27 grudnia rozpoczął się długo oczekiwany przez każdą kobietę i co trzeciego mężczyznę czas – WYPRZEDAŻE! Jako że z przyczyn opisanych już wcześniej staram się kupować ubrania etc. tylko wtedy, gdy jest okazja (okazja w rozumieniu promocji, niestety czasy, gdy wyjście po pietruszkę było okazją do kupienia sukienki, minęły), przełom grudnia i stycznia jest dla mnie czasem łowów. Zawsze zbieram całą kasę z prezentów świątecznych i ruszam do sklepów.
Nie inaczej było w tym roku. Z miejsca muszę pochwalić mojego dzielnego Esia, który nie tylko wybrał się ze mną do nowego centrum handlowego, ale w dodatku przeżył fakt, że w tę sobotę są tam na pewno WSZYSCY. Esio chodził ze mną po sklepach bez najcichszego syknięcia i wyrozumiale czekał, aż się wyszaleję. Jak widać, przemyślana i cierpliwa hodowla daje efekty!
Muszę się pochwalić, że w trakcie zakupów kupiłam płaszcz, dwie bluzki, dwa T – shirty i szalik, a za wszystko zapłaciłam ok. 200 złotych (tak, naprawdę!). Oczywiście nie ma sensu pokazywać tego wszystkiego, bo nie taki jest sens tego poradnika. Jako że to nie pierwsza moja wyprzedaż i nie pierwszy osiągnięty w jej trakcie sukces, myślę, że niezorientowanym przyda się kilka wskazówek, jak uchronić swój portfel przed ruiną i jednocześnie być zadowoloną/-ym z zakupów (żeby nie szerzyć dżenderu, a tak naprawdę z lenistwa, poniżej zostanę przy formie żeńskiej, ale rady są uniwersalne, sorki) 🙂
1. Wbij sobie do głowy, czym jest wyprzedaż.
W Polsce mamy to nieszczęście, że sklepy robią sobie z nas jaja – nie wiem, jak inaczej nazwać to, co uprawiają niektóre sieci. Są dwie metody robienia sobie jaj z kupujących: po pierwsze – „obniżenie” ceny o tak symboliczną kwotę, że zbiera się we mnie pusty śmiech (do tego samego worka wrzucam praktykę zalepiania pierwotnej ceny wyższą, a potem doklejanie „promocyjnej” ceny takiej samej, jak wcześniej). Wyprzedaż to nie jest bezinteresowny prezent od sklepu, tylko szansa, żeby wreszcie ktoś kupił to, co zalega w magazynach. Dlatego uważam przeceny z 89,90 na 79,90 etc. za żenujące. 10 złotych mniej to nie jest wyprzedaż, a ZARA niestety stosuje taką politykę nagminnie. I choć nie ukrywam, że czasem takie rzeczy bardzo mi się podobają, od pewnego czasu nie kupuję ich dla zasady. Jeśli konsumenci się nie nauczą, to sklepy też nie.
Druga metoda: wrzucanie do sklepu szmat, których nikt nie kupił od długiego czasu i które nie mają nic wspólnego z ostatnią (a nawet przedostatnią) kolekcją. To bardzo częste w H&M i to też nie jest wyprzedaż, tylko stworzenie pozorów, dzięki którym wejdziesz do sklepu, a wyjdziesz z rzeczą z nowej kolekcji (bo przecież w dziale SALE nic fajnego nie było!).
Powyższe praktyki należy piętnować i pamiętać, że o wyprzedaży możemy mówić, gdy cena jest naprawdę niższa, choćby o skromne 30% i gdy na wieszakach widzimy to, co wcześniej nam się marzyło, a było za drogie.
2. Odwiedź sklepy, które do tej pory omijałaś.
