Kategorie
Blog

Książki, które mnie wypaczyły (ukształtowały?)

książkiNietransparentna Evanrinya nominowała mnie do wzięcia udziału w łańcuszku pod tytułem “Lista 10 książek, które w jakiś sposób wpłynęły na moje życie”. Promowanie czytania popieram wszystkimi półkami w mojej biblioteczce, więc chętnie się przyłączę. Resztą wiecie: lans na yntelygenta czytającego książki itd.

Sporządzenie takiej listy było trudniejsze niż myślałam, bo jak tu wybrać książki, które zmieniły moje życie. Kilka było oczywistymi faworytami, ale na dalszych miejscach walczyły książki z worka moich ulubionych z takimi, które z jakichś przyczyn nie są ulubionymi, ale miały na mnie niezaprzeczalny wpływ. I zgodnie z nazwą zabawy, postanowiłam umieścić te ostatnie, te które czytałam już kilka razy, a jeszcze wiele wspólnych przewróconych stron przed nami. Nie chcąc stopniować ich wpływu na moje życie, zdecydowałam się przedstawić je w porządku chronologicznym, czyli pierwszego czytania. Trochę długo wyszło, ale swoim zwyczajem nie mogłam pominąć historii związanych z niektórymi tytułami, jak chociażby ta z ananasem.

Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół, Mikołaj Nosow

Teraz się okaże, z którego pokolenia są moi czytelnicy, bo książkę tę mogę spokojnie okrasić tagiem #gimbynieznajo. Lektura mało popularna w pokoleniu wychowanym na Myszce Mickey i Kubusiu Puchatku. Jest to zbiór opowieści dla dzieci opowiadający historie tytułowego “Nieumiałka” i jego znajomych. Perypetie postaci, która nie grzeszy inteligencją, nie należą do rzadkości, ale w tym wypadku świat stworzony przez Nosowa ma swoisty urok. Biedny Nieumiałek, który przez nieroztropności i brak inteligencji pakuje się w coraz to inne kłopoty, kojarzy mi się z bajkową wersją Forest Gumpa, który też znalazł się w zestawieniu. Nieumiałek zmienił moje życie, bo był pierwszą książką, nie książeczką z obrazkami, a prawdziwą książką, po którą sięgałam sama, wielokrotnie.
Ania z Zielonego Wzgórza, Lucy Maud Montgomery

Książka podsunięta mi przez mamę, która w ten sposób zraziła mnie miłością do słowa pisanego. Przeczytałam całą serie, późniejsze losy mojej imienniczki (SZOK! NIEDOWIERZANIE! – Tak, Majka to pseudonim nie moje imię ;>). Czytając dalsze losy, już bardziej jej dzieci niż samej Ani spotkałam, się ze zjawiskiem, do tej pory nie spotykanym przeze mnie w książkach: nie wszystko się dobrze kończy. Nawet teraz pamiętam jak ciężko mi było uwierzyć, gdy zginęła jedna z głównych postaci i z niecierpliwością kartkowałam kolejne rozdziały, żeby znaleźć ten moment, gdy okazuje, się, że to było nieporozumienie. I pomyśleć, że teraz jestem wielką fanką Sagi Pieśni Lodu i Ognia, gdzie trup ściele się równo.
Całe zdanie nieboszczyka, Joanna Chmielewska

Chmielewska bezapelacyjnie jest i zapewne zawsze będzie moją ulubiona pisarką. Pierwszą jej książkę jaką przeczytałam podsunął mi tata wybierając z domowej biblioteczki. Było to “Wszyscy jesteśmy podejrzani”, które mnie zachwyciło, rozbawiając do, i nie jest to żadna przenośnia, łez. Jednak to „Cale zdanie nieboszczyka” wśród wszystkich jej książek, jakie miałam przyjemność czytać, wywarło na mnie największy wpływ. Do tej pory mam stary, sczytany, kilka razy utopiony w wannie i zalany niezliczona ilością substancji egzemplarz. Mam też nowszy, ale tego poniszczonego, nie oddam za nic. Jest symbolem całej mojej miłości do książek, tego jak bardzo potrafią bawić, (no haloł motyw z szydełkiem!). To książka, do której wracam, gdy muszę się od czegoś oderwać, zawsze mi pomaga sprawiając, że dostaje niekontrolowanych ataków śmiechu, ale też pokazuje, że nie ma sytuacji beznadziejnych (motyw z szydełkiem).
Harry Potter, Joanne Kathleen Rowling,

