Każda z nas zapytana o to, czego w sobie nie lubi, potrafi opowiadać o swoich wadach godzinami. Z drugiej strony znalezienie tego, z czego jesteśmy dumne, też nie jest trudne, bo w 90% przypadków jest to tylko jedna cecha. Takie już z nas skromne bestie! Ja w takich przypadkach zawsze mam jedną odpowiedź – jedyne „coś”, które w sobie lubię, to moje włosy. Oczywiście mi też zdarza się mieć ‘bad – hair day’, ale na szczęście coraz rzadziej. Dlaczego? Z kilku przyczyn:
1. Znalazłam fantastyczną fryzjerkę
Kiedyś przeczytałam, że związek kobiety z jej fryzjerem bywa trwalszy i silniejszy niż niejedno małżeństwo. Coś w tym jest. Po pierwszej wizycie u mojej Karoliny wiedziałam, że będziemy razem do grobowej deski!
Co moim zdaniem cechuje dobrą fryzjerkę?
– pomysł na Ciebie – Ty też nie lubisz pytania: „To co robimy?”, prawda? No właśnie. Jeżeli idę do fryzjera, chcę, żeby to on mi doradził, co powinnam mieć na głowie. Dobry fryzjer oczywiście posłucha Twoich sugestii, ale jeżeli chcesz totalnej odmiany, a nie masz na nią żadnego pomysłu, rolą fryzjera jest samodzielne dobranie najlepszej fryzury dla Ciebie;
– rzut okiem na kondycję skóry głowy – przyznaj się bez bicia – czy Twoja fryzjerka kiedykolwiek przyjrzała się, co dzieje się na Twojej skórze głowy? Mi zdarzyło się to dopiero u Karoliny, która od razu powiedziała mi „Używasz Head & Shoulders, prawda? Mentolowy? I chodzisz spać z mokrą głową! I chyba tarczycę masz chorą, co?”. To wszystko była oczywiście prawda. I to wszystko powodowało, że moje włosy wyglądały coraz gorzej, mimo że poświęcałam im mnóstwo uwagi. Zmiana złych przyzwyczajeń doprowadziła do istotnej poprawy;
– chemia między Tobą a fryzjerką – musicie się lubić i tyle! Nie mówię tu o przyjaźni, ale zwykła sympatia jest konieczna, inaczej nici z relaksu, a wizyta u fryzjera ma być także relaksująca 🙂
2. Posłuchałam mojej fryzjerki i:
– przestałam używać szamponów, które orają mi głowę – czyli omijam półkę z szamponami w każdej drogerii. Szampony drogeryjne mają co do zasady koszmarne składy. Nie twierdzę, że źle działają na każdą z Was, bo na pewno tak nie jest. Ale jeżeli widzicie, że Wasze włosy stały się „pudrowe” w dotyku, nie chcą się układać, z głowy się sypie etc. – musicie zmienić szampon. Niekoniecznie musi to być szampon fryzjerski (o których niżej), dobrym pomysłem jest szampon z apteki, który dla odmiany nie ma na liście całego układu okresowego pierwiastków. Ja zaczęłam doprowadzanie mojej głowy do porządku tym szamponem:
Kosztował ok. 20,00 złotych i rzeczywiście ukoił skórę mojej głowy. Jeżeli ta opcja jest zbyt bolesna pod względem finansowym, polecam jednak coś nieszkodliwego z drogerii:

Kosztuje 5,00 złotych, nie zrobi cudów na głowie, ale na pewno nie zrobi krzywdy – nie ma silikonów, parabenów i reszty –ów, które dręczą skórę głowy. Dobry zamiennik na kryzys finansowy 🙂

