Kochane leniwe buły,
dzisiejszy wpis dedykuję Wam. Mam szczerą nadzieję, że zapoczątkuje on całą serię. Dlatego proszę o podsyłanie Waszych propozycji. Wklejcie je w komentarzach, prześlijcie na e-maila lub gołębiem pocztowym. Razem stwórzmy niepowtarzalny spis wymówek tak, aby każda leniwa buła, gdy zabraknie jej inwencji, mogła tu zajrzeć i skorzystać z gotowych rozwiązań. To będzie szczyt leniwobulstwa! Być tak leniwym, żeby nawet się nie chciało wymyślić własnej wymówki.

ćwiczyć

A teraz pierwsze 5 powodów, dla których nie ćwiczyłam:

1. Nie mam czystych skarpetek przed kostkę. – Przecież nie będę ćwiczyła w zwykłych, bo to tragicznie wygląda do krótkich spodenek, a jest za ciepło na długie dresy.

2. Słyszałam historie o kolesiu, który całe życie regularnie ćwiczył i umarł! – Hm.. czyżby ćwiczenia mu zaszkodziły? Nie ma co ryzykować.

3. Tak obżarłam się pizzą, że nie dam rady wstać z kanapy. – lepiej odczekać. Pizza ma ponad 1000 kcal, a leżąc spala się trochę ponad 70 kcal na godzinę, więc spalę to dopiero za kilkanaście godzin, ale wtedy będzie już rano i trzeba będzie iść do pracy.

4. Pies zjadł mi karnet na siłownię. – nie mam psa, karnetu na siłownię od kilku miesięcy też nie uaktualniałam.

5. Byłam dziś na zakupach w galerii handlowej. – 2,5 godziny biegania po sklepach – porcja ćwiczeń na dziś ewidentnie zaliczona. Kurde, trzeba było endomondo odpalić…

OSTRZEŻENIE:
Przed wykorzystaniem wymówek skontaktuj się z trenerem.
Zalecana dawka: 2 wymówki na tydzień.
Przekroczenie zalecanej dawki grozi niekontrolowanym przyrostem tkanki tłuszczowej i spadkiem satysfakcji z życia seksualnego (obojga partnerów).

Majka

Share
  • zenek73

    Ani słowa o seksie :/

    • Oj tam, przy odrobinie wyobraźni każda wymówkę można zastosować do seksu, ale powiem Ci Zenku, że to bardzo nieelegancko tak się migać 😉

  • Kasiek

    Zawsze jest 10 ważniejszych rzeczy do zrobienia – muszę zadbać o zdrowie duchowe, czyli uprawiać przez dwie godziny nicnierobienie, później przez kolejne dwie prowadzić rozważania pseudo-filozoficzne (Czy hipochondryk, który wmówił sobie hipochondrię, jest hipochondrykiem…? Czy hipokryta przyznający się do bycia hipokrytą nadal jest hipokrytą w pełnym tego słowa znaczeniu?)… Do tego przed wyjściem trzeba sprawdzić pocztę, a to, że przy okazji zakopię się w Internecie, to już siła wyższa…

    • Hipochondryk, wmawiający sobie hipochondrie to kwintesencja hipochondryzmu 😀

  • Jutro! 😉