Dzisiejszą notkę stworzyła Dobrowolska, która jest moim osobistym guru modowym i urodowym. Dzięki niej nie maluję się kawałkiem węgla, ani nie wyglądam jak bym wyturlała się na straganie na bazarze.
Majka
Nie będę ukrywać – jestem maniaczką kosmetyków, silnie uzależnioną od testowania nowości. Nie umiem przejść obok drogerii obojętnie i nigdy nie zdarza mi się wyjść z niej z pustymi rękami. Niestety ta podła suka zwana dorosłością wymusiła na mnie decyzję o zafundowaniu sobie odwyku. Argumentem przeważającym były wydatki na urządzenie mieszkania, oszczędzanie na innych przyjemnościach jest w takim wypadku niezbędne. Poza tym dotarło do mnie, że uwielbiam kupować nowości i sprawdzać je na sobie, przez co mam mnóstwo rozpoczętych produktów, których nie mam kiedy zużyć. Dwie szuflady w bardzo dużej łazienkowej szafce, z których kosmetyki wylatywały dziesiątkami, uświadomiły mi, że chyba mam problem…
Postanowiłam więc po pierwsze mniej kupować, a po drugie – szukać dobrych zamienników średnio- i wysokopółkowych kosmetyków, których do tej pory używałam. Oczywiście sukces nie przyszedł od razu, część zakupów okazała się porażką, a w niektórych przypadkach przekonałam się, że po prostu mojego ulubieńca nic nie jest w stanie zastąpić. Dzięki temu powstanie seria wpisów o moich kosmetycznych perypetiach, a zaczynamy od pozytywnej strony całego eksperymentu.
Pielęgnacja:
1. Płyn micelarny BeBeauty z Biedronki
Przetestowałam mnóstwo płynów micelarnych i nie ukrywam, że Bioderma Sensibio to mój osobisty hit. Żal mi jednak stosunkowo drogiego płynu (zamiast 500 ml Biodermy można mieć 2 butelki wódki albo niezłą bluzkę) na zmywanie makijażu oczu. Postanowiłam więc używać droższego Sensibio do reszty buzi, a tusz zmywam czymś tanim. Tak w mojej szufladzie znalazł się BeBeauty. Produkt jest przede wszystkim niemożliwie tani (cena regularna: 4,99 zł), powszechnie dostępny i naprawdę zdaje egzamin.
Bardzo ładnie pachnie (choć dla niektórych może zbyt intensywnie), nie uczula tak jak inne tanie płyny (sorry Ziaja, wiesz, że Cię kocham, ale wszystkie Twoje płyny wzruszały mnie do łez i to nie jest komplement…). Makijaż zmywa szybko i bezboleśnie 🙂 Czego chcieć więcej? Nie zapomnijcie o nim przy następnych zakupach!
2. Peeling cukrowy Hean
Nie kupuję fenomenu „delikatnego złuszczania”. Skoro coś ma zedrzeć ze mnie martwy naskórek z całego tygodnia, to ma być subtelne jak papier ścierny i zeskrobać wszystko. Taki jest właśnie ten peeling.
Nie ma się co nad nim rozpisywać, kosztuje poniżej dychy, pachnie znośnie (trochę jak cytrynowy Ludwik, ale zapach szybko znika, zresztą kto ma złe wspomnienia z płynem Ludwik?!) i skóra jest po nim cudownie gładka. Świetny zamiennik żółtego peelingu Garnier (nawet nie wiem, czy go jeszcze produkują) i peelingów z Body Shop, które pachną najlepiej na świecie, ale osoba, która decyduje, ile kosztują, powinna zdrowo walnąć się głową w ścianę, licząc, że jej przejdzie…

3. Peeling do twarzy Lirene, wersja gruboziarnista

Podobnie jak wyżej – nie widzę sensu opisywać bardziej wyczerpująco tego kosmetyku. Działanie na piątkę, brak reakcji alergicznej, wydajny. Kosztował na pewno mniej niż 10,00 zł, to było zupenie przypadkowe spotkanie w Biedronce na mojej dzielni 🙂
Na dzisiaj wystarczy nowości, bo wszystko wykupicie i dla mnie już nie starczy. W następnym odcinku będzie bardziej na bogato, bo niestety nie da się jechać całe życie na kosmetykach za dyszkę i czasem trzeba trochę więcej zainwestować w naszego fejsa.
Ciao!
D.
Share
  • Używałam płynu z Biedronki – też lubię, peeling do ciała planuję zakupić a peeling do twarzy używam i jestem zadowolona :)) Pozdrawiam.

  • Anonymous

    szokiem jest to ze w dzielnicy willowej D. sa takie sklepy jak biedronka. :p
    peeling do ciala moj ulubiony juz od dawna .. 😀

  • Tego ostatniego produktu nie próbowałam, ale pewnie spróbuję jak mi się skończy ten z Perfecty. Micelek z Biedry lubię bardzo, a peeling średni jak dla mnie. :d