Dziś będę operować stereotypami, więc z góry proszę o wybaczenie, ale wypisywanie przy każdym zdaniu, że nie wszyscy i nie zawsze jest bezsensu.
Z niewiadomych przyczyn większość mężczyzn nie lubi robić zakupów. Ot, takie ich dziwactwo. Oczywiście zasada ta nie dotyczy wszelkich gadżetów komputerowych, samochodów i często narzędzi.
Większość kobiet lubi ciągać na siłę swoich partnerów po sklepach. Ot, ich dziwactwo.
W efekcie zakupy zmieniają się w mękę dla obojga. Można złagodzić traumatyczny charakter tych przeżyć stosując kilka prostych sztuczek.
Przede wszystkim sposób w jaki wyciągamy swojego lubego ma podstawowe znaczenie. Nie możemy propozycji wspólnych zakupów przedstawiać jako wyjścia po buty, okazji do pobuszowania itd. O nie! Trzeba ją tak zaprezentować, żeby była dla mężczyzny prawdziwą okazją.
Poniżej przykład złej propozycji wspólnych zakupów:
“Kochanie pojedziesz ze mną w sobotę do Matarni? Chcę sobie kupić nowe buty.”
Efekt: w umyśle mężczyzny pojawia się wizja włóczenia się pomiędzy półkami i udawania, że dostrzega różnicę pomiędzy czółenkami, a szpilkami. I kurwa czy czółenko to nie jest taka indiańska łódka??
Prawidłowa propozycja wspólnych zakupów:
“Kochanie pojedziemy w sobotę do Matarni? W tym tanim sklepie obok Komputronika mają promocję na buty, które mi się podobały”
Efekt: Podkreślasz, że idziesz po buty, która masz już wybrane, są one tańsze, plus pojawia się okazja popatrzenia na turbowzmacniaczopędkościo gadżet do czegoś tam w Komputroniku!”
Kiedy już wzbudzimy w delikwencie chęć pójścia na zakupy musimy zadbać o jego rozrywkę. Ciągniecie go do sklepu z bielizną nie jest odpowiednią rozrywka, bo mężczyźni się peszą, a oczekując przed przymierzalnią są traktowani jak zboczeńcy, którzy próbują coś podejrzeć. Odpowiednią rozrywką będzie natomiast zwrócenie uwagi na wyjątkowo okazałe piersi kobiety stojącej obok. Dobrym pomysłem jest też obietnica nakarmienia partnera jakimś fastfoodowym świństwem, którego normalnie nie jecie, bo dieta, wałeczki, cellulitis, mięsień piwny itd.
Faceta ciągniemy do sklepu po to żeby nam doradził, w czym będziemy lepiej wyglądały. To tylko teoria. W praktyce ciągniemy go po to, żeby się pozachwycał nami już w sklepie i pomógł nam wybrać to, co i tak już wybrałyśmy. Niestety mężczyźni obdarzeni lepszą wyobraźnią przestrzenną od kobiet głupieją, gdy widzą ciuchy na wieszakach. Nie potrafią ich sobie właściwie wyobrazić na kobiecie. Zresztą nawet nie próbują zajęci myśleniem kiedy będą mogli zjeść obiecanego frytokebaba albo pójść pooglądać nowe wiertła do wiertarki. Dlatego o opinie trzeba się pytać dopiero, jak się coś przymierzy. Jeżeli zastanawiasz się nad kilkoma wzorami ubrania i chcesz żeby twój luby pomógł ci wybrać to już nie chcesz. Wybierze, którykolwiek model i do tego akurat ten, który najbardziej ci poszerza dupę.
Ważną zasadą zakupów z partnerem jest konsekwencja. Tzn. jeżeli wyciągnęłaś go sprzed telewizora żeby kupić buty to przynajmniej jedną parę musisz kupić. Jak kupisz tylko 2 sukienki, 3 pary spódnic, 1 sweterek i spodnie, a nie kupisz butów to będzie ci wypominał. Oczywiście całą resztę też będzie ci wypominał, ale przynajmniej do butów się nie przychrzani. Po czym pójdziecie do cholernego hipermarketu budowlanego po wiertla, a wrócicie z nową wiertarką, kompletem kluczy i super markową deską do testowania ostrości wierteł (true story).
W przeciwieństwie do twoich nadprogramowych zakupów, jego będą uzasadnione, bo przecież nie da się zrobić dziury w ścianie tępym wiertlem, a co ci po wiertłach jak już wiertarka ledwo zipie, no i ta deska do testowania to nowy standard, facet w sklepie polecał…
I taki człowiek potem będzie twierdził, że nie rozumie dlaczego potrzebowałaś do nowych butów, nowej torebki, paska i spodni, które były w komplecie z paskiem. Pamiętaj jednak, że jeśli chcesz by następnym razem znów pojechał nosić za tobą torby z zakupami i chwalił te stroje, które ma, rób to samo:)
Lecę zapytać się Pysia czy pojedzie ze mną po torebkę, bo mają wyprzedaż w tym sklepie obok Leroy Merlin, ale chyba najpierw mu powiem, że tę latarkę z jakimiś super magicznymi funkcjami, która mu się tak podobała, to sąsiad kupił właśnie w Leroy Merlin 😀
Majka
Share
  • Dlaczego z takim uporem kebaba studenckiego nazywasz frytokebabem? To mi się nie podoba, idzie w złą stronę, boję się co będzie potem z tym blogiem, może notka "Programowanie w PHP"?

    • Bo pierwszy raz jak o nim usłyszałam użyto nazwy frytokebab i lepiej oddaje jego skład. Kebab studencki kojarzy się z bułką wypchaną zupką chińską:D

  • Pyś

    deska do testowania ostrości wierteł? srsly?

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Esio, początkowo nie załapałam o co chodzi w pierwszym zdaniu i zinterpretowałam część "z uporem kebaba studenckiego" jako wysublimowaną odmianę powiedzenia "z uporem maniaka" 😉 BTW, "Programowanie w PHP" to podobno najkrótszy żart świata 😛 (przepraszam, jeśli kogoś uraziłam).

    • Esio gardzi interpunkcja i gramatyką 🙂

    • "Programista PHP" to dwa żarty w dwóch słowach, jest jednym z moich ulubionych, w końcu nie często spotyka się dowcip, w którym współczynnik żartosłów wynosi 1.
      Co, do, interpunkcji, i, gramatyki, to, rzeczywiście, jest, prawda, gardzę nią, nie, potrafię, też stawiać, przecinków.

  • Święte słowa. Leroy Merlin akurat na mnie nie zadziała, ale np. w Arkadii kilka sklepów z butami jest obok sklepu z instrumentami muzycznymi. Nawet jak się nie kupi, to można nacieszyć oko piękną gitarą albo pobawić się klawiszami, na które i tak mnie nie stać. 🙂