Poznajcie Kasię. Kasia studiuje. Jest jednak ambitną dziewczyną i nie w smak jej branie pieniędzy od rodziców, więc pomimo natłoku zajęć dorabia sobie w sklepie. Nic skomplikowanego, ot wykładanie towaru na półki. Zarobki nie są fenomenalne, ale na własne potrzeby wystarczy, a i rodzicom coś dołoży żeby nie być ciężarem przez całe 5 lat żmudnej drogi do dyplomu magistra. Rodzice są dumni z Kasi. Pierwsza w rodzinie poszła na studia i ma szansę na “lepszą przyszłość”.

Razem z Kasią pracuje Andrzej. Jest trochę nieokrzesany i ciągle podrywa Kasię. Zwykle w dość prostacki sposób. Nawet jej to specjalnie nie przeszkadza, bo czasem jej pomoże przenieść cięższe kartony albo przerzucić je na wózek. Kasia nie daje rady z tymi najcięższymi, zwykle nosi te mniejsze. Andrzej też wykłada towar w tym sklepie. Nawet zaczeli prace tego samego dnia. Tylko że Andrzej zarabia więcej. Początkowo była to nieduża różnica, ale z każdym miesiącem się powiększa. Szef bardzo lubi Andrzeja i co rusz daje mu premie lub podwyżki. “Swój chłop” – tak mówi. O Kasi zwykle mówi per “maleńka”. Przydomek jej nie przeszkadza, ale różnica w pensji już tak. W końcu poszła do szefa i zapytała dlaczego dostaje mniej. Bo: “Andrzejek pracuje szybciej, więcej może przenieść. Ty sama kilku kartonów wódki nie rozładujesz.”

Kasia się zawzięła. Pracuje ciężej, ale daleko jej do Andrzeja, który może nie jest najsilniejszy, ale natura, jako facetowi, dała mu więcej mocy niż jej, drobnej kobiecie. On nawet się specjalnie nie zmęczy, a ona ledwo zipie. I dalej mu nie dorównuje. To nie jej wina, że kobiety są słabsze. To nie jej wina, że nie ma tyle siły co on, że matka natura obdarzyła mężczyzn szerszymi barami i większą siłą. Szef widzi jak Kasia się stara, dostaje podwyżkę, ale i tak mniejsza niż pierwsza podwyżka Andrzeja. Stara się jeszcze bardziej. Wpada premia, znów niższa niż jego. Kasia się wnerwiła: co z równouprawnieniem? – myśli.  Czy to jest sprawiedliwe?

Jak cholera! Kasia nie powinna zarabiać tyle co Andrzej, choćby starała się 30 razy bardziej niż on, powinna zarabiać mniej, bo robi mniej. Nie ma tu miejsca na źle rozumiane równouprawnienie. Bo czy jest równouprawnieniem sytuacja, gdy jedna osoba robi mniej, ale zarabia tyle samo? Nie! Równouprawnienie (w tym wypadku płci) jest wtedy gdy osoby różnej płci robią coś tak samo efektywnie i zarabiają tyle samo.równouprawnienie

A contrario z dyskryminacją mamy do czynienia, gdy dwie osoby różnej płci zarabiają tyle samo, pomimo że jedna robi mniej, ale wybacza jej się to ze względu na płeć. W omawianej historii szef Kasi dyskryminowałby Andrzeja ze względu na jego płeć gdyby płacił Kasi tyle samo za mniej efektywną pracę, bo jest kobieta. Wymagając tego od szefa Kasi i Andrzeja doprowadzilibyśmy tylko do tego, że nie zatrudniałby więcej kobiet. I nie chodziłoby tu o dyskryminację tylko o jego interesy. Najzwyczajniej w świecie nie opłacałoby mu się za te same pieniądze zatrudnić osoby, która robi mniej. Jasne, że niektóre kobiety są silniejsze od niektórych mężczyzn. Niech one zarabiają tyle lub więcej niż Andrzej. Te nieliczne kobiety nie zmienią jednak tego, że z biologicznego punktu widzenia każda płeć została przystosowana do innej pracy, innych zajęć. Gdyby Kasia i Andrzej pracowali w fabryce gdzie trzeba składać małe elementy i Kasia, dzięki drobnym dłoniom,  składałaby ich więcej na godzinę niż Andrzej to sprawiedliwe byłoby żeby zarabiała więcej.

