Kategorie
Blog

„Czy mógę rozmawiać z osobą decyzyjną?” – czyli sposoby na telefonicznych SPAMerów

Zdarza mi się czasem w pracy odebrać “biurowy” telefon. Dzięki temu zdałam sobie sprawę, jak ogromna jest skala telefonicznego spamu. Najgorsze, że firmy, które wybierają tę formę promocji swoich produktów wyrzucają najczęściej pieniądze w błoto. Nie dlatego, że jest to przestarzała forma itd., tylko dlatego, że robią to źle, wręcz tragicznie. Zwykle nie mam pretensji do dzwoniących i życzę im miłego dnia na koniec rozmowy, bo oni wyklepują formułki, które ktoś kazał im powtarzać, chociaż i oni potrafią mi podpaść. Poniżej kilka ciekawszych przypadków:

Pierwszą i największą bzdurą jest proszenie o rozmowę z “osobą decyzyjną”. Ja rozumiem, że chcą porozmawiać z osobą, która zadecyduje o zakupie, ale jak słyszę tekst osoba decyzja to zaraz zapala mi się czerwona lampka “SPAM!!”, i nie ma szans żebym połączyła z kimkolwiek. Jeszcze lepsi są ludzie, którzy chcą rozmawiać z dyrektorem, prezesem itd. i nie znają nazwiska. Podstępnie pytam się zawsze „z którym?”, żeby wybadać czy ktoś odpowie. Zwykle zawieszają się, a co bardziej doświadczeni mówią “z głównym”. I tu ich mam. Czerwona lampka. SPAM. Nie połączę. Jak leniwym trzeba być, żeby jednego nazwiska w Internecie nie sprawdzić…

Chociaż i tak lepsi są Ci, którzy proponują nam szkolenia z rzeczy, którymi się zajmujemy. Zawsze wtedy pytam:
– A wie Pan/Pani czym się zajmuje nasza firma?
– No właśnie nie do końca….
– To proszę sprawdzić w internecie i wtedy zadzwonić.

I ile takich bezsensownych telefonów wykona ta osoba. I kto za to zapłaci. Błooooto.

Często zwrot “osoba decyzja” jest inaczej sformułowany lub bardziej rozbudowany, ale i tak zawsze ich wyłapię.
– Dzień dobry, nazywam się tak i tak, czy mogę rozmawiać z osobą decyzyjną do spraw tuszy i tonerów do drukarek.
– Dzień dobry, nie sądzi Pan, że to bardzo wąskie stanowisko?
– YYY, no.. tak nie o to chodzi. Ja bym chciał rozmawiać z kimś kto odpowiada za zakup.
– Jeżeli chodzi o ofertę proszę wysłać na e-mail.
– Dobrze, proszę podać adres.

Pewnie myślicie, że głupia jestem, że tak ochoczo podaję e-mail. Wcale nie. Mamy specjalny adres, tylko do przesyłania takich rzeczy. Raz na jakiś czas tam zaglądamy i odsiewamy co nas interesuje 😀

Nie wszyscy jednak są tak ochoczy do wysyłania e-mail i koniecznie muszą rozmawiać z prezesem. A po co? “Żeby oprowadzić po naszej nowej stronie internetowej” o_O Bo przecież dyrektor nie ma nic lepszego do roboty tylko oglądać nową odsłonę strony internetowej serwisu informacyjnego, bo sam sobie nie poradzi. Jeżeli nie poradzi sobie sam z jej obsługą, to chyba komuś przy jej projektowaniu obce było słowo “intuicyjny”.

osoba decyzyjnaOstatnim hitem był telefon od firmy, której przedstawiciel chciał rozmawiać z osobą decyzyjną w sprawie… wody jaką spożywamy w biurze. Ratunku!

Absolutnym przebojem wszech czasów był Pan, który chciał rozmawiać z osobą odpowiedzialną za wybór dostawcy Internetu, bo wcześniej z kimś rozmawiał z naszej firmy. Zbiegiem okoliczności wiedziałam, że akurat temat jest na tapecie w firmie wiec już miałam łączyć. Tylko zawahałam się z kim? W tej kwestii mógł rozmawiać z szefem IT albo z księgową, jedno wybiera, a drugie płaci. Zapytałam się więc uprzejmie:
– A rozmawiał Pan ostatnio z kobietą lub mężczyzną?
– No właśnie nie pamiętam, bo to nie ja tylko koleżanka, a ona nie wie.

Czerwona lampka. SPAM. Tak się zezłościłam na niego, że stwierdziłam, że choćby był ostatnim dostawcą Internetu na pustyni, to nie połączę go!
– Jeżeli to oferta to proszę wysłać na e-mail.
– A nie można telefonicznie, bo ja mam taką ofertę, że tylko telefonicznie mogę ją przedstawić.
(AKURAT SPAMERZE!!)
– Nie, nie można. Proszę wysłać ofertę e-mailem.
– Ale to trzeba indywidualnie ustalić i ja muszę znać dane.
– Skoro już ktoś od Państwa do nas dzwonił i rozmawiał to pewnie mają Państwo potrzebne dane.
– No tak, ale ja bym chciał ustalić, czy nic się nie zmieniło.
– Nie, nic się nie zmieniło.. Proszę wysłać ofertę e-mailem.
– I naprawdę nie ma prostszej drogi. (To ostatnie zdanie wymówił wściekły, cedząc słowa przez zęby. On był zły na mnie! Po tym jak nakłamał!)
– Nie.

Najbardziej mnie zezłościł tym, że prawie mi zepsuł statystyki, bo w pokoju mamy taką zabawę i obstawiamy czy ktoś się kiedyś wymknie cerberowi telefonicznemu, czyli mi. Do tej pory nikomu się nie udało. Czasami zabawa jest przednia, dlatego na czas urlopu koleżanki, z dobrze skrywaną ochotą, przejęłam telefon.

Chociaż to trochę głupie, że jak on dzwoni, to cały pokój przestaje pracować, nasłuchując co tym razem ja wymyślę albo druga strona słuchawki. I kto wygra?