Moje podejście do mody jest dość mieszane: trochę kobiece, a trochę męskie. Najłatwiej wyjaśnić to na przykładzie butów. Widzę sobie takie piękne szpilki i następuje kobieca rekcja: OMG! MUST HAVE! Podnoszę, patrzę na cenę i objawia się męskie oblicze WTF?? 5 stów za takie coś? Żeby chociaż świeciły lub miały wrotki w podwoziu!
Gustu nie mam najlepszego i na szafiarkę się nie nadaję, więc nie będę próbować promować swojego „unikalnego” stylu. Raczej skupię się na tym jak szukać ciuchów nie wywołujących tornada na koncie. Dziś jeden z nich:
Osobiście jestem wielką fanką wieszaków z przecenionymi ciuchami w Orsay. Ich kolekcje nie zawsze mi pasują, ale na wieszakach z przeceną, które zresztą są wystawione w sklepie cały rok, zawsze coś upatrzę. Przechodząc obok Orsay po prostu nie mogę nie wejść.
Kiedyś wracając z pracy, jeszcze jako młoda, powabna studentka, wstąpiłam do sklepu z mocnym postanowieniem, że nic nie kupię, bo i tak nie mam pieniędzy na koncie. Zaszłam tam, bo do autobusy miałam trochę czasu, a na dworze było zimno. Zobaczyłam fantastyczną zieloną tunikę za 20 zł! Oczywiście kupiłam ją za ostatnie pieniądze (autentycznie miałam na koncie tylko 20 parę złotych, a w portfelu pustki). Dobrze, że miałam bilet miesięczny, bo nie wiem za co bym jeździła na uczelnię i do pracy. Moja mama, jak zobaczyła mój zakup, to powiedziała, że odda mi te 20 złotych, bo bym była głupia jakbym jej nie kupiła. Noszę tę tunikę od kilku lat i nie jestem w stanie zliczyć ile słyszałam komplementów na jej temat.
Inna historia z Orsay jest z zeszłej zimy. Szłam z Pysiem na zakupy spożywcze i przechodziliśmy obok, więc natychmiast zagadnęłam „skocze tylko na wieszaki z przeceną w Orsay”. Pyś nawet się nie buntował, bo wie, że nie marudzę długo na zakupach, tylko wpadam, patrzę i wypadam, a na moją miłość do wieszaków w Orsay nie ma siły. Szybko wyszukałam dwie sukienki i poszłam mierzyć. Jedna  była niebieska, wąska,  za całe 20 zł, a druga w srebrne cekiny z długim rękawem za 30 zł.
Poniżej zdjęcia poglądowe:
Pokazałam się Pysiowi w obu, pytając: „Która?”. Idąc do kasy stwierdziłam, że pytanie było dennie głupie, bo przy tej cenie, zbliżającym się sylwestrze i ślubnym sezonie, biorę obie! Zapłaciłam, wyszliśmy, cała szczęśliwa ćwierkałam, że za tę cenę to bym jednej nie kupiła. Pyś z ciekawości zapytał ile, a potem przez kilka minut musiałam powtarzać, że tak 50 zł za obie.
Później sprawdziłam po ile można kupić te modele w sieci. I oczywiście zła byłam jak osa. Następnym razem, jak mi stan konta pozwoli, wezmę kilka w różnych rozmiarach, bo ceny wahały się od 50 do 70 zł…
Majka
Share