Staram się teraz uporać z obowiązkami, które zabierają mi cenny czas na pisanie. Całe szczęście, jak dobrze pójdzie za kilka tygodni, a jak się zmobilizuję to dni, będę mogła poświęcić przelewaniu moich przedziwnych przemyśleń na klawiaturę więcej czasu. A jest co przelewać. Co chwilkę pojawiają się nowe inspiracje. Zwykle z pomocą Pysia. Ot, choćby dzisiejsza rozmowa w drodze do pracy:

– Pomożesz mi się nie roztyć?
– Dobrze. Będę zabierał Ci talerz.
– Myślałam raczej o jakiejś mobilizacji do ruchy, np. zabieraniu na spacer.
– Dobrze. Jak się roztyjesz to będę wołał: “Chodź na spacer przewietrzyć sadełko”.
– A nie można jakoś milej?
– “Rusz tyłek na spacer, bo kanapa czuje się przygnieciona twoim ciężarem”. Lepiej?
– Nie…
– “Śnieżynko, idziemy na spacer”.
– …
– W sensie, że taka okrągła będziesz.
– Zrozumiałam. Nie odzywałam się wymownie.
 

I tu pojawiła się u mnie konsternacja: “Jak w miły i subtelny sposób powiedzieć drugiej połówce, że czas schudnąć?”.

gruba

W niektórych głowach podniesie się teraz oburzenie, że jak to, przecież tę drugą osobę trzeba kochać “na dobre i złe”, czy też “na chudość i grubość”. Jeżeli tak sądzisz to zajrzyj do tekstu o Poślubnym gniciu, gdzie wyjaśniam, że z miłości i uczciwości do drugiej połówki, wypada dbać o siebie. Zmiany z wiekiem są nieuniknione, ale zaniechanie starań o swój wygląd, gdy już się kogoś złapało na dobre, jest nie w porządku. Bynajmniej nie uważam, że jest tylko jeden właściwy model figury, ale uważam, że nie należy przestawać starać się być atrakcyjnym dla partnera, cokolwiek to w Waszym związku oznacza.

Każdy z Nas ma lepsze i gorsze dni, miesiące i nie zawsze chce mu się dbać o siebie. Nie można jednak popadać w skrajności i przez lenistwo tonąc w rozlazłości, tracąc atrakcyjność dla partnera. Z drugie strony nie można chodzić za tą druga osobą i wypominać jej każdy dodatkowy kilogram, rozczochrane włosy czy godziny spędzone w wyciągniętym dresie i poplamionym podkoszulku. Jednak gdy Twoja połówka przekroczy pewną granicę zaniedbania, robi się w Tobie coś takiego, co domaga się powrotu laski, z którą się spotykałeś, czy przystojniaka, za którym szalałaś. Podejdziesz i powiesz “Roztyłaś się. Schudnij!”? Nie radzę. Foch murowany, a dodatkowo też lawina płaczu. Ona/on ma zwykle oczy, czasem też wagę, a na pewno ubrania, które pokazują, jak bardzo figura się zmieniła. Nie potrzebuje od Ciebie krytyki, tylko wsparcia.

Często gdy osoba, która utraciła zwiewne kształty zaczyna po raz setny się odchudzać, spotyka się z drwiącym uśmiechem miłości swojego życia i tekstami “Ciekawe ile wytrzymasz na diecie. Do drugiego śniadania?” To kardynalny błąd. Zbytni entuzjazm na wieść o przejściu na dietę wyszczuplającą, też może być jak policzek, uświadamiający, że nasz pączuszek jest nieakceptowany, taki jaki jest. Chcąc odzyskać seksownego partnera jesteśmy więc w sytuacji bez wyjścia. Nie możemy mu powiedzieć nic wprost, ani aluzjami. Wszystko zostanie odebrane jak atak.

A gdyby tak samemu zabrać się za siebie i w ten sposób zmotywować połówkę do walki o szczuplejsze „ja”?

Jeżeli oświadczysz żonie, że trochę Ci się przytyło i chcesz schudnąć, więc wolisz coś lżejszego na obiad, albo poprosisz ją żeby przestała kupować słodycze, albo je chowała przed Tobą, bo za bardzo Cię kuszą, to masz szanse na refleksje. Oczywiście to też grozi fochem i wzięciem tych uwag do siebie. Mamy w końcu do czynienia z kobietą, istotą nieobliczalną.

Zmotywować drugą osobę do zadbania o siebie można poprzez zaplanowanie wakacji i to w miejscu gdzie z uwagi na temperaturę konieczne jest prezentowanie swojego ciała. Nic tak nie działa na motywacje kobiety do ćwiczeń jak perspektywa pokazania wałeczków w bikini. Na pana, który nie mieści się już w kąpielówki z liceum, też może wpłynąć. Pod warunkiem, że w jakiś podstępny sposób namówimy go do przymierzenia ich przed wyjazdem, żeby potem ananas nie zauważył, że tyłek i bebzon już nie te dopiero na wyjeździe, i że kąpielówki zakrywają tylko pół dupy, a z przodu i tak ich nie widać spod mięśnia piwnego.

Organizacja, jakichś wspólnych aktywności też jest dobrym pomysłem. Nie musi to być od razu wypad na rajd rowerowy, czy górską wspinaczkę, ale wyjście do aqua parku. Widok szprych w bikinach może podziałać jak grom z jasnego nieba. Spacery są moim osobistym faworytem, jako początek dla niechętnych do aktywności fizycznej grubasków. Nawet wyjście na kolację, czy imprezę to już motywator do zmian. Często przecież dzieje się, że zapuszczamy się, bo jesteśmy zasiedziali w domu, a Nasze życie towarzyskie obumarło i nie mamy, w naszym mniemaniu, dla kogo się stroić. Nie przeszkadza Nam, że druga polówka widzi Nas w opłakanym stanie, ale prezentowanie się w “domowym” stroju znajomym, już Nas obejdzie.

