fork-207410Przeszliśmy sporą ewolucję, która ostatnimi laty rozpędziła się do rewolucji, jeżeli chodzi o spożywanie posiłków w pracy. Kiedyś były to kanapki zawinięte w papier i herbatka ,ewentualnie kawa. Obecnie na porządku dziennym jest przynoszenie własnych, zdrowych posiłków, czy zamawianie czegoś z dowozem do biurka. W związku ze zmianami w naszych zwyczajach dietetycznych dochodzi do zgrzytów pomiędzy współpracownikami i wypracowywania zwyczajów tego co wolno, a co nie.

W miejscu w którym pracuje jest kuchnia z malutką lodóweczką i mikrofala. Kiedyś, gdy kuchnia mieściła się w innym miejscu, mieliśmy jeszcze dostęp do kuchenki. Możliwość korzystania z takich cudów techniki sprzyja ciekawym sytuacjom. Kilka z nich urosło już do biurowych legend.

W pracy jem kilka posiłków w myśl zasady: lepiej kilka mniejszych i częściej, niż jeden duży (tak naprawdę to kłamię: jem często i dużo). Moje wybory są często dość nietypowe, ale staram się nie utrudniać życia współpracownikom. Potrafię np. zjeść opakowanie śledzi, albo pizze z sosem czosnkowym. Oczywiście takie mono zapachowe rzeczy staram się jeść grzecznie w kuchni żeby zapach nie roznosiły się po pokoju, w którym pracujemy. Chociaż i to nie zawsze, bo bywało i tak, że kupowaliśmy wspólnie takie rarytasy i razem je z pełną premedytacją konsumowaliśmy przy biurkach. Pomimo jednak, że zdarzało mi się zjeść pól bochenka chleba z własnej roboty smalcem (nie poszło w cycki 🙁 ) , to i tak nie załapałam się na podium najdziwniejszych pomysłów kulinarnych w biurze.

Na pierwszym miejscu jest chłopak, którego nigdy nie poznałam, bo pracował kilka lat przede mną, jednak pozostawił po sobie trwały ślad w pamieć współpracowników. Wpadł on mianowicie na genialny pomysł podgrzania ryby w mikrofali. I nie było by w tym nic złego gdyby ryba ta nie była…

…wędzoną makrelą. Zapach jaki wchłoną się w najdrobniejszy fragment kilkupiętrowego biura podobno był nie do opisania, a historia ta jest przywoływana zawsze gdy ktoś je coś o intensywnym zapachu.

jedzenie

Na drugim miejscu jest sytuacja, której też nie byłam świadkiem i do tej pory nie mogę odżałować, że akurat musiałam jechać na uczelnię. Moje dwie urocze koleżanki z uwagi na bardzo liberalne podejście w biurze do jedzenia postanowiły ugotować sobie pierogi. Takie z paczki, mrożone. Nikt by się pewnie tym nie zainteresował, gdyby nie to, że podsmażyły sobie do nich cebulkę. A jakże! Kiedy następnego dnia przyszłam do pracy wszyscy, którzy byli w niej dzień wcześniej otwierali szeroko okna twierdząc, że śmierdzi cebulą. Ja nic nie czułam, ale zapach musiał im się mocno dać we znaki, skoro mieli traumę i omamy zapachowe przez kilka dni.

Kolejne miejsce w niezbyt zaszczytnej galerii zajmuje całkiem zwyczajna zupa. Tyle że rybna. Co w tym takiego strasznego? Jedzenie jej w środku upalnego lata w pokoju w którym siedzisz z kilkoma osobami. Generalnie jedzenie ryb w pracy jest dość ryzykowne i jak jest taka możliwość to lepiej to robić w kuchni, a nie w pomieszczeniu gdzie siedzi kilka osób, a jak nie ma to nie jeść ich wcale.

W ustępowaniu innym nie należy popadać w skrajności. Kiedyś jedna koleżanka była tak zaszczuta pełnymi wyrzutów spojrzeniami i ostentacyjnym otwieraniem okien, że wszystkie posiłki jadła w pokoju, w którym siedziałam z Dobrowolską. My akurat wtedy miałyśmy wybitnie ambitne pomysły na posiłki, jak sałatki z kapusty i bagietki czosnkowe, więc jej wizyty i potrawy nie robiły na nas najmniejszego wrażenia. Ona zresztą była dość konserwatywna w wyborze drugiego śniadania, ale jej współpracownicy byli bardzo mało tolerancyjni. Raz wyleciała z pokoju za jedzenie sałatki z kurczakiem, bo była w niej cebula. Pewnie zazdrościli jej grillowanego kurczaczka w sałatce, a ta cebula to tylko pretekst był.

Wybierając potrawy do pracy trzeba pamiętać, że nie jesteśmy sami i nie możemy manifestować swoich gustów zbyt ostentacyjnie, Chyba że wszystkie inne osoby w pokoju mają podobne zamiłowania. Są jednak dwie zasady, których nigdy, PRZENIGDY nie można łamać w pracy:

1. Nie gotuj jajek lub parówek w służbowym czajniku elektrycznym.
2. Nie kradnij prywatnego mleka do kawy.

Za obie te rzeczy bym zmuszała do zjedzenia wędzonej makreli z mikrofalówki i popicia zupą rybną!

Majka

Źródła zdjęć: 1, 2

 

Share
  • Przebijam typkiem, który gotował jajka. W czajniku elektrycznym.

    Kiełbaski gotował w ten sam sposób.

    • Ja nie wiem skąd ludzie mają takie pomysły. Potem nie wiesz czy to herbata smakuje kiełbasą, czy Ci się odbija obiadem z dnia poprzedniego…

      • Nie wiem, ale przyznaję, że trzeba mieć fantazję, żeby w czajniku… elektrycznym… no ręce opadają 🙂

  • guzo

    to ja od siebie polecam kabanosy i odradzam buły, bo po nich tylko spac sie chce i sa wzdęcia. Kabanosa polecam maestro bo oni akurat mają kilka smaków, więc sie nei znudzi szybko, do tego jajco i warzywa tez mogą być.

    • henria

      no buły i czoksy na przekąskę powoli odchodzą do lamusa, teraz szmie się mięcho i mięcho i to takie które nie wymaga lodówki i można je zjeśc w każdej zabieganej chwili.

  • henria

    oprócz kabanosa i sera, to orzechy jeszcze warzywa podjadać i owoce.