To ostatnio mój ulubiony sposób. Każdy ma pewną listę sklepów, do której stale zagląda i sklepy wyklęte, do których nie wchodzi. Powody wyklęcia są różne i o ile są rzeczywiście istotne (zła praktyka traktowania reklamacji, bardzo zła jakość ubrań, ceny z kosmosu), można się trzymać swojego postanowienia. Jeśli jednak 5 lat temu weszłaś do sklepu i po szybkim obczajanku powiedziałaś, że nie ma tu nic w Twoim stylu, to czas przemyśleć takie działanie. Przykład z życia wzięty – do wiosny tego roku nikt nie byłby w stanie namówić mnie na kupienie czegokolwiek w sklepie House (oczywiście dla siebie, kupuję tam Esiowi T – shirty). Rzeczy tam sprzedawane, były najzwyczajniej w świecie nie w moim stylu. W kwietniu, z braku laku, weszłam na chwilę do tego sklepu – nadal co do zasady uważam, że styl, który przeważa w ich kolekcji, nie ma nic wspólnego z moim, ale znalazłam tam kurtkę, jakiej szukałam od miesięcy i zapłaciłam za nią śmieszne pieniądze (to raczej sklep dla licealistek, a takie z reguły są tańsze). W sobotę dorwałam u nich piękny, klasyczny płaszcz za stówkę. Nie jest oczywiście najcieplejszy, ale to akurat problem z płaszczami z każdej sieciówki 😉
3. Nie kupuj szmat.
Nauczyłam się tego dopiero niedawno, ale póki co jestem wytrwała w swoim postanowieniu – nie kupuję rzeczy, które są już na wieszaku pogniecione (moja Mamcia mów na to „jak psu z gardła wyjęte”. Nie robię tego z prostego powodu – nienawidzę prasowania, ale tak naprawdę, naprawdę i prasuję tylko, gdy muszę – taką rzecz musiałabym prasować co chwilę. Nie kupuję też rzeczy, które są zrobione z beznadziejnego materiału. Nie twierdzę, że od roku chodzę tylko w jedwabiu i kaszmirze, bo w totka trafiamy niestety tylko jedynki, ale np. nie kupuję już swetrów z akrylu. Mogą być to najpiękniejsze swetry w świetnej cenie (ach, takie cudo widziałam w Stradivariusie!), ale każda kobieta, która jeden w miarę aktywny dzień spędziła w swetrze z akrylu, powinna mnie zrozumieć. Nie, nie i jeszcze raz nie. Wolę nie mieć (czyli nadal mieć kasę) niż nosić tylko w domu albo przebierać po godzinie. Staram się także omijać szerokim łukiem ubrania, które wymagają prania chemicznego. Nie dotyczy to oczywiście płaszczy i żakietów, bo to niestety naturalne zjawisko i mogę się jakoś przebiedzić. Poza tymi przypadkami nie widzę potrzeby prania koszuli czy bluzki w pralni, zwłaszcza, że taka atrakcja stała się ostatnimi czasy droższa niż niejeden ciuch.
Życzę powodzenia!
xoxo
D.
Share
  • Złota rada esia:
    Jak łazisz po sklepach i esio chodzi za Tobą bez syknięcia to kubełek z KFC jest co najmniej w dobrym tonie. 🙂

  • No proszę – moją zimową kurtkę kupiłem w sklepie dla licealistek 😉
    Co do sieciówek to je omijam bo większość rzeczy tam oferowanych jest robiona do noszenia parę razy, no i właśnie często wygląda jak by spał w nich jakiś bezdomny.
    W 3M jest mnóstwo sklepów, ale niestety większość to sieciówki właśnie. A wystarczy pojechać do np. Szczytna i tam na przeciwko PKS jest niegdysiejszy "

    • Sieciówki nie są złe, ale zakupy w nich wymagają umiejętności myśliwego.
      Nie każdy może sobie pozwolić na wypady do Szczytna, burżuju…

  • Wyprzedaże są jak wódka – wszystko jest dla ludzi ale z umiarem 🙂 Nie chodzi przecież o to aby rzucać się bezmyślnie w stosy szmat, tylko powybierać wśród masy śmiecia najlepsze i najfajniejsze (według nas) ciuchy 🙂

    • "Wyprzedaże są jak wódka" jakie piękne porównanie <3