Każdy z nas lubi być postrzegany jako ktoś wyjątkowy. Nie inny, bo to ma trochę pejoratywny wydźwięk, ale wyjątkowy. Wyróżniający się czymś z pośród ludzi, ale czymś pozytywnym. Chyba że ma się kilka lat, wtedy chcesz być taki jak inni. Mieć takie same zabawki, oglądać takie same bajki i ubierać się tak samo.

Z rok starszą kuzynką miałyśmy taką manierę, że w wieku kilku, a nawet wczesnych kilkunastu lat, kiedy spędzałyśmy razem czas, starałyśmy się wyglądać jak bliźniaczki. Było to o tyle łatwe, że nasze mamy często kupowały ubrania podwójnie (po jednej sztuce dla każdej z nas). Jednak w swym dziecięcym marzeniu żeby wyglądać tak samo pomijałyśmy istotny fakt, jakim była różnica w naszej aparycji. Ona wyższa z blond włosami, ja kurdupel  z ciemnymi. Dodajmy do tego fakt, że ona całe życie była szczupła, a ja w tamtym okresie zaliczałam się do tzw. pucołowatych dzieci. W albumie rodzinnym jest takie zdjęcie z komunii mojego brata albo jej siostry gdzie stoimy obok siebie i ja wyglądam jakbym kradła jej jedzenie z talerza (całe). Wtedy jeszcze ubrane inaczej, bo rodzice nas stroili. Potem cały czas próbujące się upodobnić do siebie. Z wiekiem to mija, zwłaszcza kobietom. W wieku nastoletnim byłam uczulona na słowo “Modne”. Potrafiłam nie ubrać czegoś tylko dlatego, że było modne. W efekcie częściej byłam przebrana niż ubrana. Brrrr… Straszne czasy. Teraz mam trochę bardziej wyważone podejście do wyróżniania się (zwykle jestem najgłośniejszą osobą w pomieszczeniu – na swoje i innych nieszczęście).

Znacie te przerażające historie o kobietach, które zjawiły się na imprezie w takich samych sukienkach. Kongomongo, bijatyki, wyrywanie włosów i inne rozrywki. A tak serio: to straszna, straszna sytuacja dla kobiety, zwłaszcza jak ta druga wygląda lepiej…i co gorsza szczuplej. Kobieta jest w stanie przeżyć, że inna wygląda w tej samej sukience seksowniej, ładniej itd. ale nie przeżyje, że ktoś wygląda w niej szczuplej. Miejska legenda mówi, że gdzieś kobiety, które przypadkowo spotkały się na jednej imprezie w takich samych sukienkach zamiast rzucić się sobie do gardeł albo obgadywać za plecami, z uśmiechami pozowały do wspólnych zdjęć. Pewnie jedna drugiej próbowała rozpiąć z tyłu sukienkę żeby wszyscy zobaczyli, że ta druga ma wyszczuplające majtasy.

wyjątkowyTak bardzo chcemy być wyjątkowi, że powstała cała ideologia wyjątkowości. Nazywa się hipsteryzm i chodzi w nie o to żeby być innym i robić wszystko inaczej niż inni. W efekcie otrzymujemy tabuny ludzi, którzy są do siebie podobni, ale twierdzą, że są inni od innych takich samych i generalnie oni byli pierwsi inni od innych, a reszta to naśladowcy, a oni byli inni od innych zanim to było modne. Takie mentalne rozwydrzone nastolatki.

W świecie masowej produkcji jest ograniczona ilość ubrań i rzeczy, które może człowiek posiadać i jeszcze mniej gatunków muzyki jakiej może słuchać. Silą rzeczy nawet ich pomysłowe zestawienie, używanie czy miksowanie nie daje nam gwarancji na osiągnięcie całkowitej unikatowości. W efekcie tych starań możemy zostać co najwyżej tak wyjątkowi jak smerfy. Niby jeden ma kwiatek, a drugi tatuaż na bicu, ale na wspólnym zdjęciu wyglądają jak banda klonów.

Skoro nie możemy się wyróżnić tym co mamy, chcemy się wyróżnić tym co myślimy, wiemy, mówimy. Wymaga to jednak pewne refleksyjności, a nie klikania we wszystkie posty na fejsbuniu, które zaczynają sie  od tekstu “Tylko 5% ludzi jest w stanie rozwiązać tę zagadkę” i obrazek z zadaniem z podręcznika do matematyki dla uzdolnionych piątoklasistów. Do tego kilkaset i więcej komentarzy z poprawną odpowiedzią, a człowiek dalej sądzi, że jest mądrzejszy niż inni…

Paradoksalnie, żeby się wyróżnić i zostać kimś wyjątkowym trzeba być sobą. Szanse, że na świecie jest druga taka osoba są mniejsze niż to, że ktoś miał przed tobą taki telefon, albo zestawił te buty z tymi spodniami, albo policzył poprawnie równanie matematyczne z dodawaniem i mnożeniem bez nawiasów (jebany Einstein).

Największe parcie na wyjątkowość widzę przy rożnych aferach odbijających się w Internecie jak metaforyczne kręgi od “kaczki” na wodzie (jakie głębokie porównanie, takie wyjątkowe 😉 ) Niby każdy ma taki kontrowersyjny pogląd na dany temat, a wszyscy piszą to samo. Jak się czyta takie wpisy i komentarze to prawie zawsze widać, czy ktoś stara się być taaaki kontrowersyjny i pohejtować wszystko dla kilku lajków pod tekstem czy tak myśli i wyraził swoje zdanie. Ludzie, którzy są naprawdę wyjątkowi nie muszą innym tego oznajmiać, bo po pierwsze inni to widzą, a po drugie mają gdzieś wyjątkowość.

A teraz genialna rada od serca dla Was:

Jak chcecie być naprawdę, ale to naprawdę hipsterscy i wyjątkowi, no tak aż świecić wyjątkowością, to czytajcie Za biednych na sushi. Biorąc pod uwagę, ilość osób która ostatnio rozwiązała kolejny arcytrudny matematyczny quiz, a ilość czytelników bloga, to czytanie ZBNS daje Wam większe szanse na wyróżnieni się.

Po za tym jak już będziemy sławni i mieć własną linię kaloszy to będziecie mogli mówić: “Czytałem/am Za biednych na sushi zanim to było modne

Majka

Źródło grafiki: 1

Share
  • Może to nie do końca w temacie komentarz, ale nawet nie wiesz jak mi to bliskie- z tym przebieraniem się, żeby nie było modnych ciuchów i byciu najgłośniejszym w całej wsi.:-) Czytam ZBNS i czekam na autorską linię kaloszy

    • Ja też czekam, ale jeszcze nikt z firmy Hunter się nie odezwał do mnie…

  • Wyjątkowość nie jest dla mnie. Kiedy wszyscy są tacy sami, bo chcą być wyjątkowi – to bezsensu. Ja szukam swojej ścieżki, najwyżej trafię na tą, co miliony innych, ale będzie ona też moją.