Seria o małym czarodzieju zdobyła miejsce na liście, nie tylko dzięki magii jaką budzi we mnie za każdym razem, gdy ją czytam, ale dlatego, że nauczyła mnie otwierać się na książki literatury popularnej. Na Harry’ego trafiłam dość późno, bo już ze 2-3 tomy były wydane w Polsce, gdy przełamałam się do przeczytania. Dlaczego musiałam się przełamywać? Bo już od lat czytałam książki, a Harry Potter był czymś, czym zachwycali się moi nieczytający znajomi. Dla mnie kojarzył się z jakimś popularnym chłamem, który podoba się tym, którzy nie czytali “prawdziwych” książek. Jak się myliłam! Wypożyczyłam w końcu ze szkolnej biblioteki pierwsze tomy, co nie było łatwe, bo kolejki były ogromne i trzeba było dogadać się z osobą, która akurat ma je wypożyczone i iść z nią do biblioteki, żeby przechwycić książki. Z ciekawości przeczytali je też mój brat i tata. Efekt był taki, że przy czwartym tomie w domu rozpętało się piekło, kto pierwszy przeczyta. Po lekcji jaka zafundował mi Potter, teraz nie gardzę nawet książkami w powszechnej opinii czytających uznawanych za chłam, dopóki sama się nie przekonam co do ich wartości. Uwaga herezja: Zmierzch był spoko.

Drugą zasługą Harry’ego Pottera, dużo późniejszą, jest moja niechęć do mdłego, głównego bohatera. Dzięki wyśmiewanej nawet przez jego znajomych szlachetności Harry’ego, przekonałam się, że główny bohater, nawet pozytywny, nie musi być ulubioną postacią. Może być nawet najbardziej denerwującą. Absolutnie nie zasługiwał na błyskotliwą Ginny!
Akty wiary, Erich Segal

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy zmagałam się z Harrym Potterem moja ówczesna wychowawczyni podsunęła mi książki Segala, znanego głownie jako autor „Love story”, które moim skromnym zdaniem wcale nie jest jego najlepszym dziełem. „Akty wiary” przedstawiające życie żydowskiej dziewczyny, która chce zostać rabinem i chłopaka wychowanego w katolickiej religii, to jak ich życia się przeplatają, jak się różnią, zrobiło niesamowite wrażenie na 15-latce, która miała nikłe pojęcie o świecie. Sama historia przedstawiona w książce miała dla mnie mniejsze znaczenie, niż pokazane w niej zasady w społeczności żydowskiej i rytuały, które pielęgnują. W książce działo się tyle ważnych rzeczy, przedstawionych bez słodzenia: romanse, choroby, wojna, że do dziś uznaję ją za pierwszą „dorosłą” książkę, którą przeczytałam.
Ruchome obrazki, Terry Pratchett

Ze wszystkich książek z serii Świata Dysku, które absolutnie uwielbiam, ta jest jedną z mniej lubianych przeze mnie, ale najbardziej zmieniła moje życie. Dlaczego? Bo była pierwsza! Po namowach (wstyd, że trzeba było mnie namawiać do Pratchetta) mojego starszego brat dałam się przekonać i przeczytam, tę książkę autora, którą akurat miał w domu. A potem już tylko równia pochyła: zarywane noce, Marchewa, Vimes, Niania Ogg, Śmierć, Śmierć Szczurów itd. Od tamtej pory po pierwsze zakochałam się w fantastyce, a pod drugie każdy kto lubi Pratchetta staje się z miejsca moim przyjacielem (plus sto do sympatii, bratnia dusza, kto jest twoja ulubiona postacią???), i po trzecie nauczyłam się ufać mojemu bratu co do polecanych książek niemal bezgranicznie.
Gra Endera, Orson Scott Card

Książka podsunięta mi przez przyjaciela, kiedy nieśmiało raczkowałam w świecie fantastyki. Do niedawna moja ulubiona książka, zdetronizowana przez Chłopców. Kolejne jej części czytałam, tylko z miłości do pierwszej, bo niestety brakuje im klimatu, za który pokochałam Grę Endera. Teoretycznie książka jest o wojnie z kosmitami, ale jakoś dla mnie to nic nieznaczący watek. Za to szkolenie głównego bohatera na dowódcę, w szkole bojowej, w której życie kreci się w okół szkoleniowej gry to element, dla którego wracam do tej książki, raz po raz. Zaskakujące przedstawienie dzieci zachowujących się jak dorośli na wojnie, by chwile potem śmiać się z puszczania bąków. Budowanie strategii militarnej, przeplata się ze zdobywaniem przyjaciół i walką o życie w grze i w realu, a wszystko to w zamkniętej przestrzeni szkoły bojowej gdzieś na orbicie. Przez cały czas patrzymy jak Ender i inne dzieci grają w grę dorosłych i zastanawiamy się: kto wygra i właściwe kto jest pionkiem, a kto graczem, bardzo metaforyczny przekaz.
Bridget Jones, Helen Fielding

