Oszczędzanie pieniędzy jest jednym z największych paradoksów tego świata, bo oszczędzać muszą Ci, którzy nie mają czego oszczędzać i ich nie stać na oszczędzanie. Najlepiej opisał to Sir Terry Prachett, wkładając przemyślenia w głowę Samuela Vimesa, więc pozwolę sobie go zacytować:

Weźmy na przykład buty. Vimes zarabiał trzydzieści osiem dolarów miesięcznie, nie licząc dodatków. Porządna para skórzanych butów kosztowała pięćdziesiąt dolarów. Ale para butów, na jaką mógł sobie pozwolić – całkiem przyzwoita na jeden czy dwa sezony, bo potem zupełnie przetarła się tektura, przeciekająca jak demony, to koszt około dziesięciu dolarów. Takie właśnie buty zawsze kupował Vimes i nosił je, aż podeszwy były tak cienkie, że w mgliste noce po kamieniach bruku poznawał, gdzie w Ankh-Morpork się znajduje.
Jednak dobre buty wytrzymywały lata, długie lata. Bogatego stać na wydanie pięćdziesięciu dolarów na parę butów, w których po dziesięciu latach wciąż będzie miał suche nogi. Tymczasem biedak, którego stać tylko na tanie buty, wyda w tym czasie sto dolarów -a nogi i tak stale będzie miał przemoczone. 
To właśnie kapitan Vimes nazywał obuwniczą teorią niesprawiedliwości społecznej.”
Pułapka oszczędzania

Ta reguła sprawdza się niemal w każdym przypadku. Dotyczy sprzętów elektronicznych, samochodów, głownie tych rzeczy, w których istotną cecha jest trwałość i niezawodność. W pozostałych przypadkach, tych gdzie większą wagę mają walory estetyczne, czy prestiżowe, kupując rzeczy droższe tylko przepłacimy za błyszczące, migające punkty sprzedaży, za ładnie ubraną panią ekspedientkę i przede wszystkim za markę.

W rozumowaniu Vimesa/Pratchetta jest jednak luka, która wydając mniej pozwoli nam oszczędzić więcej. Wynika ona z tego, że w Świecie Dysku, w którym umiejscowione jest większość książek Sir Pratchetta, i w którym żyje Samuel Vimes nie znano instytucji reklamacji. Kto czytał książki z tej serii wie, że próba zareklamowania czegoś w rodzinnym mieście Vimesa – Ankh-Morpork, a szczególnie na Mrokach raczej nie skoczyłaby się pomyślnie, zapewne nawet niezbyt żywo.

botki
Botki

Wróćmy do przykładu butów. Kupując buty możemy wybierać w takich za kilkanaście złotych (serio!) i za kilkanaście tysięcy (też serio!). Nie popadajmy jednak w skrajności i porównajmy takie za kilkadziesiąt złotych, z takimi za 200-300 złotych. Kupujemy botki (dla panów zdjęcie poglądowe) za dwieście-trzysta złotych. W tej cenie można spokojnie znaleźć fajne skórzane, w których pochodzimy 2-3 lata. Teoretycznie dłużej, ale po tym czasie będą już wyglądać nieestetycznie, bo przecież skóra się wyrobi, odgniecie i odbarwi od toksycznej soli, która przeżre nawet najlepsze środki ochronne. Jeżeli kupimy takie za 80 złotych po jednym dwóch sezonach zapewne ulegną uszkodzeniu. To nic nie szkodzi, bo jak tylko zauważymy najmniejszą wadę oddamy je do sklepu reklamując. Po dwóch tygodniach oddadzą nam je naprawione, albo wymienią, albo oddadzą pieniądze. Po naprawie pewnie wytrzymają jeden sezon, a po wymianie znów do dwóch sezonów, więc w sumie jakieś dwa lata. Wtedy znów je oddajemy, ale tym razem już jasno żądamy zwrotu pieniędzy i kupujemy nowe. W ten sposób kupując buty za kilkaset złotych po dwóch latach mamy solidne buty, ale nie wyglądające już tak reprezentacyjnie jak na początku, a kupując buty za kilkadziesiąt złotych po tym samym czasie mamy świecące się nowością buty, i co najważniejsze w modnym fasonie. Oczywiście rozwiązanie nie jest idealne, bo na czas reklamacji musimy mieć inną parę, ale w przypadku kobiet rzadko zdarza się, że mają tylko jedną. Musimy też pilnować paragonów, ale z teraz są już aplikacje (np.: ToCoMoje ), które pozwalają wirtualnie przechowywać paragony, więc i ten problem odpada. Inna sprawa, że nie zawsze buty za kilkadziesiąt złotych odbiegają jakością od tych za kilkaset. Działą to w dwóch kierunkach: tańsze buty mogą być dobrej jakości, a te droższe w marnej.

