sweterek, połowę taniej. Obrażenie się na markę w takim wypadku nie ma sensu. Mniej babski przykład: kupujemy grę w przedpremierowej, limitowanej edycji, a po roku, gdy wyszła już kolejna część znajdujemy ją w śmiesznie niskiej cenie. Znów nie ma sensu się obrażać.

Jasne, że gdy zainwestowaliśmy w dany produkt, który miał być elitarny, miał nas czynić wyjątkowymi, a rozpowszechnienie się obniżyło jego wartość, nas to złości. Niestety niektóre opinie, które pojawiły się przy okazji promocji w Lidlu, są po porostu śmieszne i uwłaczające, zarówno dla osób je wyrażających, jak i osób, które nabyły te torebki w Lidlu. Dla wielu z nich to mogła być jedna z nielicznych okazji, gdy mogły nabyć torebki tej jakości, w takiej cenie.

Na nieszczęście tego typu zamieszania oraz te związane Crocksami, mogą zniechęć zarówno Lidla, jak i marki do nawiązywania współpracy i oferowania produktów cieszących się wysoką renomą w niższych cenach. Osobiście jestem wielką fanką Lidla i oferowanych w nim produktów. Kupuje tam ubrania, naczynia, Pyś często kupuje ich narzędzia. Oboje jesteśmy zadowolenia, a w wielu wypadkach bardzo zadowoleni z ich jakości. Lidl konsekwentnie od kilku lat zwiększa swoją renomę. Widać, że jest to przemyślana i skuteczna strategia. Z racji przyjętych rozwiązań (zmienny asortyment, tematyczne tygodnie) ilość produktów jest ograniczona, i często już pierwszego dnia ich asortyment się wyprzedaje. Rodzi to swego rodzaju patologie, bo tym według mnie są dantejskie sceny, które odbywają się w sklepach, gdy oferowany jest szczególnie atrakcyjny towar. Te walki obniżają, w moich oczach wartość produktów. Jako upokarzające powinno być traktowane walczenie o produkty zbytku, jak torebka, czy buty z krokodylem. To nie jest szczepionka na etolę, żeby je sobie wyrywać, to tylko rzecz. Ze względu na to całe wariactwo trochę rozumiem osoby zawiedzione tym, że ich ulubione marki stają się obiektem takich zachowań i że marki te tracą w ich oczach, ale wielkie oburzenie jest przesadzone. Wytaczane argumenty zakrawają na jest jakąś histerię, i obrażają panie, które skorzystały z okazji i kupiły torebki w okazyjnej cenie. Brakuje tylko zalewu stron na Facebooku, w stylu „Nosiłam torebki Wittchen zanim pojawiły się w Lidlu”. (A może są, tylko przegapiłam?)

Niestety w całej tej promocji wydaje się nie być strony, która zyskała. Lidlowi oberwało się za zbyt małą ilość produktów od klientów, i za kolejne wojenki, od reszty. Na Wittchen obraziły się dotychczasowe klientki. Osoby, które skorzystały z promocji, pewnie zarobiły kilka siniaków, a oburzone klientki Wittchen nie zyskały sympatii. Mogła to być okazja do nabycia dobrej jakości produktów w niższych niż zwykle cenach. Flirty marek z górnych półek, z tymi z półki średniej są coraz popularniejsze i, jeżeli są przeprowadzone umiejętnie, to wychodzą z korzyścią dla obu marek. W tym wypadku wydaje mi się, że zabrakło rozsądku klientom i Lidla i Wittchen, i tym co walczyli, i tym co się oburzali na niższe ceny torebek. A szkoda, bo sama chętnie skorzystałabym z takiej promocji, ale w cywilizowanych warunkach.

 Majka

Źródło zdjęcia: 1

Share
  • Dzięki za przybliżenie tematu. Nie wiedziałam, że jakaś afera Lidlowa huczy w necie! 😉 tym „obrażonym” proponuję zakupy na wyprzedażach, a Wittchen takowe ogłasza mailingiem. Każdy musi od czasu do czasu wyczyścić magazyn.

  • eV

    Porównanie tej afery do sweterka z wyprzedaży jest bardzo trafne. I nie sądzę, że ktokolwiek straci na tej lidlowej promocji poza rozpieszczonymi blogerkami modowymi, które będą musiały zainwestować w drogą maść na ból dupy. Mam nadzieję, że chociaż na to ich nie stać.

    • Ja jestem w stanie zrozumieć do jakiegoś stopnia oburzenie dotychczasowych klientek Wittchen, ale ton w jakim je wyrażają jest miejscami absurdalny. Jakby miały tyle klasy ile chciały zyskać kupując te torebki, to by porostu przestały je kupować, bez wynurzeń na ten temat.

  • To są dopiero problemy pierwszego świata… ciekawe, czy chłopaki z Monty Pythona daliby radę coś takiego wymyślić.