Tej pani chyba nie muszę Wam przedstawiać. Własnie skończyłam trzecią cześć jej przygód, wydaną po latach. Jak ja tęskniłam z Bridget! Przecież ona jest niesamowita. Jest moją idolką życiową. Helen Fielding razem z Joanną Chmielewską zbudowały dla mnie wzór kobiety. Bridget jest nie do opisania, i wbrew powszechnej opinii jej perypetie nie są przeznaczone tylko dla kobiet, chociaż im na pewno są bliższe. Książki opisujące jej przygody pokazują, że nie ma jednego idealnego modelu na życie, możesz założyć modelową rodzinę, możesz żyć samotnie lub w luźnym związku, możesz poświecić się karierze albo szydełkowaniu, ważne żeby to było to, co Ty chcesz robić, a nie to, co narzuca społeczeństwo i media. W pamiętnikach Bridget, obok niesamowitej niekonsekwencji (zwykle dietetycznej i alkoholowej), jest zbiór uniwersalnych porad, które do dziś stosuje np. jak widzę. że nie zdążę się zrobić na bóstwo i przygotować potrawy na przyjście gości wybieram strojenie się. W ten sposób, jak przychodzą, w pełnym rynsztunku swobodnie kończę gotowanie. Oczywiście w przypadku Bridget działało to tyko w teorii i kończenie gotowania polegało na wyrzuceniu tego co akurat przypaliła lub pofarbowała na niebiesko, ale nie o to chodzi! Nawet w jej porażkach kryją się ważne rady: nie związywać jedzenia kolorowymi sznurkami. Jest jeszcze jeden powód, dla którego ta książka jest mi tak bliska. Ja znam prawdziwą Bridget, nie tą na której być może wzorowała się, autorka, ale taką swoją, która zawsze mi staje przed oczami, gdy wyobrażam sobie Jones. Ta moja też jest pełna humoru, wiecznie stara się być na diecie i ciągle oszukuje:
– Odchudzam się. Wytrzymałam już cały dzień i zjadłam tylko puszkę ananasa! – oświadczyła mi kiedyś.
– Przepiłaś wszystkie pieniądze i nie masz na jedzenie, a jedynie co znalazłaś w szafce to ta puszka ananasa?
– Skąd wiedziałaś?
Forest Gump, Winston Groom

Tak, kultowy film był na podstawie książki, która oczywiście była o niebo lepsza od filmu, który był genialny, więc wyobraźcie sobie, jak dobra była ta książka, a właściwie dwie. Jedna z nielicznych książek, którą przeczytałam po obejrzeniu filmowe odpowiednika. Podsunięta przez niezrównanego starszego brata. Po przeczytaniu, a ściśle w trakcie czytania, dotarła do mnie prawda objawiona: adaptacje lub ekranizacje książek, są gorsze niż pierwowzory. Zdarzają się wyjątki, ale reguła pozostaje regułą. Sprawdziła się przy Grze Endera. Nie wiem tego z własnego doświadczenia, bo nie mam odwagi obejrzeć, ale sam fakt, że skupili się na wojnie z kosmitami, a nie na szkole nie wróży najlepiej. Sprawdziło się przy rosyjskiej ekranizacji “Całego zdania nieboszczyka”, i sprawdziło się przy Bridget Jones, chociaż tu akurat film jest bliski poziomem książce, i będzie się sprawdzać. Obecnie jestem już wolna od książkowego snobizmu, który wyrażał się w opinii, że ludzie którzy czytają są lepsi i mądrzejsi, i lepiej wiedzą wszystko, w tym jak prawidłowo podetrzeć się papierem toaletowym. Jednak takie książki jak Forest Gump dalej wywołują we mnie smutek nad losem nieczytających, którym nie dane będzie poznać lepszej wersji ich filmowych faworytów.
Tam będą smoki, John Ringo

Książa znajdująca się gdzieś pomiędzy fantasy, a science fiction. Idylliczny świat przyszłości, który na skutek wojny rządzącej Rady cofa się niemal do średniowiecza. Elfy jako super żołnierze pacyfiści, smoki jako wytwory techniki i mini elfka nimfomanka – piękna mieszanka. Na moje nieszczęście zostały napisane 4 tomy, a w Polsce wydano tylko 3 i do cholery od lat nie mogę się doprosić o czwarty! Oczywiście kolejne książki podesłane przez mojego starszego brata – strażnika, mojej edukacji literackiej. Książki z serii o Wojnach Rady wywarły na mnie wpływ sposobem, w jaki w nowoczesnym społeczeństwie zaszczepiano niemal mityczne elementy, wszystkie wyjaśniając za pomocą technologicznych nowinek. Sama koncepcja przedstawienia elfów na opak mnie tak urzekła, że w głowie zaczęłam się tworzyć własną historia, która wciąż ewoluuje i czeka na spisanie. Dlatego te książki trafiają na listę, bo nie tylko ugruntowały we mnie postanowienie, że chce pisać, ale poddały pomysły na pierwszą książkę, którą napiszę jak tylko uda mi się w końcu wymyślić niełzawe zakończenie.

Rozpisałam się niezmiernie, i za to Was przepraszam, ale skoro miałam przedstawić książki, które miały na mnie największy wpływ to nie mogłam nie opisać, jak ten wpływ wyglądał.

A teraz robaczki do czytania wszystkich przedstawionych pozycji!