Esio znów uderza!
Notka miała pojawić się wczoraj, ale Esio pisał ją oglądając „Miłość na bogato” i finał tak Go wyprał psychicznie, że nie dał rady jej skończyć.
Tym razem twórca esizmu podejmuje trudne tematy ekonomiczne i zabiera nas w sentymentalną podróż w rodzinne strony. Polecam dogłębnie zapoznać się z poniższym tekstem, aby zrozumieć jego sens.
Nie, serio, skupcie się jak będziecie czytać, bo ja czytam 5 raz i dalej nie ogarniam.

Majka

Jest czwartek, godzina 19:16, dzień w kręgu anglosaskim zwany halloween (czytaj helołin, nazwa pochodzi od “hello”, mówionego przez dzieci chodzące od domu do domu niczym nocne zjawy, żądające wysokoprzetworzonej mieszanki cukru oraz tłuszczu oraz “ween”, czyli odgłosu wydawanego przez szybkoobrotowe wiertło dentystyczne masakrujące zaatakowane przez próchnicę dziecięce zęby albo to co z nich zostało). Znajduję się teraz w wiosce zwanej także królewskim miastem, które jest znane z Kocborowa oraz wódki Starogardziej, która jest produkowana, jak przystało na nazwę, w Zielonej Górze.
Kiedy już czasoprzestrzeń, w której się znajdujemy, została opisana, można skupić się na celu wizyty. Mianowicie w królewskim mieście Danzigu ciężko się sponiewierać za 10 zeta, pomyślałem więc, że na wsi będzie taniej. Dlatego też podjechałem moim potworem do tutejszej biedronki (potwór = 12 letnie kombi w tedeku, 550kkm przebiegu, jak na każdego Polaka przystało, mój egzemplarz jest o tyle wyjątkowy, że posiada całe 3 kołpaki, które pochodzą od prawie jednego kompletu) w celu sponiewierania się za 10 zeta.
Jednakże ta notka nie będzie o alkoholu, chociaż musiałem wypić piwo przed napisaniem jej (niestety nie jestem w stanie używać Windowsa na trzeźwo). Chciałem napisać o moim rodzinnym mieście, miejscu w którym ludzie rodzą się, umierają i nic poza tym, nie ma tu nawet metra (chociaż jest w Warszawie, a to dziura wielka, więc boję się co by było jakby w Stg też było metro…). Cały czas zastanawiam się jak można w tym mieście wytrzymać i cokolwiek robić, skoro nawet nie ma gdzie pójść na imprezę. Chociaż co do imprez – byłem jakiś czas temu na jednej, wjazd kosztował 5 zeta, jak zapytałem się, za co, to duży pan (ja sam mam tylko 191 wzrostu, pan wydawał się dwa razy ode mnie większy) oznajmił mi, że 4 osoby w pubie to jest “impreza”. Dodatkowo w mieście wielkości Wrzeszcza cały czas jest korek, permanentnie, kierowcy mają chyba dyżury, żeby miasto było zatkane cały czas… :/
Chociaż co ja piszę, Stg to wspaniałe miasto, tutaj nauczyłem się pić alkohol oraz kupować fajki w sztukowni (L&M 25 groszy, Marlboro dla bogaczy 30 groszy) i ogólnie to bardzo dobrze wspominam to miasto. 🙂
Wyprzedzając pytania, według mnie sytuacja makroekonomiczna jest zła, nie udało mi się sponiewierać za 10 złotych, jednak dumny jestem z tego, że spróbowałem. Muszę dokładnie przeanalizować wszystkie wskaźniki mikro, medium oraz makroekonomiczne, żeby odpowiednio ustalić obowiązującą w tym roku minimalną kwotę za którą można się sponiewierać. Będzie określana minimalnym rocznym wskaźnikiem wsponiewierającym. Mam nadzieję, że w tym roku będzie to mniej niż 15 złotych netto, bo jeżeli więcej to mój budżet może być zrujnowany…
Dzisiejsza notka uczy nas:
1. Fajnie jest mieć metro, chyba, że jesteś Warszawą albo Zblewem…
2. Nigdy nie da się uciec od przeszłości…
3. Nigdy nie nauczę się pisać polska język, ale dzisiaj mogę zwalić błędy językowe na klawiaturę  mojego dizajnerskiego laptopa. 😛
Ps. Notkę sponsoruje jakiś teledysk britney spars oraz Miłość na Bogato, a dokładniej cytat:
Pani: Ale jak to? Przecież byłeś na Borneło?
Pan: Tak, ale złapałem pierwszy samolot i przyleciałem do Cie.
Pps. Co to jest do chuja “kastingujemy”?
Ppps. Miłość na bogato z tekstami “Przyniosłam ze sobą portfolio, uczyłam się chodzić.” wymaga chyba osobnej notki albo nawet bloga… :/

Esio

Share