– przestałam chodzić spać z mokrą głową – tak, wiem, to jest wygodne. Ja też nienawidzę suszyć włosów, a rano nie mam czasu na umycie kudłów (no dobra, mam, ale wykorzystuję go na spanie…). Niestety kilka takich wybryków, a skóra głowy wygląda jak jesień Średniowiecza. Do tej pory zdarza mi się złamać, ale jest coraz lepiej. Różnica jest naprawdę spora;
– po doprowadzeniu skóry głowy do porządku (za pomocą szamponów aptecznych) zaczęłam używać szamponów profesjonalnych. I od razu obalam mit, że to drogie rozwiązanie. Wręcz przeciwnie, to najtańsza z najlepszych rzeczy, jaką możecie sprezentować swoim włosom.
Oczywiście to nie jest opcja dla leniuszków – najszybciej dostaniecie takie produkty u swojego fryzjera, ale wtedy zapłacicie za butelkę szamponu ok. 50,00 złotych i nici z zabawy w weekend (bo i za co się wtedy bawić?). Ja kupuję moje szampony na allegro.pl. Roi się tam od sprzedawców oferujących kosmetyki fryzjerskie i choć często ich zmieniam, nigdy się na żadnego nie nacięłam. Wszystko dociera do mnie całe i przede wszystkim oryginalne. Jak to wygląda cenowo? Może opowiem na przykładzie – mój faworyt to seria marki Wella
Professional Balance – dla wrażliwej skóry głowy:

Butelka tego szamponu o pojemności 250 ml kosztuje na allegro ok. 19,00 złotych. Ok, jest to więcej niż szampon z drogerii, ale żaden zwykły szampon nie jest tak wydajny. Jedna butelka starcza mi na ok. 3 miesiące (myję włosy nie rzadziej niż co dwa dni, często mam fazy codziennego mycia). Wystarczy ilość o objętości dwóch ziaren fasoli, a włosy są czyste i dopieszczone 😉 Dochodzą do tego koszty wysyłki, ale ja przy okazji zamówienia zbieram ekipę i zamawiamy hurtowo cały karton szamponów, lakierów itd. Wtedy realny koszt wysyłki wynosi dla mnie ok. 4,00 złotych, a zapas produktów mam na pół roku.

Widzicie więc, że cena takiej pielęgnacji jest relatywnie niezbyt wysoka. Dużo więcej wydacie na tzw. lepsze szampony z drogerii: John Frieda (beznadzieja) czy Aussie (pachnie gumą balonową, ale i tak beznadzieja), kosztują ponad 20,00 złotych. Ponadto doprowadzenie ciemiężonych złą pielęgnacją włosów do stanu jako takiej wyglądalności będzie Was kosztowało duuuużo więcej, wiem, co mówię 🙁 Nie zastanawiaj się więc, czy stać Cię na szampon fryzjerski, pomyśl lepiej, czy stać Cię na katowanie ich mazią o dziwnym składzie i kolorze.
W skład mojej ulubionej serii wchodzą cztery szampony oraz maska do włosów i skóry głowy. Ja używam naprzemiennie dwóch szamponów – Calm (bezzapachowy i delikatny, do codziennego mycia) i Pure (z drobinkami peelingującymi, oczyszczający, bardzo dobry po użyciu dużej ilości lakieru i innych produktów do stylizacji, włosy błyszczą po nim jak… nie powiem co, ale dokładnie tak!). Pielęgnację uzupełniam z rzadka maską (jest droga – ok. 37,00 złotych, ale nie jest to nieodzowny produkt). Pozostałe serie: Enrich (nawilżająca i odbudowująca) i Brillance (do włosów farbowanych) testowały moja Mamcia, siostra i koleżanki. Nie słyszałam niczego złego na temat tych produktów, więc zaryzykuję i polecę 🙂
Seria Balance niestety nie obejmuje odżywki, bez której nie wyobrażam sobie mycia włosów. Moja Karolina doradziła mi jednak używanie zwykłej odżywki do włosów normalnych, bo moje włosy się nie przesuszają, więc szkoda kasy na odżywcze kosmetyki. Odżywkę zmieniam bardzo często, teraz używam tej:
i jestem z niej zadowolona (nie przeszkadza szamponom działać). Kosztuje w Biedronce 7,00 złotych i ładnie pachnie.
Tym oto sposobem doprowadziłam moje włosy do porządku i jestem z nich bardzo dumna. Zaznaczam, że bardzo często je prostuję (nie używam żadnego sprayu ochronnego), a mimo to nie mam ani jednej rozdwojonej końcówki. Być może jest to zasługa tego, że nigdy ich nie farbowałam. No dobra, miałam kilka rozjaśnionych pasemek w 6 klasie podstawówki, ale to jest bardzo wstydliwy czas w moim życiu. I nie – nie mam zdjęć… 😉 Teraz cieszę się naturalnym kolorem, póki nie osiwieję (daję sobie jeszcze jakieś 5 lat).
xoxo
D.
Share