Wśród niewłaściwych form sugerowania, że ktoś przytył jest: kupowanie wagi, sprzętu do ćwiczeń czy karnetu na siłownię. Można to jednak obejść. Powiedz, że chcesz zacząć ćwiczyć, ale samemu Ci głupio i zapytaj się czy ta osoba zacznie z Tobą chodzić. Kup sprzęt do ćwiczeń niby dla siebie. Taki sprzęt można też kupić, gdy druga polówka wspomni, że by jej się coś takiego przydało. Trzeba w takim wypadku działać natychmiastowo, bo skoro ktoś jest już na równi pochylej w tyciu to zapewne ma słomiany zapał i nawet jak jednego dnia wspomniał, że marzy o rowerku, karnecie na fitness to za kilka dni może się oburzyć na taki prezent.

Pamiętamy jednak, że lepiej zapobiegać niż chudnąc, czy jakoś tak, i warto zadbać o wspólne aktywności zanim przestaniemy tracić zarys kostek np. zabierając żonę na Likes Festival nawet, jeżeli bardzo nam się nie chce iść, bo jak nie zabierzemy to ona może na złość nam się roztyć (żeby nie było, że nie ostrzegałam Pyś ;> ).

Majka

Share
  • eV

    Inna sprawa, że chyba każdy widzi, jak wygląda i zdaje sobie sprawę z tego, że tu ma wałek a tam trzy. I myślę, że raczej rozsądny człowiek zrozumie, że jeśli jego druga, chudsza połówka zaczyna walkę z tłuszczem, to niekoniecznie musi chodzić o jej własny tłuszcz. Lepsza jest już ta druga metoda podana przez Ciebie, acz lekko zmodyfikowana. Zamiast wczasów z bebechem na wierzchu wystarczy wyciągnąć z dna szafy jakąś bluzkę sprzed lat i wskazać, jak ładnie w niej było drugiej osobie.

    • Niby każdy wie, jak wygląda, ale niestety często stosuje się pewne zaprzeczenie, albo usprawiedliwienie dla swojego wyglądu. Ktoś widzi, że przytył, ale nie przyjmuje do wiadomości, że jest już poważnie za gruby, co najwyżej trochę pulchniejszy i nie podejmuje środków, żeby z tym walczyć. A ta druga osoba, tęskniąc za swoją szprychą, chce jej uświadomić, że czas się ogarnąć, bo ilość dodatkowych kilogramów przekracza taką, jaką można zgubić na szybko w miesiąc przed wakacjami.
      A metoda z bluzką dobra, tak jak stare zdjęcia:)

      • eV

        Prawda – nie zawsze łatwo to zauważyć – w końcu to nie jest zmiana z dnia na dzień. Najważniejsze to przekazać to w taki sposób, aby druga strona nie potraktowała tego jako problem nie do rozwiązania :).

  • zenek73

    Ciężko mi się do tego tekstu odnieść – mnie tam nigdy nikt nie musiał motywować. A może po prostu nie miał kto 😉
    Po 3 miesiącach wakacji wracam jak co roku do ćwiczeń. Na 2 tygodnie urlopu wziąłem dresik, buciki do biegania i (rzecz jasna) pulsometr. Jeszcze zostały mi dwa dni żeby choć raz przebiec, ale jakoś zimno się zrobiło 🙂
    Mimo wszystko jestem dobrej myśli.
    Mobilizacja – zwykle chcę nabrać krągłości tu i ówdzie dla jakiejś koleżanki.
    Po otrzymaniu nieuniknionego kosza ćwiczę jeszcze intensywniej żeby pokazać jaka to Ona jest gruba przy mnie. To działa 🙂
    Jedna znajoma odchudza się od paru lat – już wyrzucała za duże ubrania, co parę miesięcy ogłasza, że kolejne badania wykazały powód nadwagi (nie ma osób otyłych – są tylko słabo zdiagnozowani) i teraz tylko pare miesięcy i będzie z niej szprycha 😉 I tak co pewien czas sytuacja się powtarza.
    No dobra – zaprzęgnę moją rozbuchaną wyobraźnię do symulacji sytuacji z poruszonego przez Ciebie tematu…. Hmmm… Myślę, że powiedziałbym, że oboje musimy o siebie zadbać, bo… boooo…
    Ciężko mi to sobie wyobrazić niestety 🙂 Może po prostu bym się spakował i wyprowadził… a może stałbym się fanem puszystych lasek?
    Pojęcia nie mam – daj znać jak Cię Mąż zmobilizował!

    • To ja tu układam ambitna odpowiedź na Twój długi komentarz, a Ty go cenzurujesz??
      No, wiesz!

  • Myślałam już, że nic nie zadziała na mojego chłopaka. Żadne pochlebstwa ani sugestie wspólnego ćwiczenia, nie mówiąc o wywaleniu kawy na ławę, że byłby atrakcyjniejszy gdyby pozbył się brzucha. Zadziałało zamknięcie się i zajęcie się w spokoju własną kondycją. Wjechało mu to chyba na ambicję, bo się ruszył 😀 Tak poza tym czasem do zrzucenia brzuszka wystarczy po prostu zmiana codziennej diety i to wcale nie na jakąś wyszczuplającą ani mniej kaloryczną, tylko rezygnacja z przetworzonych produktów, chemicznych dodatków, polepszaczy, białej mąki i hektolitrów piwa… naprawdę trudno wyhodować sobie nie wiadomo jaki brzuch na zbilansowanej naturalnej diecie opartej na roślinach. Pozdrawiam:)