Równouprawnienie to nie jest obniżanie poprzeczki jednej albo drugiej płci. To stawianie jej na tym samym poziomie. Jeżeli dla jednej płci ta poprzeczka będzie bardziej dogodna – trudno. Inna poprzeczka, w innej dziedzinie może okazać się trudniejsza do przeskoczenia.

A teraz wyobraźcie sobie historię Marysi. Marysia pracuje w małej firmie jako księgowa. Marysia jest w ciąży. Ma świetną szefową, która ją wspiera i bez problemu daje wolne na badania lub gdy ma słabszy dzień. Niestety tych słabszych jest coraz więcej, więc lekarz prowadzący jej ciążę mówi żeby zwolniła trochę i wspomina, że jak tak dalej pójdzie to będzie musiała szybciej niż planowała zrezygnować z pracy zawodowej. Idzie do szefowej i mówi jak wygląda sytuacja. Szefowa, sama matka dwójki dzieci, podchodzi do tego bardzo wyrozumiale i wspólnie zaczynają szukać zastępstwa, żeby Marysia zdążyła jeszcze kogoś przeszkolić. Najbardziej obiecujący jest dwoje kandydatów: młody chłopkach tuż po studiach i trzydziestoletnia dziewczyna. Figura dziewczyny bardzo szczupła zaczyna zdradzać zarys ciążowego brzuszka. Co zrobić? Głupio zapytać, a jak się okaże, że jest w ciąży to znów będzie kogoś trzeba szukać, a Marysia na zwolnieniu nie pomoże już w szkoleniu. Szefowa Marysi, za jej radą, zatrudnia chłopaka. Czy to dyskryminacja ciężarnej kobiety? Nie to logika. Zatrudnienie kobiety w ciąży na zastępstwo w związku z ciążą innej pracownicy jest bez sensu. Niestety. To jest czysta logika. Nie ma w tym żadnej niechęci szefowej do kobiet zakładających rodzinę. Inna decyzja byłaby po prostu nierozsądna.

Jest takie pojecie jak dyskryminacja wyrównawcza (tzw. pozytywna) która zakłada, w dużym uroszczeniu, że obniżamy poprzeczkę osobom, które nie maja warunków by do niej doskoczyć, albo podstawiamy stołek. W umiarkowanym zakresie jest to uzasadnione. Jednak, nie może to przekroczyć rozsądnego poziomu, jeżeli z powodu jakichś swoich cech ktoś nie jest wstanie wykonywać prawidłowo i efektywnie danej pracy powinien z niej zrezygnować i poszukać takiej, która będzie odpowiednia. Ja wiem, że to przykre, że niektórzy muszą przez to rezygnować z wymarzonej, być może od dziecka, pracy, ale pracodawcy, współpracownicy i klienci maja prawo do efektów pracy wartej pensji i ceny.

Czy uważasz, że osoba mająca problem z odróżnianiem kolorów powinna być wizażystą? Ja nie, ale mam nadzieje że znajdzie taką pracę, w której skopie innym metaforyczne tyłki i daltonizm nie będzie przeszkodą. Jestem kurduplem wiec nie pcham się na modelkę, chociaż bawiąc się Barbie marzyłam o tym. Mam słaby wzrok więc nie zostanę snajperem, choć broń palna mnie strasznie pociąga.