Oczywiście nie do wszystkich zakupów da się zastosować powyższe zasady. Przede wszystkim nie ma co oszczędzać na takich rzeczach, w których okres używalności znacznie przekracza okres gwarancji, tak jak wspomniana elektronika. Jak zawsze polecam jednak nie kierować się znaczkiem, który znajduje się na produkcie, a faktycznymi opiniami o nim. Wujek Google na pewno pomoże nam znaleźć ich sporo, a po bardzo nieufnym ich przeczytaniu możemy znaleźć trochę prawdy o jakości i awaryjności.

Powyższych zasad nie można też stosować do takich dóbr, gdzie jakość jest najważniejszą cechą, jak chociażby wszechobecne dziś wszędzie pączki. Bo kupno takiego za 50 groszy nie zaspokoi naszej potrzeby zjedzenia sztandarowego słodycza w Tłusty Czwartek, wiec tylko zmarnujemy pieniądze. Taki za 2,50 to już co innego, kupiony w cukierni i z adwokatem w środku. To wydatek, którego nie mozna żałować.

Smacznego grubasy,

Majka

Share
  • Ale możemy kupić 5 pączków za 50 groszy zamiast jednego…

    Tak samo można oszczędzać na alkoholu! Mamy np. do wydania 10 zeta i wybór, albo dwa dobre piwa albo 4 słabe, albo i tu jest właśnie okazja do oszczędności! Kupujemy jedno za 4 zeta, które jest dobre i 3 słabe. Możemy się zastanowić, ale jak przecież te 3 to będą sikacze. Ja mam na to odpowiedź, po wypiciu jednego dobrego nie robi nam co dalej, ważne, że są procenty. Zwykła maksymalizacja zysków osiąganych przy ograniczonych zasobach.

    Dlatego też w starożytnej Galilei na weselach podawano alkohol dobry na początku, a słaby potem (no chyba, że ktoś przyjdzie i zamieni wodę w wino, ale to już temat na inne rozważania…).

    • W CCC jest trudniej, ale zwykle wystarczy odwołanie od odmowy uwzględnienie reklamacji i jednak uwzględniają, wbrew temu co ekspedientka powiedziała:) Jak zimowe buty się rozklejają po roku to nawet oni tego nie przeskoczą. A co do reklamacji butów letnich w zimie, argument łatwo przeskoczyć (chodziłam po biurze, nosze do prowadzenia samochodu, bo w kozakach niewygodnie itd.)
      Jak odwołanie nie działa to zawsze pozostaje facebook, jako kanał kontaktowy:D

      • No właśnie ccc zaczęło stosować dziwna taktykę z tymi odmowami. Jak mi się obcas poluzował po roku od zwykłego chodzenia to też ostatnio nie chcieli przyjąć reklamacji (a wcześniej to samo przyjęli). Olałam sprawę, bo i tak chciałam nowe buty, ale z drugiej strony, jak piszesz, że odwołanie działa, to szkoda, że go nie złożyłam 🙁

  • eV

    Ogólnie to ja znam na to sposób:
    Kupić pierwszy produkt najtańszy (do granic rozsądku), drugi ewentualnie również – a po dłuższym czasie kupić jeden, porządny.
    Przez całą gimbazę chodziłam w trampkach za 10-20zł. Uzbierałam, kupiłam sobie glany.
    Przez pirwszą klasę liceum kupowałam sobie co chwila tanie słuchawki kiosku. Uzbierałam, kupiłam sobie porządne.
    Przez parę późniejszych lat przez moje dłonie przewinęły się trzy laptopy – pierwszy za 150 zł, drugiego dostałam po znajomości, a trzeci za 450. Jak tylko coś mu się stanie, to już mam odłożone na porządny komputer.

    Plusy takiego działania:
    – na pierwszym urządzeniu zawsze wykonuje się błędy w użytkowaniu. Znam parę osób, które tuż po dostaniu prawa jazdy skosiły swój pierwszy samochód. Ja w moim pierwszym laptopie (tym za 150zł!) wsadziłam po ciemku kabel zasilający do USB, co zabiło płytę główną. Gdyby to się stało na takim za 2-3 tysiące, to chyba bym popadła w czarną rozpacz.
    – można dokładniej przemyśleć, czy takie urządzenie jest nam potrzbne.
    – moda się zmienia i wraz z nią można zmieniać tanie buty. Kupując jedne drogie, trzeba będzie z trudem dopasowywać do nich wszystkie swoje ubrania itd.
    – świat się rozwija. Znam osoby, które za swój telefon komórkowy dały mnóstwo forsy, a teraz nie mogą go sprzedać, bo to już zabytek. Ja wolę móc wymieniać swój smartfon co jakiś czas, aby być na bieżąco z nowinkami technicznymi. Polecam firmę ZTE – niby chińskie, ale niczym się nie różnią od tych standardowych.

    • Jest w tym jakaś logika, ale do telefonów bym jej nie zastosowała. Zawsze biorę te najtańsze w abonamencie, bo ciągle spadywują… same.

  • Strasznie się rozpisałem w temacie ale potem stwierdziłem że w zasadzie to nie ma co się uzewnętrzniać 🙂

    P.S. Jak pączek to zaraz jeszcze adwokat – co za zboczenie zawodowe

    • A co napisałeś?