Nie przywidziało Wam się – mam zamiar wychwalać Warsaw Shore. I to szczerze bez zwykłego sarkazmu. I do tego po tekście o tym, że telewizja jest rozrywką dla niewybrednych.

Autentycznie uwielbiam oglądać Warsaw Shore i z niecierpliwością oczekiwałam na drugi sezon. Pierwszy odcinek nie zawiódł moich oczekiwań. Było wszystko za co kocham ten program: nieodpowiedzialne alkoholizowanie się, niby przypadkowa golizna, genialne autorskie powiedzonka.

Najważniejszym powodem dla którego z taką radością oglądam ten program jest fakt, że pokazuje ludzi takich jak My. Tak, takich jak My. Pod warunkiem, ze zatrzymalibyśmy się na etapie liceum. Gdybyśmy zamiast dorosnąć, skończyć jakieś studia, znaleźć jakaś poważną pracę, dalej imprezowali i bawili się tak jak w wieku 18 lat (bo przecież nikt z nas nie tknął alkoholu wcześniej ;>).

bar-257852_640Dzięki Warsaw Shore możemy z trzeźwej perspektywy obserwować jak naprawdę wyglądają ostre imprezy, bo jeśli mieliśmy okazję uczestniczyć w takich, to raczej marne szanse, że zapamiętaliśmy aż tyle. Pomyślcie o wakacyjnych wypadach “na domek” z ekipą w wieku nastulat. Jak się zachowywali wasi znajomi? Kulturalnie popijali lampkę wina, zagryzając przekąski i co rano pucowali wszystkie trzy talerze, których jakiś hultaj nie umył po wieczornych rozrywkach i z pogarda patrzyli na ludzi, którzy, o zgrozo, wypili aż 3 lampki? No, nie sądzę, Śmiem podejrzewać, ze lało sie piwo i drinki, Ktoś już na wstępie nawalił się jak szpak i zasnął, wiec ktoś inny wpadł na pomysł żeby go czymś wysmarować. Ktoś inny się wy… przewrócił i reszta ekipy z niego szydziła.

I te głębokie rozmowy. Może nie padały tak ambitne teksty jak w Warsaw Shore w stylu “zlałam ją ciepłym moczem prosto z cipy” albo “każda świnia przy mnie krzyczy”, ale na takich wyjazdach na pewno powstało multum kultowych dla Was tekstów. Śmiem też podejrzewać, że panowie nie rozmawiali o recytacji wierszy nadobnym niewiastom, a raczej o zaliczaniu gąsek, szpachlowani i młotkowaniu, chociaż określenia mogły być inne.

Pyś nie chce mi zdradzić jakich uroczych eufemizmów używali z kolegami, a warto podkreśli, że chodził do klasy informatycznej i kolegów miał o podobnych zainteresowaniach. Obstawiam więc coś z w stylu “zrobił bym jej backup” albo “przeformatowałbym jej dyski” itd.

Niestety, a raczej stety dla Nas. My poszliśmy dalej. Dorośliśmy. Na imprezach zaczęło się pojawiać więcej jedzenia niż alkoholu. Nikt sie nie upodla. Nikt nie upada na podłogę.  (No prawie nikt, Serdecznie pozdrawiam moją ukochana przyjaciółkę, która po każdej imprezie dzwoni do mnie, że znów się nawaliła i narobiła wstydu mężowi. Pozdrawiam też jej męża, który dzwoni do mnie zanim ona się obudzi namawia żebym ją telefonicznie obudziła, zwiększając jej zasłużonego kaca). Czasem jednak powraca sentyment do tych dzikich imprez z nieodpowiedzialnych lat młodzieńczych. I ten sentyment pozwala nam zaspokoić Warsaw Shore. Możesz bezkarnie oglądać jak ludzie sie upijają, szydzić z nich i gardzić, w myślach ciesząc się, że gdy ty tak sie zachowywałeś aparaty i kamery w komórkach nie były tak popularne. Wtedy miałbyś na youtube własne Warsaw Shore.

Majka

Uwaga: Autorka tekstu, co oczywiste, brzydzi sie alkoholem i najmocniejsze co spożywała to herbata z cytryną.

Źródło zdjęcia: http://pixabay.com/

Share