Nie chciałabym żeby moje przyszłe dzieci zostawały z przedszkolanką, która ma bardzo słaby słuch i nie będzie mogła odpowiednio szybko zareagować na wołanie dziecka. Nie sądzę by czyniło mnie to złym człowiekiem. Jednocześnie nie widzę przeszkód żeby moje przyszłe dzieci zostawały z Panem opiekunem w przedszkolu (nie wiem jaka jest męska wersja od słowa „przedszkolanka”). Interesują mnie obiektywne predyspozycje tej osoby. To jest równouprawnianie: kiedy wiesz jakie cechy są potrzebne do wykonywania danej pracy i za nie premiujesz, za efekty jakie dzięki nim dana osoba osiąga. Nawet jeżeli te cechy nie są w żadnym stopniu zasługą tej osoby, a wynikiem tego “co mama w genach dała”.

Majka

Źródło zdjęcia: 1

Share
  • Guest

    Temat potraktowany bardzo na około. Dyskryminacja jest wtedy kiedy za przeniesienie jednego kartonu Kasia dostaje 2 złote a Marek 8, bo jest facetem. Jeśli Kasia przeniesie 0 kartonów a Marek 10, to wyższa pensja dla Marka nie jest dyskryminacją a sprawiedliwością. Tymczasem przychodzi do sklepu Bożena, która od dziecka bawi się z chłopakami i żaden łobuz jej nie podskoczy i za przeniesienie 10 kartonów dostaje tyle co Kasia, bo Bożena jest kobietą, a kobiety z założenia są słabe i dlatego należy im się mniej. To jest dyskryminacja i tak to wygląda w naturze.

    • Zgadzam się, że takie potraktowanie Bożenki to byłoby dyskryminacją.
      Przykład Kasi i Andrzeja miał pokazać, że kobieta zarabiająca mniej nie zawsze jest dyskryminowana, i że może się okazać, że jej niższa pensja jest sprawiedliwością.

  • Monika Petryna

    jeśli w umowie Kasia i Andrzej mają jakieś normy, np. przeniesienie 10 kartonów na godzinę i oboje ją wyrabiają – stawkę podstawową powinni mieć taką samą. co z tego, że Andrzej przeniesie nie 10, a 20? od tego jest premia, chyba że pracodawca chce zmienić na tej podstawie normę – to jego sprawa.
    nie chcę się upierać, po prostu czasem trzeba naprawdę szerzej spojrzeć na problem.
    a to niestety często jest możliwe tylko przy kontekście jednostkowej sytuacji.

    generalnie jednak fajny artykuł, często równouprawnienie rozumiane jest opacznie. błędem zresztą jest też częste przekonanie, że równouprawnienie to walka z gorszym traktowaniem kobiet. owszem, statystycznie to one – w pracy, w domu – są częściej dyskryminowane, ale równouprawnienie działa dla każdej płci, nie tej jednej wybranej – nie byłoby wtedy równouprawnieniem 🙂

    • Przykład Kasi i Andrzeja jest mocno uproszczony i jak słusznie zauważasz zwykle na wynagrodzenie składa się wiele składników. Niestety porównując zarobki kobiet i mężczyzn często zapomina się o tych czynnikach.
      Nie będę się kłócić ze statystykami, a jedynie z osobami, które dopatrują się dyskryminacji gdzie jej nie ma.
      „równouprawnienie działa dla każdej płci” i właśnie to chciałam przekazać:)

  • Ana

    To jak z parytetami w Sejmie: do władzy pcha się o wiele więcej mężczyzn niż kobiet, ale kobiety chciałyby móc łatwiej się dostać do koryta. Nieważne, że może nic sobą nie reprezentują – bo, niestety, mam wrażenie, że mądre kobiety od polityki raczej uciekają. I mamy feminizm jaki mamy, bo jednak wzór idzie z tzw. góry – czyli od władzy i z mediów. jakie są, każdy widzi.

    • Niestety, ale źle pojmowane równouprawnienie i feminizm bardzo szkodzą osobom, którym mają pomóc